Prawda o aborcji

Dziennikarze za prawdą o aborcji

„Regulacja miesiączki” u Federy

Dane dotyczące aborcji w Polsce chętnie komentują radykalne feministki. Podają też swoje dotyczące tzw. podziemia i turystyki aborcyjnej. Powtarzając, że kobieta jak nie chce urodzić, to zrobi wszystko żeby zrobić aborcję. Tylko czy feministki im aby w tym nie pomagają?

Feministyczne komentarze na temat danych aborcyjnych mogłyby przypominać wypowiedzi mafiosów na temat przestępczości zorganizowanej. Oczywiście gdyby tych ostatnich ktoś o to publicznie zapytał. Nikt przy zdrowych zmysłach tego jednak nie robi. Rzeczywistość jest bowiem taka, że feministki prawo aborcyjne mają w nosie i igrają sobie z nim, jak tylko mogą. Od czasu do czasu niektóre z nich nawet całkiem otwarcie przyznają się do swojego udziału w organizowaniu nielegalnej aborcji. Czy to wyjątki czy raczej reguła? Przeanalizujmy kilka faktów z różnych krajów.

Włochy: nielegalne aborcje w centrum planowania rodziny
Dowiedzieliśmy się niedawno, że 65-letnia Emma Bonino, radykalna feministka i antyklerykałka, została ministrem spraw zagranicznych we włoskim rządzie. W wywiadzie sama wcześniej pochwaliła się swoją własną nielegalną aborcją. Działała również w centrum planowania rodziny, w którym dokonano setek jeśli nie tysięcy nielegalnych aborcji. W młodości celowo dała się zatrzymać przez policję w celu wywołania dyskusji i zmiany prawa aborcyjnego, co zresztą jej się udało. Dostała się do polityki już w wieku 28 lat, właśnie po to, aby walczyć o aborcję. I była członkinią tej samej partii co pornogwiazdka Cicciolina.

Takie taktyki mogą szokować. Jednak dobrze jest uświadomić sobie, że w krajach, gdzie aborcja była (lub jest) nielegalna, feministki tworzą struktury umożliwiające aborcję. Działają na granicy prawa lub po prostu je łamią, nazywając to „obywatelskim nieposłuszeństwem”.

Bezprawne taktyki aborcyjne zwykle bazują na zdawałoby się naiwnym, zabiegu: aby aborcji nie nazywać aborcją, ani przerywaniem ciąży, ale posługiwać się jakimś eufemizmem. Skuteczność tej taktyki zaskakuje.

USA: feministyczna „ekstrakcja miesiączki”
Podobnie było w Stanach Zjednoczonych w latach 60-tych, gdzie działała feministyczna kooperatywa „Jane” z Chicago czy grupa założona w Kalifornii przez Carol Downer. Downer nauczyła się dokonywać aborcji w nielegalnej klinice aborcyjnej Harvey Karmana, fałszywie podającego się za lekarza, który w latach 50-tych doprowadził do śmierci kobiety, wykonując na niej aborcję przy użyciu dziadka do orzechów. Pomimo że Karman otrzymał wyrok dwóch lat więzienia i miał fatalną opinię, nie przeszkadzało to feministkom z nim współpracować. Karman obsługiwał zresztą nie tylko Kalifornię, ale również kooperatywę „Jane”. Specjalizował się w aborcji przy pomocy aspiratora ręcznego (manual vacuum aspirator). Wraz ze skazanym w maju 2013 r. za dzieciobójstwa i śmierć kobiety Kermitem Gosnellem, w 1972 r. przeprowadził również eksperymentalne późne aborcje przy pomocy innej, opracowanej przez siebie metody o nazwie „super coil” (plastikowe śruby działające jak żyletki), które skończyły się tragicznie dla 10 z 13 kobiet.

