Prawda o aborcji

Dziennikarze za prawdą o aborcji

Obudzić sumienie

Kiedy rodzice Kornelki z zespołem Edwardsa usłyszeli, jak wygląda aborcja eugeniczna, niemal uciekli ze szpitala. Mieli szczęście, bo i oni, i rodzice chorej Joasi trafili na aniołów z Hospicjum Perinatalnego. I mimo że zgodnie z ustawą mogli, nie zabili swoich dzieci. 

Papierek na zabijanie


W domu Izy i Jacka na ścianach pełno zdjęć Kornelki. – Była z nami przez 46 najpiękniejszych dni w życiu – mówi tata zmarłej dziewczynki. 
W pokoju stoi jeszcze przystrojone łóżeczko, żółty księżyc i niebieska tapeta, pluszaki. – Nie potrafimy tego schować – dodaje pani Iza.


Wiadomość o chorobie spadła na rodziców Kornelii jak grom z jasnego nieba. Zespół Edwardsa wykryto w 14. tygodniu, potwierdzano diagnozę przez kolejne tygodnie. Seria badań, które groziły poronieniem: pobieranie krwi z pępowiny, wód płodowych. Szybko, na korytarzu, bo czas ucieka. – Bo z aborcją chcieli się zmieścić. Ustawowo – wyjaśnia pan Jacek.
– Skierowali nas do zakładu genetyki. Po zaświadczenie, żeby był papierek na zabicie – dodaje pani Iza. – Tylko my wtedy nie myśleliśmy tymi kategoriami, naszym celem nie było zabicie dziecka. Płód i płód – mówili. Byliśmy skołowani. 
Pan Jacek: – To był taki szok, że błąkaliśmy się do nocy po lesie. Rozumie pani? Najgorsze, że nikt nic nam nie mówił. Tylko straszyli, że sobie nie poradzimy. Że sprzęt potrzebny. Zaczęliśmy szperać w internecie. W USA ktoś tam dłużej z edwardsem żył. Tyle. Zero światła. 


Iza i Jacek dostali nawet termin na aborcję. Iza: – Pamiętam, że miał to być wtorek, na Czerniakowskiej. I wtedy poprosiłam, żeby nam jeden pan profesor opisał, jak to będzie wyglądać. Nam się wydawało, że to w znieczuleniu, narkozie. Dotarło do nas, że aborcja to morderstwo. Że nie mogłabym z tym żyć. 
– Miałem patrzeć, jak moje dziecko umiera na sali z głodu i pragnienia?! O, nie! Teraz jest ból po stracie, ale to jest zupełnie coś innego – panu Jackowi łzy nie pozwalają mówić.

Z żoną poszli do szpitala na ul. Karową. Tam trafili na doc. Joannę Szymkiewicz-Dangel. Diagnoza prenatalna była nadal koszmarna, ale inne podejście. 
Iza: – Wreszcie ktoś miał dla nas czas, spokój. Trafiliśmy na Agatową na Targówku. Usłyszeliśmy tam, że mamy się nie bać, że ktoś nam pomoże i urodzić, i godnie przygotować się na odejście dziecka. Że są inni z tym samym problemem. Że będzie wsparcie.


Na poród Kornelki przyjechała cała ekipa z Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci ze specjalistycznym sprzętem. Poród siłami natury.

Dziewczynka miała wszystko – przełyk, podniebienie, całą główkę. Przy zespole Edwardsa nie jest to oczywiste. 
Iza: – Miała tylko skrzywione rączki. Ale to były najpiękniejsze rączki na świecie! 
Pan Jacek ochrzcił Kornelkę zaraz po porodzie. Nie wiadomo było, ile godzin wytrzyma. Potem była też ceremonia w kościele. 
Jacek: – Nie miała siły ssać. Jak raz 15 mililitrów wypiła, to cieszyliśmy się, jakbyśmy w totolotka wygrali!

Kornelka zaczęła odchodzić w 46. dniu życia. – Jeszcze tego dnia byliśmy w hospicjum. Potem przyjechał pan Maciek, pielęgniarz. Obdzwoniliśmy całą rodzinę. Kornelka zasnęła przy nas.
– Ciągle myślę, czemu ona, nie ja – mówi ze łzami tata Kornelki. 
Iza: – To dziecko zmieniło całe nasze życie, hierarchię. Zobaczyliśmy, że wokół jest wiele chorych dzieci. Teraz im pomagamy.
 Jacek: – Najważniejsza jest rodzina. A nasze życie to krucha i krótka droga – tego się nauczyliśmy. 
Iza: – Jeśli miałabym kolejne dziecko z wadą genetyczną, urodziłabym po raz drugi. Żałujemy dziś tylko, że straciliśmy trzy czwarte ciąży na strach i załamywanie się. Bo wystarczyło, by ktoś na samym początku powiedział, że nie musimy się bać, że nie jesteśmy sami, że aborcja to niejedyne wyjście. I nazwał rzeczy po imieniu: zabijecie dziecko. To budzi świadomość. I sumienie.


Warszawskie Hospicjum dla Dzieci


Powstało na przełomie 1998 i 1999 r. z inspiracji dr. Tomasza Dangela (anestezjolog) i doc. Joanny Szymkiewicz-Dangel (pediatra i kardiolog). Dr Dangel pracował w Centrum Zdrowia Dziecka, gdy usłyszał o powstałym w USA Hospicjum Perinatalnym diagnozującym wady letalne u dzieci. 
WHD zajmuje się od 18 lat opieką paliatywną nad chorymi dziećmi, ale prowadzi też diagnostykę prenatalną i tzw. Hospicjum Perinatalne. To jedyna taka placówka w Europie. W USA jest ich ponad 100. Zespół lekarzy, pielęgniarek i psychologów WHD, kierując się etyką lekarską, nauką Kościoła i sumieniem, proponuje zgłaszającym się tam kobietom w ciąży z dziećmi z wadami letalnymi (nieodwracalnymi) alternatywę. Zamiast zabić chore dziecko, czy po urodzeniu poddać je uporczywej terapii, daje tzw. trzecią drogę: przekonuje, by dziecku pozwolić godnie umrzeć w domu, by zapewnić mu opiekę paliatywną.

Kontakt rozpoczyna rozmowa z psychologiem, który omawia z rodzicami różne scenariusze. Informuje m.in. o skutkach ewentualnej aborcji oraz o urodzeniu chorego dziecka. 
Omawiane są także takie sytuacje, jak: zgon na oddziale noworodków, pozostawienie dziecka w szpitalu w celu adopcji, wypisanie dziecka do domu pod opiekę hospicjum. W przypadku diagnozy zespołu genetycznego, który nie zagraża życiu (np. zespół Downa), co nie kwalifikuje dziecka do opieki w hospicjum, WHD kontaktuje rodziców z organizacjami pozarządowymi. Jak przekonują pracownicy placówki, konieczne jest stworzenie „banku informacji” o rodzinach, które chciałyby zaadoptować chore dziecko, np. z zespołem Downa. To ułatwiłoby niektórym rodzicom decyzję o urodzeniu takich dzieci i ewentualnym zostawieniu ich w szpitalu.

Po tym, jak prasa ujawniła przypadki aborcji dzieci z zespołem Downa w Szpitalu Bielańskim im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz w Szpitalu Dzieciątka Jezus, Fundacja Warszawskie Hospicjum dla Dzieci podpisała porozumienie o współpracy z oboma placówkami. Na jego mocy udzielane są bezpłatne konsultacje psychologiczne rodzicom, u których nienarodzonego dziecka wykryto upośledzenie lub chorobę zagrażającą życiu. To pierwsze tego typu porozumienia w Polsce. Dzięki nim wielu rodziców odstępuje od aborcji eugenicznej. Ważnym elementem pracy zespołu WHD jest modlitwa. Każda para po konsultacji psychologicznej jest omadlana – pracownik wysyła SMS-a z intencją o dobrą decyzję dla danej pary (bez podania szczegółów personalnych).
Pielęgniarka dyżurna WHD
tel.: 507 163 305, www.hospicjum.waw.pl

Joanna
 Bątkiewicz-Brożek, Gość Niedzielny 44/2012

Cały tekst znajduje się tutaj: http://gosc.pl/doc/1343052.Obudzic-sumienie/2

Zamieszczamy fragment za zgodą GN.

Reklamy
%d blogerów lubi to: