Prawda o aborcji

Dziennikarze za prawdą o aborcji

Skandal z tkankami zmarłych i zabitych dzieci

Śmierć rocznego dziecka w 1992 r. w jednym ze szpitali w Anglii doprowadziła do śledztwa, które wstrząsnęło opinią publiczną. Prawie dziesięć lat później ujawniono, że z ciał tysięcy dzieci zmarłych przed i po urodzeniu pobierano organy i tkanki bez zgody ich rodziców, a czasem nawet pomimo ich sprzeciwu. Proceder ten nie należał wcale do rzadkości.

O tym, że sprawa wyszła na jaw, zadecydował przypadek. W 1996 r. Helen Rickard, mama 11-miesięcznej Samanthy, zmarłej po operacji na otwartym sercu w szpitalu klinicznym Bristol Royal Infirmary, zwróciła się do jego administracji o wydanie wszystkich informacji medycznych o córce. Wystąpiła z taką z prośbą, gdyż po audycie tej placówki do opinii publicznej trafiły informacje o wysokiej śmiertelności dzieci po tej właśnie operacji. Z otrzymanych danych wynikało, że patolog zachował serce córki. Zbulwersowana matka poprosiła o jego zwrot.

Działania rodziców
I na zwrocie nielegalnie pobranego organu sprawa się nie zakończyła. W 1999 r. grupa rodziców z podobnymi do Rickard doświadczeniami zwołała konferencję prasową, aby upublicznić informacje o wysokiej śmiertelności pooperacyjnej w Bristol Royal Infirmary i zatrzymywanych sercach zmarłych dzieci. Organy były pobierane bez wiedzy i zgody rodziców w około 170 przypadkach w tym jednym szpitalu. Na skutek działań rodziców, którzy zbierali dane od innych rodzin dzięki otwartej przez nich darmowej linii telefonicznej, rząd zdecydował się na zbadanie sprawy. Z zeznań jednego ze świadków wyszło na jaw, że takie praktyki miały również miejsce w innej placówce. W jednym z najbardziej renomowanych szpitali dziecięcych w Anglii- Alder Hey, rutynowo przechowywano serca od 1948 r. Być może dlatego, że jest on jednym z największych w Europie (obecnie rocznie leczy się ok. 300 tys. dzieci), to właśnie na nim skupił się skandal.

Raport Redferna
W wyniku przeprowadzonego śledztwa zebrano przytłaczającą liczbę dowodów na nadużycia. Raport sporządzony pod kierownictwem prawnika medycznego, Michaela Redferna, liczący 600 stron został podany do wiadomości publicznej w styczniu 2001 r. Wytypował on głównego winowajcę, holenderskiego profesora patologii Dicka van Velzena, pracującego w szpitalu Alder Hey w latach 1988-1995. Raport Redferna wskazywał go jako winnego zachowań nieetycznych w dwudziestu sferach działania, m.in. pobierania każdego możliwego organu od zmarłego dziecka, które miało przejść sekcję zwłok, w wypadku, gdy powód śmierci uznano za niejasny. Tkanki te miały być używane do badań naukowych, jednak patolog nie przeprowadzał nawet właściwej sekcji zwłok, a dokumentację medyczną fałszował. Choć proceder ten miał miejsce jeszcze zanim van Velzen rozpoczął pracę w Alder Hey, to właśnie za jego działalności przybrał ogromną skalę. Ujawniono, że w większości przypadków zgoda na pobranie tkanek i organów uznana była za domniemaną, a w niektórych przypadkach pobranie odbywało się wbrew woli rodziny.

Reakcja szpitala i skala nadużyć
Sprawę dodatkowo zaognił fakt, że nawet w obliczu skandalu administracja szpitala Alder Hey zachowywała się wobec rodziców arogancko i opieszale, wolno reagując na prośby rodziców o zwrot zatrzymanych organów. Udowodniło to po raz kolejny, że rodzice mają niewiele do powiedzenia w sprawie tego, co stanie się z ciałem ich zmarłych dzieci. Co więcej, stało się jasne, że solidarność zawodowa lekarzy umożliwia trwanie nadużyć, którymi nikt nie chce się zająć.

Raport Redferna krytykował działania szpitala Alder Hey i University of Liverpool. W skandal uwikłane były również dwie inne sławne placówki, m.in. Great Ormond Street Hospital for Children w Londynie i the Birmingham Children’s Hospital. Lista szpitali i szkół medycznych, które w 2001 r. przetrzymywały tkanki ludzkie została podana do publicznej wiadomości . Było na niej ponad 100 instytucji.

Ciała dzieci nienarodzonych
Zbadano również praktyki wewnątrz krajowego systemu służby zdrowia: National Health Sevices, z którego wynikło, iż 104 tys. fragmentów ciał, organów dzieci narodzonych i nienarodzonych przetrzymywane były w ponad dwustu placówkach. Niegodne traktowanie ciał zmarłych nie ograniczało się więc do jednego skazanego patologa, ale miało miejsce na szeroką skalę. Co więcej, prawie pół miliona próbek tkanek zatrzymano w różnych szpitalach w kraju.

Z kolejnego rządowego raportu Liama Donaldsona z 2002 r. (Human Bodies, Human Choices: The Law on Human Organs and Tissue in England and Wales – A Consultation Report) wynikło, że ponad 50 tys. organów, fragmentów ciał, zwłok dzieci poronionych i zmarłych w aborcji przetrzymywanych było przez patologów w całym kraju. W samym tylko szpitalu Alder Hey, składowano 1500 ciał dzieci poronionych, martwo urodzonych lub zmarłych w wyniku aborcji.

Gruczoły grasicy dla firmy farmaceutycznej
W szpitalu Alder Hey i the Birmingham Children’s Hospital gruczoły grasicy pobrane od żyjących dzieci w trakcie operacji serca były przekazywane firmie farmaceutycznej w zamian za fundusze na badania naukowe. Według „The Guardian”, szpital odmówił podania nazwy firmy, jednak wygląda na to, że była nią Aventis Pasteur, specjalizująca się w szczepionkach. Wynikałoby z tego, że za jeden gruczoł istotny dla funkcjonowania układu odpornościowego bardzo małych dzieci, pobrany bez zgody rodziców (podobno usuwany rutynowo w tego typu operacjach dla zapewnienia dostępu do serca), firma zapłaciła poniżej 10 funtów.

Co dało śledztwo?
Efektem śledztw było wprowadzenie zakazu pracy dla holenderskiego patologa Dicka van Velzena, najpierw czasowe, a dopiero w 2005 r. stałe. Policja brytyjska nie mogła zebrać wystarczających dowodów, aby bo skazać. Po publikacji raportu Redferna, von Velzen przebywał w Holandii oraz pracował w Kanadzie, gdzie również miał problemy z nielegalnym składowaniem organów. Co więcej, Van Velzen opublikował różne analizy naukowe, opierające się na jego sfałszowanych autopsjach, które nadal figurują w archiwach publikacji i są cytowane w bazach artykułów naukowych.

W wyniku działań osób zajmujących się sprawą, zostało zawieszonych czterech pracowników National Health Sevices. Rodziny dzieci zmarłych w szpitalu Alder Hey na mocy ugody otrzymały mniej więcej 5 tys. funtów każda (około 10 tys. dol.). Około 200 rodzin wystąpiło z pozwem przeciwko rządowemu National Health Sevices. Niektórzy rodzice musieli przejść wielokrotne ceremonie pochówku. Dla przykładu Janet Dacombe, matka noworodka o imieniu James, chowała go trzykrotnie, gdyż szpital tyle razy zwracał jej pobrane organy dziecka. Niezidentyfikowane ciała zostały pochowane na cmentarzu w Liverpoolu.

Zmiana prawa
Na skutek ujawnionych nieprawidłowości poprawiono również system wyrażania zgody na pobranie tkanek i do pewnego stopnia uregulowano procedury dotyczące poronień i aborcji. Zmieniona ustawa Human Tissue Act z 1961 r. wprowadziła również nowe procedury współpracy z firmami farmaceutycznymi. Obawy, że wymaganie zgody na pozyskanie tkanek spowoduje ich deficyt, okazały się bezpodstawne. Wielu krytyków nadal jednak twierdzi, że godność ludzka nie jest dostatecznie chroniona i szanowana. Tak przynajmniej sprawę przedstawiają autorzy trzytomowej encyklopedycznej pozycji omawiającej 400 historycznych skandalów XX w. „Great Events from History: Modern Scandals” (2009).

Aby jednak skandale związane z tkankami ludzkimi mogły w ogóle ujrzeć światło dzienne, potrzebna jest transparencja i dostęp do informacji publicznych, a także uczciwość, odwaga i etyczność środowiska medycznego. Warto dodać, że w USA tzw. whistleblowers otrzymują wynagrodzenie finansowe za zgłoszenie nieprawidłowości w miejscach, w których pracują. Niestety w Polsce walka z korupcją i nadużyciami w służbie zdrowia raczkują. Sytuacja jest dramatyczna szczególnie jeśli chodzi o aborcję, która owiana jest swoistą tajemnicą, częściowo chronioną ustawowo. Nie sprzyja to ufności, że pośmiertna godność uśmierconych dzieci jest szanowana. O dzieciach zabitych w późnych aborcjach w szpitalach publicznych na koszt wszystkich podatników przedstawiciele obecnej władzy nie chcą nawet rozmawiać. Dodatkowa niechęć obecnej administracji rządowej do badania i ujawniania tych spraw daje niestety poczucie, że jest to dobre pole do nadużyć. Może kiedyś i u nas wybuchnie na tym polu skandal?

Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na fronda.pl

Written by prawdaoaborcji

Wrzesień 6, 2013 at 3:21 pm

Seksbiznes i aborcja

Mało uwagi poświęca się przemysłowi usług seksualnych jako gałęzi lobby aborcyjnego. A przecież sektor ten nie mógłby istnieć bez antykoncepcji i aborcji.

O nierozerwalnym związku pomiędzy przerywaniem ciąży i prostytucją w XIX w. pisał Marvin Olasky w „Aborion Rites. A Social History of Abortion in America”(1992). Według niego, z dostępnych danych można powiedzieć, że liczba prostytutek w tym czasie gwałtownie wzrosła. Szacuje się, że ich liczba w Stanach Zjednoczonych wynosiła wtedy około 60 tys. Jak sugeruje Olasky, prostytutki były w owym czasie dominującą grupą kobiet, które dokonywały aborcji, a przecież korzystały z wszelakich metod antykoncepcyjnych: prezerwatyw, środków chemicznych i barierowych metod antykoncepcyjnych o różnej skuteczności.

Aborcja u prostytutek
Choć w XX i XXI w. kobiety, które przerwały ciążę należą do różnych grup społecznych, a metody antykoncepcyjne zostały do pewnego stopnia ulepszone, aborcja u prostytutek jest nadal dużym problemem. O związku tym wspomina się jednak bardzo rzadko, być może dlatego, że jest on swoistym dowodem na brak niezawodnej antykoncepcji pokazującym, że bardzo częste uprawianie seksu łączy się prędzej czy później z zajściem w ciążę. Równocześnie kolejnym argumentem sugerującym swoistą zmowę milczenia w tym temacie jest fakt, że pracownice sektora usług seksualnych są medialnie dość niewdzięczną grupą do promocji aborcji.

Jak czytamy w “Factors Associated with Induced Abortion in Women Prostitutes in Asturias (Spain)” http://www.plosone.org/article/info%3Adoi%2F10.1371%2Fjournal.pone.0002358
istnieje bardzo niewiele badań dotyczących wskaźników przerywania ciąży wśród prostytutek, ale wygląda na to, że w tym środowisku jest to „bardzo rozpowszechniony problem”. Z dostępnych danych wynika, że od 30 do 48% prostytutek co najmniej raz przerwało ciążę.

Twórca „Playboya” promuje aborcję
Z uwagi na powyższe dane można zrozumieć fakt, że seksbiznes sponsoruje organizacje aborcyjne. Z zeznań podatkowych The Hugh M. Hefner Foundation, założonej przez twórcę „Playboya”, wynika, że wspierała ona kilka organizacji o takim profilu. Były wśród nich największy provider aborcji w USA, czyli Planned Parenthood, oraz NARAL Pro-Choice America, zajmująca się lobbingiem aborcyjnym i zwalczająca regulacje związane z przerywaniem ciąży. Jednym z jej założycieli był już nieżyjący, znany aborter dr Bernard Nathanson, który później stał się obrońcą życia. Z pieniędzy twórcy „Playboya” korzystała również organizacja Population Action International powołana do kontroli liczby ludności na świecie, która nota bene finansowała działalność polskiej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Na liście grantobiorców The Hugh M. Hefner Foundation figurowała także Guttmacher Institute, organizacja założona jako część Planned Parenthood, w celu dostarczania naukowych publikacji na temat antykoncepcji i aborcji. Jej analizy są często cytowane przez lobby aborcyjne, ale też bywają krytykowane za nierzetelność. Sympatie założyciela „Playboya” do środowiska aborcyjnego nie są bynajmniej ukrywane. Strona internetowa fundacji odsyła czytelników do Planned Parenthood i Guttmacher Institute.

Pornobiznesmen zakłada organizacje aborcyjne
Aborcję i antykoncepcję można wspierać nawet w bardziej bezpośredni sposób. Pokazuje to twórca największego wysyłkowego pornobiznesu na świecie, Phil Harvey, który kiedyś pracował dla Peace Corps i uzyskał dyplom magistra z administracji planowania rodziny z Uniwersytetu Północnej Karoliny. Jego antynatalistyczna działalność rozpoczęła się w latach 60-tych XX w, w okresie wywoływania sztucznej histerii związanej z mitem przeludnienia. Obecna firma sprzedająca filmy pornograficzne i wibratory wyrosła z nielegalnego biznesu sprzedaży wysyłkowej prezerwatyw, którą założył w 1970 r. z brytyjskim lekarzem Timem Blackiem. Oboje są odpowiedzialni za powstanie kilku organizacji aborcyjnych. Razem założyli Population Services International (PSI), reklamującą i sprzedającą prezerwatywy i antykoncepcję w różnej formie oraz zestawy do aborcji. Jak opisuje w “Sex in Crisis: The New Sexual Revolution and the Future of American Politics” (2008) Dagmar Herzog, była to druga co do wielkości (po Planned Parethood) organizacja zajmująca się tzw. międzynarodowym planowaniem rodziny. Oprócz tego Harvey powołał do życia grupę DKT International (DKT), zajmującą się społecznym marketingiem i również sprzedającą zestawy aborcyjne. Black zaś stworzył Marie Stopes International, która jest jednym z największych providerów aborcji na świecie poprzez sieć setek własnych klinik.

Atak na prawa ograniczające aborcję i antykoncepcję

Dla ukazania szerszego kontekstu lobby aborcyjnego, można dodać, że PSI jest częścią the International Consortium for Emergency Contraception, do której należą kolejni sponsorzy Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: the International Planned Parenthood Federation i Ipas. Jest tam również amerykańska organizacja prawnicza Center for Reproductive Rights, znana z procesów sądowych wytaczanych różnym krajom w międzynarodowych trybunałach, aby całkowicie zalegalizować aborcję na żądanie. W praktyce oznacza to, że chroni ona interesy przemysłu aborcyjnego i otwiera dla niego nowe rynki zbytu.

Harvey ma za sobą kilka procesów z władzą, m.in. kwestionowanie praw regulujących sprzedaż antykoncepcji różnym osobom (m.in. nieletnim) i przez określone osoby (farmaceuci), które prawdopodobnie w jego poczuciu ograniczały funkcjonowanie jego biznesu. Warto również dodać, że jak napisał w 2005 r. USAToday http://usatoday30.usatoday.com/news/health/2005-10-15-porncharity_x.htm?csp=34
Organizacja DKT wytoczyła proces amerykańskiej rządowej agencji pomocowej USAID za wymaganie od organizacji, które- tak jak DKT- przyjmują dotacje rządu federalnego, aby zobowiązały się oświadczyć, że sprzeciwiają się prostytucji i handlowi ludźmi dla celów seksualnych. Według argumentacji DKT, proces ten był podyktowany chęcią obrony wolności wypowiedzi i niewysyłaniem złego sygnału (o sprzeciwie wobec seksbiznesu), który miałby również utrudnić pomoc zarażonym HIV/AIDS. Jak opisuje Herzog, w 2007 r. DKT proces ten początkowo wygrała, jednak stronie rządowej udało się decyzję sądu zmienić w apelacji. Niestety w kwietniu 2013 r. na mocy decyzji Sądu Najwyższego w sprawie USAID v. Alliance for Open Society International, DKT i PSI ostatecznie wygrały ten spór powołując się na pierwszą poprawkę do Konstytucji (czyli prawo do wolności religii, prasy, słowa i zgromadzeń): http://www.supremecourt.gov/opinions/12pdf/12-10_21p3.pdf

Udowodnione związki seksbiznesu z przemysłem aborcyjnym powinny być znane kobietom o poglądach feministycznych, politykom i parlamentarzystom, którzy świadomie lub nie, popierając aborcję, znajdują się po tej samej stronie barykady co ludzie, którzy żyją z seksbiznesu i domagają się nieetycznej kontroli urodzeń. Oczywistym jest również fakt, że organizacje, które nie są w stanie nawet wyrazić swojego sprzeciwu wobec prostytucji i handlu ludźmi, nie powinny otrzymywać żadnego publicznego (w tym finansowego) wsparcia. Organizacje pozarządowe, które prezentują się jako działające na polu zwalczania HIV/AIDS czy chorób wenerycznych mogą de facto generować popyt dla przemysłu, który seksualnie wykorzystuje kobiety. Na koszt podatników oczywiście.
Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na fronda.pl

Written by prawdaoaborcji

Wrzesień 6, 2013 at 3:14 pm

„Ideał życia ułatwionego” czyli nikogo nie wolno zmuszać do heroizmu

W Polsce istnieją, niestety, nadal zwolennicy obecnej ustawy aborcyjnej dopuszczającej zabijanie dzieci nienarodzonych w niektórych przypadkach. Są to ludzie, którzy doskonale wiedzą, że tzw. terminacja dziecka poprzez aborcję oznacza zabicie człowieka. Czyżby oni byli również zwolennikami poniższych ustaw?

Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie mężczyzn i warunkach dopuszczania usuwania męża zapewne spodobałaby się, przede wszystkim radykalnym feministkom. Skoro domagają się one prawa do „usuwania” dziecka, niewykluczone że kiedyś mogą domagać się swobody usuwania męża (czy „partnera”). Kto wie, może i niektórzy zwolennicy tzw. kompromisu aborcyjnego pochyliliby się nad ich argumentacją, według której „nikogo nie wolno zmuszać do heroizmu”? Pozbycie się mężczyzny za pomocą trucizny jest w pewnym sensie podobne do niektórych metod aborcyjnych, a nawet zdaje się być dużo mniej drastyczne. Na wzór obecnej Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu i warunkach przerywania ciąży, odpowiedni artykuł brzmiałby tak:

Usuwanie męża może być dokonane w przypadku, gdy:
1) stanowi on zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety,
2) badania lekarskie lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mąż dopuszcza się czynów zabronionych albo zdradza żonę.

Wprowadzenie takiej ustawy byłoby oczywiście jawną dyskryminacją mężczyzn. Żeby więc była równość, nie powinno również zabraknąć Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie kobiet i warunkach dopuszczania usuwania żony. Wówczas stosowny artykuł brzmiałaby podobnie:

Usuwanie żony może być dokonane w przypadku, gdy:
1) stanowi ona zagrożenie dla życia lub zdrowia mężczyzny,
2) badania lekarskie lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jej życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że żona dopuszcza się czynów zabronionych lub zdradza męża.

Innymi słowy, dorośli małżonkowie realizowaliby coś, co Emil Skiwski nazwał „ideałem życia ułatwionego”, wypowiadając się à propos moralności znanego aborcjonisty Boya-Żeleńskiego. Ułatwione życie powinno się należeć wszystkim, wedle zasad najnowszych praw człowieka, również dzieciom.

Nieletni politykujący w dziecięcych parlamentach mogliby podchwycić ideę i wyprodukować swój własny projekt Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie rodziców i warunkach dopuszczania usuwania mamy i/lub taty.

Usuwanie matki i/lub ojca może być dokonane w przypadku gdy:
1) któreś z nich stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia dziecka,
2) badania lekarskie lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu matki i/lub ojca,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że rodzice dopuszczają się czynów zabronionych lub źle traktują dzieci.

To oczywiście nie wszystko. Dzieci mogłyby zachcieć pozbywać się rodzeństwa, zwłaszcza tego chorego, któremu nie chcieliby pomagać. Czy można wymagać od dziecka, żeby karmiło swojego przykutego do łóżka brata? Właśnie z myślą o najmłodszych musiałaby więc powstać Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie rodzeństwa i warunkach dopuszczania usuwania brata i/lub siostry. Pamiętajmy, co mówią zwolennicy kompromisu aborcyjnego: „nikogo nie wolno zmuszać do heroizmu”. A dzieci wyszkolone przez edukatorki seksualne w posługiwaniu się środkami poronnymi, mogą mieć dostateczną wiedzę, aby nabyć i podać matce tabletki aborcyjne. Takie rzeczy już się dzieją, jednak zazwyczaj robi to „partner”, który do najmniejszego heroizmu też zmuszać się nie chce.

Pozbywanie się schorowanych dziadków i babć można oczywiście usprawiedliwić tym samym sposobem myślenia. Mielibyśmy Ustawę o planowaniu rodziny, ochronie dziadków i warunkach dopuszczania usuwania babci i/lub dziadka. Kto wie, może i niektórych „niechcianych” wujków i ciocie spotkałby podobny los?

Prawne dopuszczanie pozbywania się dzieci w ramach tzw. aborcji otwiera puszkę Pandory, która pozornie pozostaje zamknięta dlatego, że dorosłych zabija się teoretycznie i praktycznie trudniej od malutkich dzieci. A już na pewno trudniej ukryć jest ich zwłoki. Nie zmienia to faktu, że logiczną konsekwencją degradacji moralności jest właśnie rozszerzanie grup ludzi przeznaczonych do tzw. terminacji, co widzimy na przykładzie legalizacji eutanazji dzieci i ludzi starych. Dlaczego dzieci miałyby uważać, że dorosłych nie wolno się pozbywać, skoro można legalnie pozbyć się dziecka, często zabijając je w państwowym szpitalu na koszt wszystkich podatników?

Spytać też można, dlaczego właściwie analogiczne rozwiązania legislacyjne nie miałyby dotyczyć również polityków? Czy wyborców trzeba zmuszać do heroizmu i tolerowania, a co ważne – utrzymywania niektórych spośród posłów, senatorów czy funkcjonariuszy partyjnych?

Ustawa o planowaniu polityki, ochronie posłów i senatorów i warunkach dopuszczania ich usuwania zezwalałaby zatem na terminację, jeśli:
1) poseł lub senator stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia społeczeństwa,
2) badania lekarskie lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że dopuszczają się czynów zabronionych albo zdradzają wyborców.

Zastanówmy się nad tym rozwiązaniem i licznymi korzyściami z niego wypływającymi. O ile wtedy poprawiałaby się jakość polityki! Populacja zawodowych polityków utrzymywałaby się na ograniczonym poziomie. I jakie mielibyśmy oszczędności!

Natalia Dueholm
Artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

Aborcje eugeniczne są bardziej traumatyczne od tych „na żądanie”

Niewielu ludzi chce dyskutować o zabijaniu dzieci nienarodzonych z powodów genetycznych czyli eugenicznych. Wraz ze złożeniem 400 tys. podpisów pod projektem ustawy zakazującej aborcji eugenicznych niechętni będą jednak musieli podjąć tę kwestię. Może na wstępie zainteresują się, jaki wpływ na kobiety ma aborcja tego rodzaju?

Nawet środowisko medyczne unika tego tematu, ukrywając przed podatnikami wszelkie związane z nią konkretne informacje. W rozmowie z kobietami, które spotkał dramat poważnej diagnozy ich nienarodzonego dziecka, personel szpitali używa specjalnego kodu językowego, aby zmodyfikować rzeczywistość. To bardzo niewygodny temat. Mówi się o możliwych terminacjach ze względów genetycznych, a nawet do nich namawia w mniej lub bardziej bezpośredni sposób.

Jak słusznie zauważa Lois Wingerson w „Unnatural Selection: The Promise and The Power of Human Gene Research” (1998) niewielu ludzi chce również zajmować się badaniem psychologicznych skutków aborcji genetycznych, czyli w przypadku tzw. chcianych, często zaplanowanych, wyczekiwanych dzieci. Dziennikarka publikująca w „The Economist”, „Science Digest”, „New Scientist” , pisze, że pomimo, że istnieje niewiele analiz, pokazują one, że

Aborcje genetyczne są bardziej traumatyczne od tych „na żądanie”.

Według jednego z badań, dzieje się tak dlatego, że „niszczą one marzenia i nadzieje” i „zmuszają matkę do aktywnego wzięcia udziału w śmierci dziecka, które sobie wyobrażała”.

Cytując prace naukowców z University of Wales, Wingerson pisze, że jakiekolwiek wsparcie udzielone kobiecie podczas konsultacji genetycznej jest „częścią bolesnej rutyny diagnostycznej i nie jest postrzegane jako pomocne na przyszłość”. Co więcej, twórcy tej analizy przedstawiają następstwa aborcji genetycznej, używając określenia „reakcja dotkliwej żałoby” (acute grief reaction), przywołująca skojarzenia z poczuciem głębokiego smutku i straty. Często jednak żałoba ta przeżywana jest bez pochówku (nie ma więc grobu dziecka, na który można przyjść), a nawet zdjęć upamiętniających jego istnienie na świecie, a do tego odbierana jest przez otoczenie jako porażka i zbywana milczeniem. Jedna na cztery kobiety uwzględnione w analizie naukowców z University of Wales nie zaszła w następną ciążę przez kolejne sześć miesięcy po aborcji. Jedna na sześć miała nadal poważne reakcje przeżywania żałoby. Wingerson zaznacza, że walijscy lekarze zalecili, aby każda kobieta usuwająca ciążę z powodów genetycznych, objęta była terapią przez trzy miesiące po niej.

Naukowcy z Yale za to porównywali skutki aborcji genetycznych po amniopunkcji, przeprowadzanych w zaawansowanej ciąży, z tymi w jej pierwszych tygodniach. Jak cytuje Wingerson: „proces żałoby zdaje się być tak samo intensywny i skomplikowany jak w przypadku późnej ciąży”.

Może badania te zainteresują niektórych polityków, przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, Funduszu Zdrowia, Rzeczniczkę Praw Pacjentów czy chociaż studentów medycyny? Na pewno coś można zrobić, aby pomóc kobietom już wmanewrowanym w aborcję eugeniczną. I można też zmienić ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu i warunkach dopuszczania przerywania ciąży, która z lekarzy, personelu szpitalnego i samej kobiety czyni wspólników zabijania nienarodzonych dzieci.

Źródła cytowane przez Lois Wingerson w „Unnatural Selection: The Promise and The Power of Human Gene Research” (1998):

„Grieving the Wanted Child: Ramifications of Abortions after Prenatal Diagnosis of Abnormality”, A. Kolker, B.M. Burke, Health Care Women International 14 (November-December 1993, 513-26.

“Sequelae and Support After Termination of Pregnancy for Fetal Malformation”, Lloyd and K. M. Laurence, British Medical Journal 290 (23 March 1995), 907-909.

“Attitudes of Patients After Genetic Termination of Pregnancy”, P. Donnai, N. Charles, R. Harris, British Medical Journal 282 (21 February 1981), 621-22.

Artykuł ukazał się na Fronda.pl:
http://www.fronda.pl/a/aborcje-eugeniczne-sa-bardziej-traumatyczne-od-tych-na-zadanie,29255.html

Written by prawdaoaborcji

Lipiec 3, 2013 at 8:26 pm

„Regulacja miesiączki” u Federy

Dane dotyczące aborcji w Polsce chętnie komentują radykalne feministki. Podają też swoje dotyczące tzw. podziemia i turystyki aborcyjnej. Powtarzając, że kobieta jak nie chce urodzić, to zrobi wszystko żeby zrobić aborcję. Tylko czy feministki im aby w tym nie pomagają?

Feministyczne komentarze na temat danych aborcyjnych mogłyby przypominać wypowiedzi mafiosów na temat przestępczości zorganizowanej. Oczywiście gdyby tych ostatnich ktoś o to publicznie zapytał. Nikt przy zdrowych zmysłach tego jednak nie robi. Rzeczywistość jest bowiem taka, że feministki prawo aborcyjne mają w nosie i igrają sobie z nim, jak tylko mogą. Od czasu do czasu niektóre z nich nawet całkiem otwarcie przyznają się do swojego udziału w organizowaniu nielegalnej aborcji. Czy to wyjątki czy raczej reguła? Przeanalizujmy kilka faktów z różnych krajów.

Włochy: nielegalne aborcje w centrum planowania rodziny
Dowiedzieliśmy się niedawno, że 65-letnia Emma Bonino, radykalna feministka i antyklerykałka, została ministrem spraw zagranicznych we włoskim rządzie. W wywiadzie sama wcześniej pochwaliła się swoją własną nielegalną aborcją. Działała również w centrum planowania rodziny, w którym dokonano setek jeśli nie tysięcy nielegalnych aborcji. W młodości celowo dała się zatrzymać przez policję w celu wywołania dyskusji i zmiany prawa aborcyjnego, co zresztą jej się udało. Dostała się do polityki już w wieku 28 lat, właśnie po to, aby walczyć o aborcję. I była członkinią tej samej partii co pornogwiazdka Cicciolina.

Takie taktyki mogą szokować. Jednak dobrze jest uświadomić sobie, że w krajach, gdzie aborcja była (lub jest) nielegalna, feministki tworzą struktury umożliwiające aborcję. Działają na granicy prawa lub po prostu je łamią, nazywając to „obywatelskim nieposłuszeństwem”.

Bezprawne taktyki aborcyjne zwykle bazują na zdawałoby się naiwnym, zabiegu: aby aborcji nie nazywać aborcją, ani przerywaniem ciąży, ale posługiwać się jakimś eufemizmem. Skuteczność tej taktyki zaskakuje.

USA: feministyczna „ekstrakcja miesiączki”
Podobnie było w Stanach Zjednoczonych w latach 60-tych, gdzie działała feministyczna kooperatywa „Jane” z Chicago czy grupa założona w Kalifornii przez Carol Downer. Downer nauczyła się dokonywać aborcji w nielegalnej klinice aborcyjnej Harvey Karmana, fałszywie podającego się za lekarza, który w latach 50-tych doprowadził do śmierci kobiety, wykonując na niej aborcję przy użyciu dziadka do orzechów. Pomimo że Karman otrzymał wyrok dwóch lat więzienia i miał fatalną opinię, nie przeszkadzało to feministkom z nim współpracować. Karman obsługiwał zresztą nie tylko Kalifornię, ale również kooperatywę „Jane”. Specjalizował się w aborcji przy pomocy aspiratora ręcznego (manual vacuum aspirator). Wraz ze skazanym w maju 2013 r. za dzieciobójstwa i śmierć kobiety Kermitem Gosnellem, w 1972 r. przeprowadził również eksperymentalne późne aborcje przy pomocy innej, opracowanej przez siebie metody o nazwie „super coil” (plastikowe śruby działające jak żyletki), które skończyły się tragicznie dla 10 z 13 kobiet.

Regulacja miesiączki: International Planned Parenthood Federation
Po czasie amerykańskie feministki udoskonaliły aparaturę Karmana i wykonywały przy jej pomocy „ekstrakcje miesiączki”. Metoda ta reklamowana była w różnych krajach nie tylko przez nie. Na świat wyprowadziła ją organizacja International Planned Parenthood Federation pod nazwą „regulacja miesiączki”, omijając tym samym krajowe prawa aborcyjne (Do IPPF należy w Polsce Towarzystwo Rozwoju Rodziny, będące członkiem Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny). Była to strategia bezpieczna z punktu widzenia legalności nawet tam, gdzie aborcja była zakazana, gdyż przed jej użyciem nie wykonuje się testu ciążowego. Według jej pomysłodawców nie można więc mówić ani o ciąży, ani o zamiarze jej usunięcia.

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
Plastikowe aspiratory produkuje obecnie organizacja Ipas. Nic dziwnego, że Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (Federa) z nią współpracowała i skorzystała z jej pieniędzy. Do łamania prawa aborcyjnego za granicami przyznała się Adrienne Germain z International Women’s Health Coalition, która rozwoziła po świecie aspiratory ręczne w prywatnej walizce. Frances Kissling (związana również z Ipas) z antykatolickiej Catholics for Choice pomagała stworzyć nielegalne centra aborcyjne w Meksyku i Włoszech. Organizacje te również wspierały Federę.

Sama Federa reklamuje na swojej stronie internetowej pewną zagraniczną organizację, która wysyła Polkom tabletki aborcyjne. Czy celem kierowania do tej grupy nie jest przypadkiem podwyższanie statystyk aborcyjnych?

To jednak nie wszystko. Federa odsyłała również kobiety na „regulację miesiączki”. Tak przynajmniej napisała Wanda Nowicka i Sandra Coliver w „The Right to Know: Human Rights and Access to Reproductive Health Information”, wydanej w 1995 r. (w czasie, kiedy obowiązywała ta sama ustawa, co teraz):

„Federacja obsługuje gorącą linię, aby odpowiadać na pytania kobiet próbujących zrozumieć ich prawa i opcje według nowego prawa. Chociaż nie może i nie odsyła wprost na aborcję, odsyła kobiety do lekarzy na zakres opieki, łącznie z „regulacją miesiączki” (aspiracja próżniowa po opuszczonej miesiączce dokonanej pozornie tak aby zapewnić szybkie przywrócenie regularnych okresów).

“The Federation operates a hotline to answer questions from women trying to understand their rights and options under the new law. Although it may not, and does not, expressly make referrals for abortion, it does refer women to doctors for a range of care, including “menstrual regulation” (vacuum aspiration following a missed period ostensibly performed so as to ensure prompt resumption of regular periods)”.

Warto podkreślić, że regulacja miesiączki została wzięta w cudzysłów. A gdyby ktoś podejrzewał, że mogło chodzić o podanie środków farmakologicznych, informacja w nawiasie wyjaśnia, że chodzi o metodę chirurgiczną, w rym wypadku próżniową przy pomocy aspiratora.

Zaskakująca jest skuteczność tej taktyki ukrywania czynów karalnych: przerywania ciąży niezgodnie z ustawą i przeprowadzania eksperymentów medycznych na kobietach w ciąży przy pomocy eufemizmu „regulacja miesiączki”. Dlaczego, przy całej oczywistości procederu, przestępstwa te nie są ścigane? Czy prokurator nie widzi, że za „zabiegiem regulacji miesiączki” kryje się aborcja? Czy może jest to efekt jakiejś milczącej umowy aborcjonistów z przedstawicielami władzy – przyzwolenia na działanie, a nawet obietnicy dotacji, pod warunkiem, że cele nie będą zbytnio kłuć w oczy?

Czy zatem feministyczna sugestia, że kobiety zrobią wszystko, żeby dokonać aborcji jest prawdziwa? Tego nie jestem pewna. Wygląda na to, że feministki prawdopodobnie tak. Czy nic ich nie zatrzyma?

Natalia Dueholm
Artykuł ukazał się na portalu http://www.fronda.pl
Zamieszczamy za zgodą red. Naczelnego.

Aborter z horroru i sprawa polska

Szokująca sprawa „abortera z horroru”, Kermita Gosnella, skazanego na dożywocie za dzieciobójstwo i zabójstwo kobiety, poprzez różne organizacje prowadzi nas do Polski. Każe również postawić pytanie: czy gdyby działał w polskich szpitalach, nie byłby przypadkiem zupełnie nietykalny?

W procesie Gosnellowi postawiono 300 zarzutów, w tym morderstwa i zabójstwa, zapisanych na 14 stronach. 72-letni „lekarz” zabijał dzieci nienarodzone i już urodzone. Gdy do jego śmierdzącej i brudnej „kliniki” weszła policja, znaleźli w niej dzieci upchnięte w lodówkach. W słoikach trzymał osobno dziecięce stopki. Policjanci trafili do niego nie dlatego, że walczyli z aborcją, lub mieli podejrzenia, że łamie prawo aborcyjne. Ich najazd wiązał się z handlem silnymi lekami, który Gosnell prowadził niejako na boku.

Specjalista od ścinania dziecięcych głów
Znany był jednak najbardziej z przeprowadzania aborcji i do niego kierowały kobiety różne centra planowania rodziny z całego kraju. Gosnell opracował swoją własną metodę na zabijanie. Nazwał ją „snipping” (ścinanie), którego efektem było odcięcie głowy dziecka poprzez wycięcie nożycami rdzenia kręgowego. Zeznający w procesie lekarz zaświadczał, że dzieci te umierały w strasznych męczarniach. Aborterzy specjalizujący się w tzw. późnych aborcjach mają opracowane swoje sposoby „terminacji”. Niektórzy dobijają żywo urodzone dzieci duszeniem, inni topią lub skręcają im karki. A jeszcze inni zostawiają je, aby umarły z zimna i głodu.

Dzieciobójca Gosnell i jego koledzy
„Ścinanie” to nie jedyna metoda, którą w czasie swojej praktyki stosował Gosnell. W 1972 r., w Dzień Matki wraz ze skazanym wcześniej za zabójstwo kobiety, Harveyem Karmanem, dokonał eksperymentalnych, późnych aborcji na biednych Murzynkach. Karman był „ekspertem” zatrudnionym przez International Planned Parenthood Federation (do przeprowadzania aborcji w Bangladeszu) i USAID. Obecnie wynalezione przez niego plastikowe aspiratory do aborcji sprzedaje Ipas. Wspominam te organizacje, ponieważ wszystkie one finansowały działalność Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Co więcej, Murzynki dowiozła do Pensylwanii z Chicago Marle Goldberg z International Women’s Health Coalition (wtedy National Women’s Health Coalition)- grupy, która również finansowała działalność Wandy Nowickiej i Federy.

Podczas późnych aborcji w Dzień Matki Gosnell z Karmanem nie zastosował aspiratorów, ale zwinięte, plastikowe śruby, które miały się rozwinąć w łonie kobiety i posiekać dziecko jak żyletki. Dziecko miało być potem częściowo wydalone, a częściowo wyszarpane przy pomocy kleszczy. Metoda została nazwana „super coil abortion”, a jej ofiarami padło 13 kobiet i ich dzieci. 9 matek miało po niej mniej lub bardziej poważne komplikacje. Wszystkie ich dzieci zostały uśmiercone w sposób eksperymentalny. Karman zapewniał, iż metoda nie wiązała się z żadnymi znaczącymi komplikacjami, więc mógł nią posługiwać się personel paramedyczny.

Nikogo nic nie obchodzi
Po tym „eksperymencie”, ani Gosnell ani Karman nie trafili do więzienia. Rada lekarska nie odebrała im prawa wykonywania zawodu (Karman miał tylko podejrzany dyplom psychologii). Eksperymentalnej masakry broniły nawet feministki. Podobnie było 40 lat później, kiedy odkryto jego klinikę z horroru. Nikt nie reagował na informacje, że kobiety, które były w jego klinice, zarażane są chorobami wenerycznymi. StanoweRada Lekarska i Departament Zdrowia nie zareagowały nawet po śmierci kobiety. Kolejni gubernatorzy Pensylwanii, zarówno z Partii Demokratów, jak i Republikanów, realizowali politykę niekontrolowania aborcyjnych centrów planowania rodziny. Nie można przecież utrudniać kobietom dostępu do aborcji- taka była ich polityka. I podobna przyświeca decydentom w Polsce.

Polski Gosnell z Warszawy Próbę wymierzenia sprawiedliwości polskiemu Gosnellowi już przeszliśmy. W „Życiu Warszawy” (2006 r.) pojawił się tekst „Noworodki bez ratunku” na podstawie relacji położnej, która w 1997 r. była świadkiem pozostawiania na śmierć dzieci z terminacji ciąży oraz zmieniania dokumentacji medycznej w sprawie noworodków, które przeżyły sztucznie wywołany poród w stołecznym szpitalu. Dzieci 22-25 tygodniowe, „wyrwane siłą z macicy” miały być odkładane na zimną miskę (nerkę na odpadki), zawinięte w serwetę i odstawiane na szafkę, aby tam zmarły. Według Fundacji Nazaret, z relacji ludzi wynikało, że przypadki pozostawienia noworodków na śmierć miały miejsce w całej Polsce. Prokuratura Okręgowa w Warszawie miała zająć się śledztwem. Jej rzecznik jednak dość szybko zapewnił, że „nie mowy o zabójstwie”, ale raczej o „urzędniczym zaniechaniu”, a potem o znieważeniu zwłok. Wygląda na to, że sprawa nie mogła mieć żadnego pozytywnego ciągu. Została umorzona.

Prawda zbyt straszna?
Wygląda na to, że polskie organy zachowały się tak, jak w przypadku Gosnella. Obecna ustawa aborcyjna zezwala na aborcję eugeniczną do momentu osiągnięcia dojrzałości wystarczającej do życia poza organizmem matki. Za ten „moment” przyjmuje się 23-24 tydzień ciąży (choć wiele zależy nie tyle od wieku dziecka, a od wagi,), czyli szósty miesiąc. W przypadku ratowania życia i zdrowia matki nie ma żadnej ustawowej granicy czasowej. „Dla zdrowia matki” legalnie można więc zabić 9-miesięczne dziecko, byle wszystko zgadzało sie w papierach. Kiedy dowiemy się, jakie metody stosują polscy aborterzy w publicznych szpitalach? Czy w przypadku sygnałów o łamaniu ustawy aborcyjnej możemy liczyć na instytucje odpowiedzialne: NFZ, Ministerstwo Zdrowia, Sprawiedliwości, rozmaitych Rzeczników, Prokuraturę?

Skazany na dzieciobójstwo Gosnell spędzi resztę życia w więzieniu. Tam nie będzie mógł się cieszyć swoim bogactwem: motorówką, samochodami czy 17 nieruchomościami. Ale być może będzie mógł sobie wygrywać na pianinie Szopena, tak jak we własnym domu. Będzie miał spokój i dużo czasu do zastanowienia. Tymczasem polski Gosnell i jego „koledzy po fachu” czekają na uczciwy sąd i na tych, którzy zgodzą się przeciw nim zeznawać.

Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

Więcej pigułek, więcej aborcji: przykład Szwecji

Media obiegła ostatnio wiadomość, że Stany Zjednoczone obniżyły dostępność tzw. pigułki „po” dla piętnastolatek. To oczywiście w ramach propagandowej walki z ciążami. Jaki będzie rezultat? Zerknijmy na Szwecję, cytowaną przez lewicowe środowiska jako wzór do naśladowania.

W artykule „Abortions more common despite morning-after pill” z 15 marca 2013 r. na szwedzkim portalu “The Local”:
http://www.thelocal.se/46740/20130315/ czytamy, że od czasu wprowadzenia tej pigułki liczba aborcji w Szwecji wzrosła.
Antykoncepcja „po stosunku” nie jest w Szwecji czymś nowym. Została wprowadzona na rynek ponad dekadę temu, w 2001 r. i w tym czasie jej sprzedaż sie podwoiła. Wskaźnik aborcji wzrósł za to z 18,4 na 1000 kobiet (w 1997 r.) do 20,9 w 2012 r.

Cytowana w artykule Catharina Zätterström, przedstawicielka Szwedzkiego Stowarzyszenia Położnych nie może tego zrozumieć: „Naprawdę mieliśmy nadzieję, że miałaby ona taki wpływ, ale to nie zadziałało. To bardzo dziwne i smutne. Nie ma nic złego, że sprzedaż [pigułek „po”] wzrosła, ale byłoby lepiej, gdybyśmy mogli znaleźć funkcjonującą antykoncepcję”- narzekała.

Tzw. eksperci oczywiście mają na to swoje wytłumaczenie, choć w artykule cytowany jest tylko jeden. Oczywiście winią za to po pierwsze użytkowniczki, a nie producentów potencjalnie wadliwego wynalazku. Według Iana Milsoma, profesora ginekologii i położnictwa z Gothenburg University, jest tak, bo „ludzie nie zawracają sobie głowy antykoncepcją. Statystyki aborcyjne u nastolatek wyglądają dobrze. Obszarem problemowym jest grupa wiekowa od 20 do 24 lat, gdzie trend wygląda najbardziej przygnębiająco.”

Darmowa antykoncepcja nie hamuje aborcji
Dlaczego producenci antykoncepcji nie są specjalnie atakowani, można się łatwo domyślić. Duża grupa ginekologów jest od nich finansowo zależna. Ale nie można jednak całkowicie odrzucić wyjaśnień profesora Milsoma, który nie wspomniał, że nie ma metod antykoncepcyjnych skutecznych w 100%. Przyczyn zwiększenia liczby aborcji w połączeniu z większym dostępem do antykoncepcji jest zapewne kilka.

Profesor Milsom miał zapewne na myśli fakt, że kobiety miewają dość ubocznych skutków antykoncepcji i robią sobie od niej przerwę. Od czasu do czasu zapominają tabletki połknąć i nic ich do tego nie zmusi. A zresztą, po co codziennie o tym myśleć, skoro aborcja to „mniejsze zawracanie głowy” (na pewno w umysłach proaborcyjnych) i która finansowo „nic” nie kosztuje (antykoncepcja zresztą też nie, co warto podkreślić)? Aborcjoniści powtarzają przecież, że „zabieg” trwa krótko i z niczym negatywnym się nie wiąże. Osoby uprawiające seks pod wpływem alkoholu nie myślą o zakładaniu prezerwatywy. W wielu szwedzkich umysłach seks jest naprawdę wolny od wszelkich konsekwencji, bo tak czy inaczej „sprawę można załatwić”. Trudno powiedzieć, że w Szwecji aborcja jest szczególnie piętnowana społecznie, więc dlaczego właściwie kobiety miałyby z niej nie korzystać? Fakt, że u nastolatek aborcji jest w tym momencie mniej można zapewne wyjaśnić tym, że uprawiają one seks rzadziej od 20-24 latek. Poza tym, spadek ten jest statystyczny i dotyczy całego kraju. Aborcje u nastolatek nadal są bardzo częste na największej wyspie Gotlandii, w centralnym rejonie Värmland i regionie Sztokholmu (o czym jednak profesor Milsom nie wspomniał).

W zaobserwowanym trendzie nie ma absolutnie nic dziwnego. Prawidłowość tę obserwuje się, opisuje i dokumentuje od dawna i to nie tylko w Szwecji, ale także w Wielkiej Brytanii, Szkocji, Chinach, czy w mniejszych studiach w rejonie San Francisco. W Stanach Zjednoczonych mniej więcej połowa klientek klinik aborcyjnych używała jakiejś metody antykoncepcyjnej. Z 23 studiów dokonanych pomiędzy 1998 a 2006 w 10 krajach, żadne nie pokazało spadku aborcji wraz z wprowadzeniem antykoncepcji „po”. Analizy tych badań dokonał James Trussell z Uniwersytetu Princeton: http://www.usccb.org/issues-and-action/human-life-and-dignity/contraception/fact-sheets/emergency-contraception-fails-to-reduce-unintended-pregnancy-abortion.cfm

Wszyscy ci, którzy chcą się naprawdę dowiedzieć, a nie wierzyć w hipotetyczne założenia promotorów antykoncepcji (często wynajętych przez firmy farmaceutyczne), mają co analizować. Przy okazji warto jednak zaznaczyć, że zauważony wzrost aborcji jest i tak zaniżony, gdyż nie uwzględnia aborcyjnego efektu tzw. antykoncepcji postkoitalnej, w ogóle każdej antykoncepcji, ze szczególnym uwzględnieniem stosowania spirali.

Aborcja na żądanie do 18 tygodnia
Niestety prawda jest taka (i znowu zadziwiająca dla niektórych), że od lat statystyki aborcyjne Szwecji rosną (z małą przerwą): http://www.johnstonsarchive.net/policy/abortion/sweden/ab-swac.html. Trudno uwierzyć, aby się to miało szybko zmienić. Aborcja jest dozwolona na żądanie do 18 tygodnia, a nawet – z teoretycznymi restrykcjami (wymagana zgoda) – do 22 tygodnia. Prawo to wprowadzono w 1975 r., czyli w okresie, kiedy to ruchy kontroli liczby ludności były na świecie szczególnie głośne. Warto również podkreślić, że kraj ten znany jest z tradycji eugenicznej i związanych z nią nadużyć na polu łamania praw człowieka. W 2010 r. zanotowano w Szwecji 37 tys. 693 aborcji. W tym samym roku odnotowano wzrost tych po 18 tygodniu, których było 410. W Szwecji zdarzają się żywe urodzenia w trakcie aborcji. Według szpitalnej procedury, dzieci wyabortowane po 12 tygodniu są umieszczane w malutkich trumnach i wysyłane do krematorium, po czym grzebane w ziemi. Publikacja artykułu Nicolasa Espinozy i Martina Petersona „Time for society to broaden its view on abortion”, w którym sugerowali, że szwedzkie prawo jest zbyt permisywne, nie znalazł zbyt dużo zrozumienia wśród polityków. Szwecja ma naprawdę bardzo dużo do naprawienia.

Co z edukacją seksualną, porno i gwałtami?
Seksualizacja młodych trwa tam mniej więcej od wprowadzenia przymusowej edukacji seksualnej już w 1955 r. i rozpoczyna się w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Znana jest nie tylko z akceptowania nagości w miejscach publicznych, ale również z filmów łamiących wszelkie tabu. Szwedzi już dawno oswoili się z homoseksualizmem, kazirodztwem, pedofilią i pornografią. Szwecja była nawet w tym względzie pionierem. Miała swojego króla pornoimperium, Bertha Miltona Seniora już w latach 60-tych. Po jego śmierci biznes ten przejął jego syn. Stworzyli oni gigantyczny porno biznes Private Media Group, który został nawet wprowadzony na giełdę. Na szczęście tolerancja dla tego typu filmów nie jest już taka jak kiedyś. Krajowa Organizacja Schronisk dla Kobiet (ROKS) walczy o nagłośnienie związku pomiędzy przemocą w filmach pornograficznych a wzrostem przemocy wobec kobiet. Według raportu Komisji Europejskiej, Szwecja jest stolicą gwałtów z wynikiem 46,5 na 100 tys. ludzi: http://www.thelocal.se/19102/20090427/. Tylko częściowo można to wytłumaczyć szeroką definicją gwałtu w szwedzkim prawie. Eksperci podkreślają, że problem naprawdę istnieje. Według raportów policji z 2010 r. Szwecja była drugim krajem na świecie pod względem zgłaszania gwałtów z wynikiem 63 na 100 tys. Kraje, które przodują w tej strasznej statystyce to równocześnie kraje znane z genderowej inżynierii społecznej. W Szwecji „genderowa równość” wpajana jest nie tylko w szkołach, ale i w reklamach społecznych.

Raj dla niepłodnych?

Informacje o aborcji i antykoncepcji w Szwecji warto zestawić również z inną wiadomością, która ukazała się prawie równocześnie ze wspomnianym tekstem w „The Local”. Jak napisała „Rzeczpospolita” http://www.rp.pl/artykul/252714,991340-Szwecja–osoba-w-ciazy.html, co szósta para nie może tam mieć potomstwa. Wygląda jednak na to, że in vitro nie wystarcza. Dlatego właśnie Szwecja legalizuje surogatki, aby umożliwić niepłodnym parom posiadanie dzieci. Szwedzi płacą kobietom na Ukrainie i w Indiach, aby urodziły im dziecko. Zapłodnione komórki in vitro będzie tam również można przekazywać obcym osobom. Szwedzki rząd wystąpił również z propozycją zniesienia wymogu sterylizacji w przypadku zmiany płci. Bierze pod uwagę, że kobiety transseksualne będą mogły mieć dziecko. Aby uniknąć niezręczności i zamieszania, chcą zastąpienia określenia „kobieta w ciąży” terminem „osoba w ciąży”. Tak wygląda szwedzki raj. Chcą nam taki stworzyć w Polsce.

Natalia Dueholm, artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl
http://www.planetaludzi.salon24.pl
http://www.prawdaoaborcji.wordpress.com
http://www.za-zyciem.pl
http://www.edukacjadomowa.piasta.pl

Written by prawdaoaborcji

Maj 23, 2013 at 3:04 pm