Regulacja miesiączki: International Planned Parenthood Federation
Po czasie amerykańskie feministki udoskonaliły aparaturę Karmana i wykonywały przy jej pomocy „ekstrakcje miesiączki”. Metoda ta reklamowana była w różnych krajach nie tylko przez nie. Na świat wyprowadziła ją organizacja International Planned Parenthood Federation pod nazwą „regulacja miesiączki”, omijając tym samym krajowe prawa aborcyjne (Do IPPF należy w Polsce Towarzystwo Rozwoju Rodziny, będące członkiem Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny). Była to strategia bezpieczna z punktu widzenia legalności nawet tam, gdzie aborcja była zakazana, gdyż przed jej użyciem nie wykonuje się testu ciążowego. Według jej pomysłodawców nie można więc mówić ani o ciąży, ani o zamiarze jej usunięcia.

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
Plastikowe aspiratory produkuje obecnie organizacja Ipas. Nic dziwnego, że Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (Federa) z nią współpracowała i skorzystała z jej pieniędzy. Do łamania prawa aborcyjnego za granicami przyznała się Adrienne Germain z International Women’s Health Coalition, która rozwoziła po świecie aspiratory ręczne w prywatnej walizce. Frances Kissling (związana również z Ipas) z antykatolickiej Catholics for Choice pomagała stworzyć nielegalne centra aborcyjne w Meksyku i Włoszech. Organizacje te również wspierały Federę.

Sama Federa reklamuje na swojej stronie internetowej pewną zagraniczną organizację, która wysyła Polkom tabletki aborcyjne. Czy celem kierowania do tej grupy nie jest przypadkiem podwyższanie statystyk aborcyjnych?

To jednak nie wszystko. Federa odsyłała również kobiety na „regulację miesiączki”. Tak przynajmniej napisała Wanda Nowicka i Sandra Coliver w „The Right to Know: Human Rights and Access to Reproductive Health Information”, wydanej w 1995 r. (w czasie, kiedy obowiązywała ta sama ustawa, co teraz):

„Federacja obsługuje gorącą linię, aby odpowiadać na pytania kobiet próbujących zrozumieć ich prawa i opcje według nowego prawa. Chociaż nie może i nie odsyła wprost na aborcję, odsyła kobiety do lekarzy na zakres opieki, łącznie z „regulacją miesiączki” (aspiracja próżniowa po opuszczonej miesiączce dokonanej pozornie tak aby zapewnić szybkie przywrócenie regularnych okresów).

“The Federation operates a hotline to answer questions from women trying to understand their rights and options under the new law. Although it may not, and does not, expressly make referrals for abortion, it does refer women to doctors for a range of care, including “menstrual regulation” (vacuum aspiration following a missed period ostensibly performed so as to ensure prompt resumption of regular periods)”.

Warto podkreślić, że regulacja miesiączki została wzięta w cudzysłów. A gdyby ktoś podejrzewał, że mogło chodzić o podanie środków farmakologicznych, informacja w nawiasie wyjaśnia, że chodzi o metodę chirurgiczną, w rym wypadku próżniową przy pomocy aspiratora.

Zaskakująca jest skuteczność tej taktyki ukrywania czynów karalnych: przerywania ciąży niezgodnie z ustawą i przeprowadzania eksperymentów medycznych na kobietach w ciąży przy pomocy eufemizmu „regulacja miesiączki”. Dlaczego, przy całej oczywistości procederu, przestępstwa te nie są ścigane? Czy prokurator nie widzi, że za „zabiegiem regulacji miesiączki” kryje się aborcja? Czy może jest to efekt jakiejś milczącej umowy aborcjonistów z przedstawicielami władzy – przyzwolenia na działanie, a nawet obietnicy dotacji, pod warunkiem, że cele nie będą zbytnio kłuć w oczy?

Czy zatem feministyczna sugestia, że kobiety zrobią wszystko, żeby dokonać aborcji jest prawdziwa? Tego nie jestem pewna. Wygląda na to, że feministki prawdopodobnie tak. Czy nic ich nie zatrzyma?

Natalia Dueholm
Artykuł ukazał się na portalu http://www.fronda.pl
Zamieszczamy za zgodą red. Naczelnego.

Advertisements
%d blogerów lubi to: