Prawda o aborcji

Dziennikarze za prawdą o aborcji

Archive for the ‘Fanatyzm aborcyjny’ Category

Seksbiznes i aborcja

Mało uwagi poświęca się przemysłowi usług seksualnych jako gałęzi lobby aborcyjnego. A przecież sektor ten nie mógłby istnieć bez antykoncepcji i aborcji.

O nierozerwalnym związku pomiędzy przerywaniem ciąży i prostytucją w XIX w. pisał Marvin Olasky w „Aborion Rites. A Social History of Abortion in America”(1992). Według niego, z dostępnych danych można powiedzieć, że liczba prostytutek w tym czasie gwałtownie wzrosła. Szacuje się, że ich liczba w Stanach Zjednoczonych wynosiła wtedy około 60 tys. Jak sugeruje Olasky, prostytutki były w owym czasie dominującą grupą kobiet, które dokonywały aborcji, a przecież korzystały z wszelakich metod antykoncepcyjnych: prezerwatyw, środków chemicznych i barierowych metod antykoncepcyjnych o różnej skuteczności.

Aborcja u prostytutek
Choć w XX i XXI w. kobiety, które przerwały ciążę należą do różnych grup społecznych, a metody antykoncepcyjne zostały do pewnego stopnia ulepszone, aborcja u prostytutek jest nadal dużym problemem. O związku tym wspomina się jednak bardzo rzadko, być może dlatego, że jest on swoistym dowodem na brak niezawodnej antykoncepcji pokazującym, że bardzo częste uprawianie seksu łączy się prędzej czy później z zajściem w ciążę. Równocześnie kolejnym argumentem sugerującym swoistą zmowę milczenia w tym temacie jest fakt, że pracownice sektora usług seksualnych są medialnie dość niewdzięczną grupą do promocji aborcji.

Jak czytamy w “Factors Associated with Induced Abortion in Women Prostitutes in Asturias (Spain)” http://www.plosone.org/article/info%3Adoi%2F10.1371%2Fjournal.pone.0002358
istnieje bardzo niewiele badań dotyczących wskaźników przerywania ciąży wśród prostytutek, ale wygląda na to, że w tym środowisku jest to „bardzo rozpowszechniony problem”. Z dostępnych danych wynika, że od 30 do 48% prostytutek co najmniej raz przerwało ciążę.

Twórca „Playboya” promuje aborcję
Z uwagi na powyższe dane można zrozumieć fakt, że seksbiznes sponsoruje organizacje aborcyjne. Z zeznań podatkowych The Hugh M. Hefner Foundation, założonej przez twórcę „Playboya”, wynika, że wspierała ona kilka organizacji o takim profilu. Były wśród nich największy provider aborcji w USA, czyli Planned Parenthood, oraz NARAL Pro-Choice America, zajmująca się lobbingiem aborcyjnym i zwalczająca regulacje związane z przerywaniem ciąży. Jednym z jej założycieli był już nieżyjący, znany aborter dr Bernard Nathanson, który później stał się obrońcą życia. Z pieniędzy twórcy „Playboya” korzystała również organizacja Population Action International powołana do kontroli liczby ludności na świecie, która nota bene finansowała działalność polskiej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Na liście grantobiorców The Hugh M. Hefner Foundation figurowała także Guttmacher Institute, organizacja założona jako część Planned Parenthood, w celu dostarczania naukowych publikacji na temat antykoncepcji i aborcji. Jej analizy są często cytowane przez lobby aborcyjne, ale też bywają krytykowane za nierzetelność. Sympatie założyciela „Playboya” do środowiska aborcyjnego nie są bynajmniej ukrywane. Strona internetowa fundacji odsyła czytelników do Planned Parenthood i Guttmacher Institute.

Pornobiznesmen zakłada organizacje aborcyjne
Aborcję i antykoncepcję można wspierać nawet w bardziej bezpośredni sposób. Pokazuje to twórca największego wysyłkowego pornobiznesu na świecie, Phil Harvey, który kiedyś pracował dla Peace Corps i uzyskał dyplom magistra z administracji planowania rodziny z Uniwersytetu Północnej Karoliny. Jego antynatalistyczna działalność rozpoczęła się w latach 60-tych XX w, w okresie wywoływania sztucznej histerii związanej z mitem przeludnienia. Obecna firma sprzedająca filmy pornograficzne i wibratory wyrosła z nielegalnego biznesu sprzedaży wysyłkowej prezerwatyw, którą założył w 1970 r. z brytyjskim lekarzem Timem Blackiem. Oboje są odpowiedzialni za powstanie kilku organizacji aborcyjnych. Razem założyli Population Services International (PSI), reklamującą i sprzedającą prezerwatywy i antykoncepcję w różnej formie oraz zestawy do aborcji. Jak opisuje w “Sex in Crisis: The New Sexual Revolution and the Future of American Politics” (2008) Dagmar Herzog, była to druga co do wielkości (po Planned Parethood) organizacja zajmująca się tzw. międzynarodowym planowaniem rodziny. Oprócz tego Harvey powołał do życia grupę DKT International (DKT), zajmującą się społecznym marketingiem i również sprzedającą zestawy aborcyjne. Black zaś stworzył Marie Stopes International, która jest jednym z największych providerów aborcji na świecie poprzez sieć setek własnych klinik.

Atak na prawa ograniczające aborcję i antykoncepcję

Dla ukazania szerszego kontekstu lobby aborcyjnego, można dodać, że PSI jest częścią the International Consortium for Emergency Contraception, do której należą kolejni sponsorzy Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: the International Planned Parenthood Federation i Ipas. Jest tam również amerykańska organizacja prawnicza Center for Reproductive Rights, znana z procesów sądowych wytaczanych różnym krajom w międzynarodowych trybunałach, aby całkowicie zalegalizować aborcję na żądanie. W praktyce oznacza to, że chroni ona interesy przemysłu aborcyjnego i otwiera dla niego nowe rynki zbytu.

Harvey ma za sobą kilka procesów z władzą, m.in. kwestionowanie praw regulujących sprzedaż antykoncepcji różnym osobom (m.in. nieletnim) i przez określone osoby (farmaceuci), które prawdopodobnie w jego poczuciu ograniczały funkcjonowanie jego biznesu. Warto również dodać, że jak napisał w 2005 r. USAToday http://usatoday30.usatoday.com/news/health/2005-10-15-porncharity_x.htm?csp=34
Organizacja DKT wytoczyła proces amerykańskiej rządowej agencji pomocowej USAID za wymaganie od organizacji, które- tak jak DKT- przyjmują dotacje rządu federalnego, aby zobowiązały się oświadczyć, że sprzeciwiają się prostytucji i handlowi ludźmi dla celów seksualnych. Według argumentacji DKT, proces ten był podyktowany chęcią obrony wolności wypowiedzi i niewysyłaniem złego sygnału (o sprzeciwie wobec seksbiznesu), który miałby również utrudnić pomoc zarażonym HIV/AIDS. Jak opisuje Herzog, w 2007 r. DKT proces ten początkowo wygrała, jednak stronie rządowej udało się decyzję sądu zmienić w apelacji. Niestety w kwietniu 2013 r. na mocy decyzji Sądu Najwyższego w sprawie USAID v. Alliance for Open Society International, DKT i PSI ostatecznie wygrały ten spór powołując się na pierwszą poprawkę do Konstytucji (czyli prawo do wolności religii, prasy, słowa i zgromadzeń): http://www.supremecourt.gov/opinions/12pdf/12-10_21p3.pdf

Udowodnione związki seksbiznesu z przemysłem aborcyjnym powinny być znane kobietom o poglądach feministycznych, politykom i parlamentarzystom, którzy świadomie lub nie, popierając aborcję, znajdują się po tej samej stronie barykady co ludzie, którzy żyją z seksbiznesu i domagają się nieetycznej kontroli urodzeń. Oczywistym jest również fakt, że organizacje, które nie są w stanie nawet wyrazić swojego sprzeciwu wobec prostytucji i handlu ludźmi, nie powinny otrzymywać żadnego publicznego (w tym finansowego) wsparcia. Organizacje pozarządowe, które prezentują się jako działające na polu zwalczania HIV/AIDS czy chorób wenerycznych mogą de facto generować popyt dla przemysłu, który seksualnie wykorzystuje kobiety. Na koszt podatników oczywiście.
Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na fronda.pl

Reklamy

Written by prawdaoaborcji

Wrzesień 6, 2013 at 3:14 pm

„Regulacja miesiączki” u Federy

Dane dotyczące aborcji w Polsce chętnie komentują radykalne feministki. Podają też swoje dotyczące tzw. podziemia i turystyki aborcyjnej. Powtarzając, że kobieta jak nie chce urodzić, to zrobi wszystko żeby zrobić aborcję. Tylko czy feministki im aby w tym nie pomagają?

Feministyczne komentarze na temat danych aborcyjnych mogłyby przypominać wypowiedzi mafiosów na temat przestępczości zorganizowanej. Oczywiście gdyby tych ostatnich ktoś o to publicznie zapytał. Nikt przy zdrowych zmysłach tego jednak nie robi. Rzeczywistość jest bowiem taka, że feministki prawo aborcyjne mają w nosie i igrają sobie z nim, jak tylko mogą. Od czasu do czasu niektóre z nich nawet całkiem otwarcie przyznają się do swojego udziału w organizowaniu nielegalnej aborcji. Czy to wyjątki czy raczej reguła? Przeanalizujmy kilka faktów z różnych krajów.

Włochy: nielegalne aborcje w centrum planowania rodziny
Dowiedzieliśmy się niedawno, że 65-letnia Emma Bonino, radykalna feministka i antyklerykałka, została ministrem spraw zagranicznych we włoskim rządzie. W wywiadzie sama wcześniej pochwaliła się swoją własną nielegalną aborcją. Działała również w centrum planowania rodziny, w którym dokonano setek jeśli nie tysięcy nielegalnych aborcji. W młodości celowo dała się zatrzymać przez policję w celu wywołania dyskusji i zmiany prawa aborcyjnego, co zresztą jej się udało. Dostała się do polityki już w wieku 28 lat, właśnie po to, aby walczyć o aborcję. I była członkinią tej samej partii co pornogwiazdka Cicciolina.

Takie taktyki mogą szokować. Jednak dobrze jest uświadomić sobie, że w krajach, gdzie aborcja była (lub jest) nielegalna, feministki tworzą struktury umożliwiające aborcję. Działają na granicy prawa lub po prostu je łamią, nazywając to „obywatelskim nieposłuszeństwem”.

Bezprawne taktyki aborcyjne zwykle bazują na zdawałoby się naiwnym, zabiegu: aby aborcji nie nazywać aborcją, ani przerywaniem ciąży, ale posługiwać się jakimś eufemizmem. Skuteczność tej taktyki zaskakuje.

USA: feministyczna „ekstrakcja miesiączki”
Podobnie było w Stanach Zjednoczonych w latach 60-tych, gdzie działała feministyczna kooperatywa „Jane” z Chicago czy grupa założona w Kalifornii przez Carol Downer. Downer nauczyła się dokonywać aborcji w nielegalnej klinice aborcyjnej Harvey Karmana, fałszywie podającego się za lekarza, który w latach 50-tych doprowadził do śmierci kobiety, wykonując na niej aborcję przy użyciu dziadka do orzechów. Pomimo że Karman otrzymał wyrok dwóch lat więzienia i miał fatalną opinię, nie przeszkadzało to feministkom z nim współpracować. Karman obsługiwał zresztą nie tylko Kalifornię, ale również kooperatywę „Jane”. Specjalizował się w aborcji przy pomocy aspiratora ręcznego (manual vacuum aspirator). Wraz ze skazanym w maju 2013 r. za dzieciobójstwa i śmierć kobiety Kermitem Gosnellem, w 1972 r. przeprowadził również eksperymentalne późne aborcje przy pomocy innej, opracowanej przez siebie metody o nazwie „super coil” (plastikowe śruby działające jak żyletki), które skończyły się tragicznie dla 10 z 13 kobiet.

