Prawda o aborcji

Dziennikarze za prawdą o aborcji

Archive for the ‘Aborcja i pieniądze’ Category

Seksbiznes i aborcja

Mało uwagi poświęca się przemysłowi usług seksualnych jako gałęzi lobby aborcyjnego. A przecież sektor ten nie mógłby istnieć bez antykoncepcji i aborcji.

O nierozerwalnym związku pomiędzy przerywaniem ciąży i prostytucją w XIX w. pisał Marvin Olasky w „Aborion Rites. A Social History of Abortion in America”(1992). Według niego, z dostępnych danych można powiedzieć, że liczba prostytutek w tym czasie gwałtownie wzrosła. Szacuje się, że ich liczba w Stanach Zjednoczonych wynosiła wtedy około 60 tys. Jak sugeruje Olasky, prostytutki były w owym czasie dominującą grupą kobiet, które dokonywały aborcji, a przecież korzystały z wszelakich metod antykoncepcyjnych: prezerwatyw, środków chemicznych i barierowych metod antykoncepcyjnych o różnej skuteczności.

Aborcja u prostytutek
Choć w XX i XXI w. kobiety, które przerwały ciążę należą do różnych grup społecznych, a metody antykoncepcyjne zostały do pewnego stopnia ulepszone, aborcja u prostytutek jest nadal dużym problemem. O związku tym wspomina się jednak bardzo rzadko, być może dlatego, że jest on swoistym dowodem na brak niezawodnej antykoncepcji pokazującym, że bardzo częste uprawianie seksu łączy się prędzej czy później z zajściem w ciążę. Równocześnie kolejnym argumentem sugerującym swoistą zmowę milczenia w tym temacie jest fakt, że pracownice sektora usług seksualnych są medialnie dość niewdzięczną grupą do promocji aborcji.

Jak czytamy w “Factors Associated with Induced Abortion in Women Prostitutes in Asturias (Spain)” http://www.plosone.org/article/info%3Adoi%2F10.1371%2Fjournal.pone.0002358
istnieje bardzo niewiele badań dotyczących wskaźników przerywania ciąży wśród prostytutek, ale wygląda na to, że w tym środowisku jest to „bardzo rozpowszechniony problem”. Z dostępnych danych wynika, że od 30 do 48% prostytutek co najmniej raz przerwało ciążę.

Twórca „Playboya” promuje aborcję
Z uwagi na powyższe dane można zrozumieć fakt, że seksbiznes sponsoruje organizacje aborcyjne. Z zeznań podatkowych The Hugh M. Hefner Foundation, założonej przez twórcę „Playboya”, wynika, że wspierała ona kilka organizacji o takim profilu. Były wśród nich największy provider aborcji w USA, czyli Planned Parenthood, oraz NARAL Pro-Choice America, zajmująca się lobbingiem aborcyjnym i zwalczająca regulacje związane z przerywaniem ciąży. Jednym z jej założycieli był już nieżyjący, znany aborter dr Bernard Nathanson, który później stał się obrońcą życia. Z pieniędzy twórcy „Playboya” korzystała również organizacja Population Action International powołana do kontroli liczby ludności na świecie, która nota bene finansowała działalność polskiej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Na liście grantobiorców The Hugh M. Hefner Foundation figurowała także Guttmacher Institute, organizacja założona jako część Planned Parenthood, w celu dostarczania naukowych publikacji na temat antykoncepcji i aborcji. Jej analizy są często cytowane przez lobby aborcyjne, ale też bywają krytykowane za nierzetelność. Sympatie założyciela „Playboya” do środowiska aborcyjnego nie są bynajmniej ukrywane. Strona internetowa fundacji odsyła czytelników do Planned Parenthood i Guttmacher Institute.

Pornobiznesmen zakłada organizacje aborcyjne
Aborcję i antykoncepcję można wspierać nawet w bardziej bezpośredni sposób. Pokazuje to twórca największego wysyłkowego pornobiznesu na świecie, Phil Harvey, który kiedyś pracował dla Peace Corps i uzyskał dyplom magistra z administracji planowania rodziny z Uniwersytetu Północnej Karoliny. Jego antynatalistyczna działalność rozpoczęła się w latach 60-tych XX w, w okresie wywoływania sztucznej histerii związanej z mitem przeludnienia. Obecna firma sprzedająca filmy pornograficzne i wibratory wyrosła z nielegalnego biznesu sprzedaży wysyłkowej prezerwatyw, którą założył w 1970 r. z brytyjskim lekarzem Timem Blackiem. Oboje są odpowiedzialni za powstanie kilku organizacji aborcyjnych. Razem założyli Population Services International (PSI), reklamującą i sprzedającą prezerwatywy i antykoncepcję w różnej formie oraz zestawy do aborcji. Jak opisuje w “Sex in Crisis: The New Sexual Revolution and the Future of American Politics” (2008) Dagmar Herzog, była to druga co do wielkości (po Planned Parethood) organizacja zajmująca się tzw. międzynarodowym planowaniem rodziny. Oprócz tego Harvey powołał do życia grupę DKT International (DKT), zajmującą się społecznym marketingiem i również sprzedającą zestawy aborcyjne. Black zaś stworzył Marie Stopes International, która jest jednym z największych providerów aborcji na świecie poprzez sieć setek własnych klinik.

Atak na prawa ograniczające aborcję i antykoncepcję

Dla ukazania szerszego kontekstu lobby aborcyjnego, można dodać, że PSI jest częścią the International Consortium for Emergency Contraception, do której należą kolejni sponsorzy Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: the International Planned Parenthood Federation i Ipas. Jest tam również amerykańska organizacja prawnicza Center for Reproductive Rights, znana z procesów sądowych wytaczanych różnym krajom w międzynarodowych trybunałach, aby całkowicie zalegalizować aborcję na żądanie. W praktyce oznacza to, że chroni ona interesy przemysłu aborcyjnego i otwiera dla niego nowe rynki zbytu.

Harvey ma za sobą kilka procesów z władzą, m.in. kwestionowanie praw regulujących sprzedaż antykoncepcji różnym osobom (m.in. nieletnim) i przez określone osoby (farmaceuci), które prawdopodobnie w jego poczuciu ograniczały funkcjonowanie jego biznesu. Warto również dodać, że jak napisał w 2005 r. USAToday http://usatoday30.usatoday.com/news/health/2005-10-15-porncharity_x.htm?csp=34
Organizacja DKT wytoczyła proces amerykańskiej rządowej agencji pomocowej USAID za wymaganie od organizacji, które- tak jak DKT- przyjmują dotacje rządu federalnego, aby zobowiązały się oświadczyć, że sprzeciwiają się prostytucji i handlowi ludźmi dla celów seksualnych. Według argumentacji DKT, proces ten był podyktowany chęcią obrony wolności wypowiedzi i niewysyłaniem złego sygnału (o sprzeciwie wobec seksbiznesu), który miałby również utrudnić pomoc zarażonym HIV/AIDS. Jak opisuje Herzog, w 2007 r. DKT proces ten początkowo wygrała, jednak stronie rządowej udało się decyzję sądu zmienić w apelacji. Niestety w kwietniu 2013 r. na mocy decyzji Sądu Najwyższego w sprawie USAID v. Alliance for Open Society International, DKT i PSI ostatecznie wygrały ten spór powołując się na pierwszą poprawkę do Konstytucji (czyli prawo do wolności religii, prasy, słowa i zgromadzeń): http://www.supremecourt.gov/opinions/12pdf/12-10_21p3.pdf

Udowodnione związki seksbiznesu z przemysłem aborcyjnym powinny być znane kobietom o poglądach feministycznych, politykom i parlamentarzystom, którzy świadomie lub nie, popierając aborcję, znajdują się po tej samej stronie barykady co ludzie, którzy żyją z seksbiznesu i domagają się nieetycznej kontroli urodzeń. Oczywistym jest również fakt, że organizacje, które nie są w stanie nawet wyrazić swojego sprzeciwu wobec prostytucji i handlu ludźmi, nie powinny otrzymywać żadnego publicznego (w tym finansowego) wsparcia. Organizacje pozarządowe, które prezentują się jako działające na polu zwalczania HIV/AIDS czy chorób wenerycznych mogą de facto generować popyt dla przemysłu, który seksualnie wykorzystuje kobiety. Na koszt podatników oczywiście.
Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na fronda.pl

Written by prawdaoaborcji

Wrzesień 6, 2013 at 3:14 pm

Aborter z horroru i sprawa polska

Szokująca sprawa „abortera z horroru”, Kermita Gosnella, skazanego na dożywocie za dzieciobójstwo i zabójstwo kobiety, poprzez różne organizacje prowadzi nas do Polski. Każe również postawić pytanie: czy gdyby działał w polskich szpitalach, nie byłby przypadkiem zupełnie nietykalny?

W procesie Gosnellowi postawiono 300 zarzutów, w tym morderstwa i zabójstwa, zapisanych na 14 stronach. 72-letni „lekarz” zabijał dzieci nienarodzone i już urodzone. Gdy do jego śmierdzącej i brudnej „kliniki” weszła policja, znaleźli w niej dzieci upchnięte w lodówkach. W słoikach trzymał osobno dziecięce stopki. Policjanci trafili do niego nie dlatego, że walczyli z aborcją, lub mieli podejrzenia, że łamie prawo aborcyjne. Ich najazd wiązał się z handlem silnymi lekami, który Gosnell prowadził niejako na boku.

Specjalista od ścinania dziecięcych głów
Znany był jednak najbardziej z przeprowadzania aborcji i do niego kierowały kobiety różne centra planowania rodziny z całego kraju. Gosnell opracował swoją własną metodę na zabijanie. Nazwał ją „snipping” (ścinanie), którego efektem było odcięcie głowy dziecka poprzez wycięcie nożycami rdzenia kręgowego. Zeznający w procesie lekarz zaświadczał, że dzieci te umierały w strasznych męczarniach. Aborterzy specjalizujący się w tzw. późnych aborcjach mają opracowane swoje sposoby „terminacji”. Niektórzy dobijają żywo urodzone dzieci duszeniem, inni topią lub skręcają im karki. A jeszcze inni zostawiają je, aby umarły z zimna i głodu.

Dzieciobójca Gosnell i jego koledzy
„Ścinanie” to nie jedyna metoda, którą w czasie swojej praktyki stosował Gosnell. W 1972 r., w Dzień Matki wraz ze skazanym wcześniej za zabójstwo kobiety, Harveyem Karmanem, dokonał eksperymentalnych, późnych aborcji na biednych Murzynkach. Karman był „ekspertem” zatrudnionym przez International Planned Parenthood Federation (do przeprowadzania aborcji w Bangladeszu) i USAID. Obecnie wynalezione przez niego plastikowe aspiratory do aborcji sprzedaje Ipas. Wspominam te organizacje, ponieważ wszystkie one finansowały działalność Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Co więcej, Murzynki dowiozła do Pensylwanii z Chicago Marle Goldberg z International Women’s Health Coalition (wtedy National Women’s Health Coalition)- grupy, która również finansowała działalność Wandy Nowickiej i Federy.

Podczas późnych aborcji w Dzień Matki Gosnell z Karmanem nie zastosował aspiratorów, ale zwinięte, plastikowe śruby, które miały się rozwinąć w łonie kobiety i posiekać dziecko jak żyletki. Dziecko miało być potem częściowo wydalone, a częściowo wyszarpane przy pomocy kleszczy. Metoda została nazwana „super coil abortion”, a jej ofiarami padło 13 kobiet i ich dzieci. 9 matek miało po niej mniej lub bardziej poważne komplikacje. Wszystkie ich dzieci zostały uśmiercone w sposób eksperymentalny. Karman zapewniał, iż metoda nie wiązała się z żadnymi znaczącymi komplikacjami, więc mógł nią posługiwać się personel paramedyczny.

Nikogo nic nie obchodzi
Po tym „eksperymencie”, ani Gosnell ani Karman nie trafili do więzienia. Rada lekarska nie odebrała im prawa wykonywania zawodu (Karman miał tylko podejrzany dyplom psychologii). Eksperymentalnej masakry broniły nawet feministki. Podobnie było 40 lat później, kiedy odkryto jego klinikę z horroru. Nikt nie reagował na informacje, że kobiety, które były w jego klinice, zarażane są chorobami wenerycznymi. StanoweRada Lekarska i Departament Zdrowia nie zareagowały nawet po śmierci kobiety. Kolejni gubernatorzy Pensylwanii, zarówno z Partii Demokratów, jak i Republikanów, realizowali politykę niekontrolowania aborcyjnych centrów planowania rodziny. Nie można przecież utrudniać kobietom dostępu do aborcji- taka była ich polityka. I podobna przyświeca decydentom w Polsce.

Polski Gosnell z Warszawy Próbę wymierzenia sprawiedliwości polskiemu Gosnellowi już przeszliśmy. W „Życiu Warszawy” (2006 r.) pojawił się tekst „Noworodki bez ratunku” na podstawie relacji położnej, która w 1997 r. była świadkiem pozostawiania na śmierć dzieci z terminacji ciąży oraz zmieniania dokumentacji medycznej w sprawie noworodków, które przeżyły sztucznie wywołany poród w stołecznym szpitalu. Dzieci 22-25 tygodniowe, „wyrwane siłą z macicy” miały być odkładane na zimną miskę (nerkę na odpadki), zawinięte w serwetę i odstawiane na szafkę, aby tam zmarły. Według Fundacji Nazaret, z relacji ludzi wynikało, że przypadki pozostawienia noworodków na śmierć miały miejsce w całej Polsce. Prokuratura Okręgowa w Warszawie miała zająć się śledztwem. Jej rzecznik jednak dość szybko zapewnił, że „nie mowy o zabójstwie”, ale raczej o „urzędniczym zaniechaniu”, a potem o znieważeniu zwłok. Wygląda na to, że sprawa nie mogła mieć żadnego pozytywnego ciągu. Została umorzona.

Prawda zbyt straszna?
Wygląda na to, że polskie organy zachowały się tak, jak w przypadku Gosnella. Obecna ustawa aborcyjna zezwala na aborcję eugeniczną do momentu osiągnięcia dojrzałości wystarczającej do życia poza organizmem matki. Za ten „moment” przyjmuje się 23-24 tydzień ciąży (choć wiele zależy nie tyle od wieku dziecka, a od wagi,), czyli szósty miesiąc. W przypadku ratowania życia i zdrowia matki nie ma żadnej ustawowej granicy czasowej. „Dla zdrowia matki” legalnie można więc zabić 9-miesięczne dziecko, byle wszystko zgadzało sie w papierach. Kiedy dowiemy się, jakie metody stosują polscy aborterzy w publicznych szpitalach? Czy w przypadku sygnałów o łamaniu ustawy aborcyjnej możemy liczyć na instytucje odpowiedzialne: NFZ, Ministerstwo Zdrowia, Sprawiedliwości, rozmaitych Rzeczników, Prokuraturę?

Skazany na dzieciobójstwo Gosnell spędzi resztę życia w więzieniu. Tam nie będzie mógł się cieszyć swoim bogactwem: motorówką, samochodami czy 17 nieruchomościami. Ale być może będzie mógł sobie wygrywać na pianinie Szopena, tak jak we własnym domu. Będzie miał spokój i dużo czasu do zastanowienia. Tymczasem polski Gosnell i jego „koledzy po fachu” czekają na uczciwy sąd i na tych, którzy zgodzą się przeciw nim zeznawać.

Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

Miliony euro na aborcje

Miliony euro na aborcje
W raporcie „Finansowanie aborcji w ramach unijnej pomocy dla rozwoju” z 2012 r. organizacja European Dignity Watch (EDW) ujawniła, że dwóch największych wykonawców aborcji na świecie otrzymuje finansowanie z Unii Europejskiej (UE). Powodów, dlaczego tak nie powinno być, jest wiele.

Odbiorcami tych funduszy są International Planned Parenthood Federation (IPPF) i Marie Stopes International (MSI), zarejestrowane w Wielkiej Brytanii jako organizacje charytatywne ze statusem non-profit.

Dla kogo miliony?
To im Komisja Europejska przyznała fundusze na projekty m.in. w Kambodży, RPA, Bangladeszu czy Papui-Nowej Gwinei. Warto zaznaczyć, że w tych dwóch ostatnich krajach aborcja jest legalna tylko w przypadku ratowania życia matki. Z danych raportu EDW wynika, że w latach 2005-2010 MSI otrzymała z funduszu unijnego prawie 16 mln funtów (ponad 18 mln euro). Rozmiar dotacji przyznanych IPPF nie jest możliwy do wyodrębnienia na podstawie dokumentów ujawnionych przez UE. Wiadomo jednak, że chodzi o wielomilionowe sumy.

Z pieniędzy tych skorzystały filie MSI i IPPF w poszczególnych krajach. Sama IPPF ma ich wszystkich ponad 150 na świecie. Polskim jej odpowiednikiem jest Towarzystwo Rozwoju Rodziny, będące członkiem Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Niektóre z organizacji członkowskich IPPF prowadzą kliniki aborcyjne, czy specjalizują się w sprzedaży antykoncepcji własnej marki (np. organizacja Profamilia w Republice Dominikańskiej). Zaś do IPPF należy prywatna spółka handlowa International Contraceptive & Srh Marketing Ltd (ICON), która wyposaża kliniki na całym świecie w antykoncepcję, prezerwatywy i inne towary związane ze „zdrowiem reprodukcyjnym”. Zajmuje się też rozwijaniem własnych produktów, m.in. antykoncepcją postkoitalną. Działa również w sektorze komercyjnym, dostarczając towarów aptekom i innym sprzedawcom w sprzedaży detalicznej. Pozostaje więc zadać pytanie, dlaczego Komisja Europejska miałaby wspierać pieniędzmi podatników tego typu organizacje? Można też pójść dalej i zastanowić się, dlaczego jakakolwiek organizacja promująca aborcję, a nieposiadająca prywatnej firmy, miałaby być odbiorcą grantów z funduszy publicznych UE?

Brak podstaw prawnych
Po pierwsze, przeznaczanie przez unijne organy takich dotacji nie ma podstaw prawnych. Prawo do aborcji nie jest zawarte w żadnym traktacie międzynarodowym powstałym na forum ONZ. Nie można jej również znaleźć w definicji zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego UE, które w sposób jasny ją z nich wyłączają (aborcja nie może być uznana za metodę planowania rodziny). Eksperci m.in. z zakresu prawa, zdrowia publicznego, organizacji pozarządowych potwierdzili w Artykułach z San José, że międzynarodowe prawo do aborcji nie istnieje. Wygląda więc na to, że jest ono fabrykowane przez środowisko lobbystów, które wymusza interpretację dokumentów międzynarodowych wedle swoich prywatnych preferencji. Takie sugestie, proponowane przez utworzone przez nich komitety, nie mają jednak ani żadnej podstawy prawnej ani znaczenia z punktu widzenia tworzenia prawa.

Po drugie, warto również przypomnieć, że w UE aborcja jest w niektórych krajach prawie całkowicie nielegalna (Malta, Irlandia, Irlandia Północna, Polska, Andora) i karalna, a w innych regulowana (ograniczenia ze względu na długość ciąży). Oznacza to, że w UE nie można mówić o uznaniu jej za zwykłą procedurę medyczną. Podobnie jest w wielu krajach Afryki, a także Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej czy Azji, gdzie jej zakaz należy rozumieć jako dość typowy.

Po trzecie, regulowanie aborcji nie leży w gestii organów unijnych, a organów ustawodawczych poszczególnych krajów. Wydaje się więc rozsądne, aby UE nie angażowała się finansowo w realizowanie czynności, które pozostają poza jej kompetencjami, w szczególności zakazanych, karalnych i silnie regulowanych (a do tego nieakceptowanych społecznie), tym bardziej, że nie wypracowała mechanizmów weryfikacyjnych, gwarantujących przebieg ich realizacji zgodnie z prawem w tak odległych krajach.

Prawdziwe potrzeby
Po czwarte, w sytuacji braku wody i środków pierwszej pomocy w wielu krajach afrykańskich, finansowanie sprzętu aborcyjnego, w tym zamawianie do tego celu aspiratorów ręcznych, wydaje się, jeśli nie niezgodne z prawem, to – co najmniej niestosowne. Co więcej, trudno wyjaśnić je troską o życie i zdrowie lokalnej ludności. W jaki sposób miałoby to pomóc kobietom niedożywionym i cierpiącym na anemię? Zamiast tworzenia oddziałów ginekologicznych, gdzie kobiety mogłyby bezpiecznie rodzić, finansowana jest aborcja pod pozorem zwalczania śmiertelności okołoporodowej matek. Jak pokazują statystyki, kraje z nielegalną aborcją (Irlandia, Polska, Malta) mają pod tym względem jedne z najlepszych (czyli najniższych) wyników na świecie.

Jak podaje CIA World FactBook w przypadku Malty odnotowuje się na 100 tys. żywych urodzeń 8 przypadków śmiertelnych kobiet, Polski – 5, Irlandii – 6. Dla porównania, kraje wysokorozwinięte z aborcją na żądanie, jak na przykład Wielka Brytania, ma ich 12, USA – 21. W RPA z legalną aborcją i do tego dotowaną przez UE ten wskaźnik wynosi – 300 (wszystkie dane z 2010 r.). Nie ma więc dowodów uzasadniających potrzebę dostępu do aborcji w ramach troski o zdrowie kobiet ciężarnych.

Pogwałcenie praw człowieka
Po piąte, nie można ignorować faktu, że w wielu krajach aborcja została zalegalizowana dla celów kontroli liczby ludności (np. Indie, Japonia) z pogwałceniem praw człowieka. Najbardziej jaskrawymi przykładami są tu przymusowe aborcje i sterylizacje, jak również dystrybucja antykoncepcji bez poszanowania prawa nabywcy do informacji o produktach i ich skutkach ubocznych. Nie bez przyczyny Rozporządzenie Rady i Parlamentu Europejskiego w sprawie pomocy w odniesieniu do polityk oraz działań i praw dotyczących zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego w krajach rozwijających się z 2003 mówi, że: „Na podstawie niniejszego rozporządzenia, nie przewiduje się popierania jakichkolwiek zachęt do przeprowadzania sterylizacji lub aborcji lub do niewłaściwego testowania metod antykoncepcyjnych w krajach rozwijających się”. Zapis ten pojawił się jednak, ponieważ liczne takie przypadki miały miejsce i dyskutowano o nich na konferencjach międzynarodowych (m.in. w Kairze w 1995 r.). Należałoby się zastanowić, czy dotowanie (sponsorowanie?) aborcji przez organy unijne nie mogłoby być uznane za niebezpośrednią formę „zachęty” do jej przeprowadzania czy korzystania z niej.
Nie można również zapomnieć o tym, że nie tylko rządy niektórych państw, ale wiele organizacji proaborcyjnych brało bezpośredni lub pośredni udział w nadużyciach związanych z realizacją tzw. polityki planowania rodziny i „niewłaściwym testowaniu metod antykoncepcyjnych”. Jak wyjawiła w „Reproductive Rights and Wrongs” prof. Betsy Hartmann o poglądach pro-choice, pomimo, że IPPF z zasady była przeciwna stosowaniu zachęt i nagród motywacyjnych, w praktyce często współpracowała z władzami krajów, które je stosowały w programach planowania rodziny. Promowała również dystrybucję pigułki antykoncepcyjnej i jej sprzedaż detaliczną bez recepty, czyli bez żadnego uprzedniego badania i kontroli, ignorującą wszelakie ryzyko zdrowotne. W „The War Against Population” ekonomistka Jacqueline Kasun podaje też, że IPPF przekazywała fundusze Chinom na ich intensywną politykę populacyjną, obejmującą także przymusowe aborcje.

Kontrola liczby ludności
Co więcej, jak pisze w „Woman’s Body, Woman’s Right” prof. Linda Gordon o poglądach pro- choice, krótko po założeniu IPPF jej praca skoncentrowała się na kontroli liczby ludności, zaś ze strony internetowej jej firmy ICON nadal można wyczytać zatroskanie wzrostem populacji. Choć mity związane z przeludnieniem zostały dawno obalone, zdają się być wciąż propagowane przez organizacje, które dzięki nim mają rację bytu. Jacqueline Kasun, krytykująca je jako rodzaj centralnego planowania, pokazuje jasno, że ograniczanie liczby ludności pociąga za sobą zarówno zawężenie puli konsumentów, jak i producentów, co oczywiście przynosi negatywne skutki ekonomiczne. W obliczu załamania gospodarczego i związanego z nim zagrożeń spowodowanych depopulacją w wielu krajach Europy, UE powinna uznać przyrost demograficzny za co najmniej neutralny, jeśli nie potrzebny i korzystny dla rozwoju danego kraju.

Ingerencja w sprawy wewnętrzne
Ostatnim, lecz nie mniej ważnym powodem jest fakt, że finansowanie aborcji w krajach afrykańskich postrzegane jest jako ingerencja w ich wewnętrzne sprawy i brak poszanowania krajowych obyczajów, religii i systemu moralnego. Jest próbą narzucania pewnego modelu rodziny z pogwałceniem prawa do rodziny wielodzietnej, będącego odzwierciedleniem osobistych i rodzinnych potrzeb, a czasem również i symbolem wysokiego statusu (szczególnie w Nigerii). Ten rodzaj ingerencji odbierany jest jako przykład nowego imperializmu i neokolonializmu europejskiego. Sytuacja ta jest zrozumiała szczególnie z punktu widzenia tych społeczeństw, które już spotkały nadużycia w ramach sponsorowanych programów zdrowotnych (m.in. Bangladesz, RPA), czy tych rejonów afrykańskich, gdzie jednym ze skutków ich forsowania jest 40% niepłodność wśród kobiet. Finansowe wspieranie organizacji aborcyjnych z długą tradycją działań antynatalistycznych trudno więc uznać za rozsądną formę polityki zagranicznej, mającą przynieść dobre relacje i korzyści ekonomiczne państwom UE.

Wycofać dotacje
Z powyższych względów UE powinna się więc nie tylko wycofać z przyznawania dotacji organizacjom proaborcyjnym, ale też wprowadzić na tym polu odpowiedni zakaz. Jako przykład może posłużyć regulacja, wprowadzona w 1984 r. przez Stany Zjednoczone pod nazwą Mexico City Policy, zabraniająca przekazywania funduszy tego typu organizacjom. Prawo to obowiązywało od 1984 do 1993 r., potem zostało zniesione przez proaborcyjnego prezydenta Billa Clintona, na nowo wprowadzone w życie przez George’a Busha w 2001 r. i ponownie zniesione przez prezydenta Obamę w 2009 r.

Jeden z nas”
Bezprecedensowa inicjatywa obywatelska „Jeden z Nas” http://www.jedenznas.eu wychodzi właśnie temu naprzeciw. Ma ona na celu zebranie miliona podpisów pod projektem prawa zabraniającego finansowania organizacji zajmujących się szerzeniem aborcji lub eksperymentowaniem z embrionalnymi komórkami macierzystymi, a co za tym idzie ich niszczeniem.

Podstawą jej powstania jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS, nie mylić z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu) „Brüstle przeciwko Greenpeace” z 2011 r. w sprawie dotyczącej możliwości uczynienia przedmiotem patentu technologii lub produktów, których powstanie wiąże się z niszczeniem embrionów ludzkich. Strona skarżąca (naukowiec Oliver Brüstle) domagała się uznania możliwości uzyskania patentu dla własnego wynalazku, który wiązał się z niszczeniem embrionów. ETS uznał, że na gruncie prawa europejskiego nie jest to możliwe, bowiem prawo to nie dopuszcza możliwości patentowania wynalazków wytworzonych z człowieka, zaś embrion ludzki, niezależnie od tego, w jaki sposób został powołany do bytu, należy traktować jako człowieka właśnie. Jak wyjaśnił dr hab. Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, wynika z niego, że „ochrona prawna, przysługująca człowiekowi na gruncie europejskiego prawa patentowego, musi dotyczyć wszystkich jego faz rozwojowych i obejmować również życie w fazie embrionalnej, począwszy od momentu zapłodnienia”. Decyzja ta chroni godność ludzką w prawie patentowym i powinna stanowić zasadniczą przeszkodę dla komercyjnych zapędów twórców wynalazków biotechnologicznych eksploatujących i niszczących ludzkie embriony. ETS dokonał oficjalnej wykładni prawa europejskiego, fakt ten powinien mieć zatem znaczenie dla funkcjonowania wszystkich organów Unii. Dlatego więc należy zadać pytanie o zasadność finansowania przez Komisję Europejską aborcyjnych procedur niszczenia embrionów, których dokonuje się w klinikach należących do MSI czy IPPF. Czyżby ochrona ludzkiej godności miała dotyczyć jedynie mieszkańców Unii Europejskiej, a już nie mieszkańców Bangladeszu lub Papui-Nowej Gwinei?

Jeśli UE nie potraktuje akcji „Jeden z Nas” poważnie, będzie to podstawą do uzasadnienia stwierdzenia, że jednym z głównych sposobów prowadzenia polityki zdrowotnej i promowania rozwoju ekonomicznego jest restrykcyjna polityka populacyjna, nie licząca się z godnością ludzi, którym przyszło począć się poza Europą. Trudno nie zauważyć, że UE czyni z niej zarazem nader lukratywny proceder dla organizacji bezpośrednio weń zaangażowanych. Czyżby Komisja Europejska afirmowała poglądy firmy IPPF, ICON, która na swojej stronie internetowej pisze: „Biorąc pod uwagę szybkość, z jaką wzrasta ludzka populacja, obciążenie, które wywiera na środowisko jest powodem do niepokoju”?

Natalia Dueholm

Tekst ukazał się w piśmie „Głos dla Życia”.

Aborcyjni lobbyści z Wall Street

Rząd Polski nie odwołał się od decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w tzw. sprawie „Agaty” (P&S przeciwko Polsce). Lobby prawników z Center for Reproductive Rights, które po raz kolejny zaskarżyło Polskę, zapewne to bardzo ucieszy. Wszystko przebiega zgodnie z planem wprowadzenia na całym świecie niczym nieograniczonego prawa do aborcji dla dziewczynek i kobiet na koszt podatników.

Można się domyślać, że odmowa odwołania się od tego wyroku to swego rodzaju złośliwość pod adresem ministra Gowina, który według premiera Tuska zachował się niepoprawnie w kwestii głosowania nad związkami partnerskimi dla homoseksualistów. Niestety to chyba również dowód na to, że zgodność polskiego prawa z Konstytucją nie interesuje zbytnio premiera Tuska, podobnie jak jego obrona w Europejskim Trybunale. Sprawa odwołania w sprawie P&S miała przecież ogromne szanse powodzenia, jak wyjaśniła to w swojej analizie dr Joanna Banasiuk z Centrum Prawnego Ordo Iuris:http://www.ordoiuris.pl/zasadnicze-watpliwosci-prawne-co-do-tresci-wyroku-etpcz-w-sprawie-p-s-przeciwko-polsce,3202,analiza-prawna.html

A może są jeszcze inne sprawy zakulisowe, pokazujące dlaczego w Polsce gra się kartami wykładanymi przez prawników z jednego z biur organizacji Center for Reproductive Rights (CRR), zlokalizowanego na stałe na Wall Street?

Skąd mamy wiedzieć, że korzystne dla aborcyjnego lobby zaniechanie wynika tylko z politycznej gry lub politycznej nieudolności i nie ma podtekstu, czy raczej powiązań finansowych? W Polsce milczy się na ten temat, być może dlatego, że szefowa polskiej organizacji reprezentującej interesy CRR zajmuje eksponowane stanowisko polityczne. Tak długo, jak nie zacznie się temu zagadnieniu poświęcać baczniejszej uwagi w Polsce, możemy się tylko domyślać.

W USA jednak metody działania takich lobbystów znane są dość dobrze.
Ich strategię i taktyki poznała lepiej amerykańska opinia publiczna i Kongres niecałe 10 lat temu. Podczas sesji Izby Reprezentantów kongresman Christopher Smith ujawnił tajne zapisy sesji strategicznej CRR ukazującej „zwodnicze praktyki („deceptive practices”) lobby aborcyjnego” w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Jak powiedział, są one ważne dla opinii publicznej, dlatego celowo umieścił je w archiwum Kongresu do publicznego wglądu:
http://www.gpo.gov/fdsys/pkg/CREC-2003-12-09/pdf/CREC-2003-12-09-pt1-PgE2534-2.pdf

Autentyczności tych dokumentów CRR nigdy nie zaprzeczył. Domagał się za to ich zwrotu w stanie nieużywanym i groził osobie, do której je anonimowo wysłano, wejściem na drogę sądową tłumacząc, że ich upublicznienie wyrządziło i wyrządzi CRR „szkody nie do naprawienia”. Jak wyjawił kongresman, podczas tych sesji strategicznych jeden z członków zarządu CRR powiedział, że “musimy walczyć bardziej twardo i być trochę bardziej brudni” („We have to fight harder, be a little dirtier”). Czy to były tylko puste słowa?

Z analizy działań CRR dziś wiemy już, że głównym celem organizacji jest wprowadzenie światowego prawa do aborcji dla każdej dziewczynki i kobiety na koszt podatników bez czyjejkolwiek ingerencji. Kongresman wyjaśnił, że naciskanie na aborcję miało być osiągnięte poprzez “przekręcanie słów i definicji” („twisting words and definitions”). CRR nie interesuje bowiem żaden demokratyczny proces, w którym obywatele danych państw pytani są, co o tym myślą. W jaki konkretny sposób prawnicy planowali go więc osiągnąć? Na czym polegać ma to „przekręcanie definicji”? Czy nie z tą taktyką mieliśmy do czynienia w sprawie „Agaty”, gdy wyjątek aborcyjny, który – jak informowano niegdyś opinię publiczną – miał dotyczyć sytuacji popełnienia gwałtu na kobiecie, okazał się mieć zastosowanie w przypadku ciąży będącej wynikiem współżycia czternastolatków?

W tekście “No Abortion Left Behind” (2004) redaktor “The Weekly Standard” Joseph Bottum http://www.weeklystandard.com/Content/Public/Articles/000/000/003/645rcjyc.asp?page=1

tłumaczy, że strategia aborcyjnych aktywistów polega na umieszczaniu niejasnych fragmentów tekstu w jak największej ilości międzynarodowych traktatów, raportów czy rezolucji, a potem na ich interpretowaniu przez różne podmioty (m.in. przez Europejski Trybunał Praw Człowieka), tak, aby oznaczały ustanowienie uniwersalnego prawa do aborcji. Do tego celu został stworzony termin „praw reprodukcyjnych”, wszechobecny w dokumentach ONZ, a których sensownej definicji nie ma w żadnej rezolucji ONZ. Co więcej, Bottum podaje również, że w swoich opracowaniach CRR posługuje się zdaniami, które sam opracował np. w ramach dyrektyw ONZ czy decyzji międzynarodowych trybunałów. Wygląda więc na to, że prawo wielu krajów tworzy de facto grupka amerykańskich prawników- aborcyjnych lobbystów cytujących samych siebie.

Z kilku orzeczeń Europejskiego Trybunału wynika niestety, że CRR jest dla niego nie tylko partnerem do dyskusji, a raczej instrumentem, na którym można zwyczajnie improwizować. Jeśli zaś chodzi o Polskę, czy rząd naprawdę myśli, że amerykańscy prawnicy walczą tylko o to, aby obecne prawo było przestrzegane na terytorium naszego kraju? Organizacja wyjaśnia w jednym ze swoich raportów, że każdy z procesów ma coraz bardziej rozmontować represywne wysiłki Polski zmierzające do odmowy kobietom ich legalnej opieki zdrowotnej („each one aimed at dismantling more and more of Poland’s repressive efforts to deny women their legal health care): http://reproductiverights.org/sites/crr.civicactions.net/files/documents/crr_Annual_Report_11_12.pdf (s.42) Czy ktoś ma wątpliwości o co tu chodzi?

Z ujawnionych przez kongresmana Smitha dokumentów CRR wynika, że organizacja cieszyła się nawet, iż krok po kroku udaje jej się osiągnąć swoje cele i pozostać poza radarem opozycji. Teraz jednak nie uda jej się już działać całkowicie za plecami opinii publicznej. Ci, którzy jeszcze sądzą, że przez nikogo niekwestionowane i niekontrolowane prawo do aborcji jest w interesie kobiet, powinni zapoznać się z informacjami, jakie podmioty wspierały tę prawniczą organizację.

Jak napisał Brian Clowes z Human Life International w jednym ze swoich raportów (2010), były to fundacje, których praca nie koncentruje się głównie na wspieraniu autentycznego rozwoju ekonomicznego, ale na kontroli liczby ludności. Wśród nich wymienił: the Hewlett Foundation, the Packard Foundation, the Ford Foundation, the MacArthur Foundation, the Open Society Institute i Fundusz Ludnościowy ONZ.

Jak wynika z rocznych raportów CRR, znalazły się tam również amerykańska firma farmaceutyczna (produkujące m.in. środki antykoncepcyjne) Brystol-Myers Squibb i fundacja Pfizer. Był tam również John Merck Fund, założony przez Serenę Merck, wdowę po George’u W. Mercku, prezesie firmy farmaceutycznej, która nosi jego nazwisko. Ponadto, na jej działalność łożyły także amerykańskie kliniki aborcyjne, w których sprzedaje się środki antykoncepcyjne oraz dokonuje się m.in tzw. późnych aborcji. Wśród nich wymieniono Presidential Women’s Center, Atlanta Women’s Medical Center, czy Cherry Hill Women’s Center i inne.

Co więcej, z CRR związana była Nicki Gamble, była szefowa klinik Planned Parenthood w Massachusetts, która pracowała również dla Ipas (producent sprzętu aborcyjnego, znany już w Polsce ze sprawy sądowej Wandy Nowickiej, który przekazał pieniądze Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny). Obecnie udziela się w WomanCare Global, założonej przez Ipas m.in. do dystrybucji tabletki poronnej i aspiratorów. Barbara Grossman, kolejny człowiek CRR, również była związana z największym providerem aborcji w USA (Planned Parenthood). A to oczywiście tylko pewien wycinek powiązań tej prawniczej organizacji z tym właśnie przemysłem.

Analizując różne jej raporty można się domyślić dlaczego zależy jej na poszerzeniu grona dostępnych providerów aborcji. W przypadku Polski chodziłoby zapewne o przeniesienie jej z publicznych szpitali do prywatnych „klinik”, np. w ramach usług zakontraktowanych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Fakt, że lobbyści uważają, iż takie procedury z powodzeniem może wykonywać personel paramedyczny daje możliwości IPAS, jej organizacji partnerskiej. To ona mogłaby go przeszkolić i wyposażyć w sprzęt i odpowiednie środki farmakologiczne. Trudno nie podejrzewać, że amerykańskie firmy nie są zainteresowane nowym, polskim rynkiem klientek.

Wygląda na to, że wśród niektórych ludzi w Polsce znajduje to pewne zrozumienie. Czy wynika to z troski o kobiety, ignorancji, czy ma raczej związek z marzeniami o zostaniu lobbystą, ekspertem, doradcą, czy konsultantem (prawnym, farmaceutycznym, medycznym,) lobby aborcyjnego? Chyba bez zbytniej przesady można założyć, że w Polsce znajdzie się chętny na prezesa sieci klinik aborcyjnych. W nowomowie oficjalnego przedstawiciela tego przemysłu będzie to oczywiście kandydat na największego obrońcę praw kobiet.
Natalia Dueholm, artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

Written by prawdaoaborcji

Marzec 15, 2013 at 2:57 pm

Kryształowa działalność Nowickiej

Wanda Nowicka, była szefowa Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, pisze na swoim blogu, że ustanowiła nagrodę Kryształowego Świecznika za „wkład w budowę państwa świeckiego”.

Jak tłumaczy: „Do kapituły nagrody zaprosiłam następujące osoby: Magdalenę Środę (etyczkę, filozofkę), Jana Hartmana (filozofa, bioetyka), Bożenę Keff (publicystkę, poetkę, tłumaczkę), Birutę Przewłocką-Pachnik (prezeskę Diakonii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego), Stanisława Obireka (filozofa), Roberta Biedronia (posła na Sejm RP).

Wszystkie one są dość powszechnie znane z wyjątkiem Biruty Przewłockiej-Pachnik, zidentyfikowanej jako prezeska Diakonii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. Wygląda na to, że informacja ta jest niepełna. Jak czytamy w Krajowym Rejestrze Sadowym http://www.krs-online.com.pl/federacja-na-rzecz-kobiet-i-planowania-krs-89833.html – osoba o tym samym nazwisku jest również skarbnikiem proaborcyjnej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Warto odnotować, że reprezentantka pewnej grupy protestantów została nominowana do roli wybierania antykatolickich i antyreligijnych nagród (wśród 8 nominowanych na świeczniku stoją już 4 osoby za zwalczanie powieszonego krzyża w budynkach publicznych). Ciekawe, czy wpłynie to na relacje ekumeniczne z katolikami…

Inna ciekawostka: z wpisu na blogu nie wynika, jakie konkretnie nagrody czekają na szczęśliwie wyróżnionych i kto zapłaci za kryształowy świecznik.

Natalia Dueholm
http://www.planetaludzi.salon24.pl

Wanda Nowicka – Jak zrobić biznes i karierę na zabijaniu?

W czerwcu 2012 roku do sądu wróciła sprawa wicemarszałek Sejmu Wandy Nowickiej, oskarżonej o nielegalny lobbing i płatną protekcję. Czekając na dalsze losy tego postępowania warto przypomnieć biznesowe i ideowe powiązania Nowickiej oraz historię jej (anty)społecznej i politycznej aktywności. Czytaj resztę wpisu »

Written by prawdaoaborcji

Lipiec 23, 2012 at 4:25 pm

W sprawie Wandy Nowickiej nie chodzi tylko o aborcję, a o konflikt interesów

Organizacje pozarządowe jako „przykrywki”

Wanda Nowicka, odpowiadając na informacje z ujawnionego wyroku sądowego dotyczącego kierowanej przez nią Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, zadeklarowała, że jej działalność nie naruszała standardów obowiązujących w sektorze organizacji pozarządowych. I tu wydaje się tkwić sedno problemu. Czytaj resztę wpisu »

Written by prawdaoaborcji

Czerwiec 22, 2012 at 6:33 pm