Regulacja miesiączki: International Planned Parenthood Federation
Po czasie amerykańskie feministki udoskonaliły aparaturę Karmana i wykonywały przy jej pomocy „ekstrakcje miesiączki”. Metoda ta reklamowana była w różnych krajach nie tylko przez nie. Na świat wyprowadziła ją organizacja International Planned Parenthood Federation pod nazwą „regulacja miesiączki”, omijając tym samym krajowe prawa aborcyjne (Do IPPF należy w Polsce Towarzystwo Rozwoju Rodziny, będące członkiem Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny). Była to strategia bezpieczna z punktu widzenia legalności nawet tam, gdzie aborcja była zakazana, gdyż przed jej użyciem nie wykonuje się testu ciążowego. Według jej pomysłodawców nie można więc mówić ani o ciąży, ani o zamiarze jej usunięcia.

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
Plastikowe aspiratory produkuje obecnie organizacja Ipas. Nic dziwnego, że Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (Federa) z nią współpracowała i skorzystała z jej pieniędzy. Do łamania prawa aborcyjnego za granicami przyznała się Adrienne Germain z International Women’s Health Coalition, która rozwoziła po świecie aspiratory ręczne w prywatnej walizce. Frances Kissling (związana również z Ipas) z antykatolickiej Catholics for Choice pomagała stworzyć nielegalne centra aborcyjne w Meksyku i Włoszech. Organizacje te również wspierały Federę.

Sama Federa reklamuje na swojej stronie internetowej pewną zagraniczną organizację, która wysyła Polkom tabletki aborcyjne. Czy celem kierowania do tej grupy nie jest przypadkiem podwyższanie statystyk aborcyjnych?

To jednak nie wszystko. Federa odsyłała również kobiety na „regulację miesiączki”. Tak przynajmniej napisała Wanda Nowicka i Sandra Coliver w „The Right to Know: Human Rights and Access to Reproductive Health Information”, wydanej w 1995 r. (w czasie, kiedy obowiązywała ta sama ustawa, co teraz):

„Federacja obsługuje gorącą linię, aby odpowiadać na pytania kobiet próbujących zrozumieć ich prawa i opcje według nowego prawa. Chociaż nie może i nie odsyła wprost na aborcję, odsyła kobiety do lekarzy na zakres opieki, łącznie z „regulacją miesiączki” (aspiracja próżniowa po opuszczonej miesiączce dokonanej pozornie tak aby zapewnić szybkie przywrócenie regularnych okresów).

“The Federation operates a hotline to answer questions from women trying to understand their rights and options under the new law. Although it may not, and does not, expressly make referrals for abortion, it does refer women to doctors for a range of care, including “menstrual regulation” (vacuum aspiration following a missed period ostensibly performed so as to ensure prompt resumption of regular periods)”.

Warto podkreślić, że regulacja miesiączki została wzięta w cudzysłów. A gdyby ktoś podejrzewał, że mogło chodzić o podanie środków farmakologicznych, informacja w nawiasie wyjaśnia, że chodzi o metodę chirurgiczną, w rym wypadku próżniową przy pomocy aspiratora.

Zaskakująca jest skuteczność tej taktyki ukrywania czynów karalnych: przerywania ciąży niezgodnie z ustawą i przeprowadzania eksperymentów medycznych na kobietach w ciąży przy pomocy eufemizmu „regulacja miesiączki”. Dlaczego, przy całej oczywistości procederu, przestępstwa te nie są ścigane? Czy prokurator nie widzi, że za „zabiegiem regulacji miesiączki” kryje się aborcja? Czy może jest to efekt jakiejś milczącej umowy aborcjonistów z przedstawicielami władzy – przyzwolenia na działanie, a nawet obietnicy dotacji, pod warunkiem, że cele nie będą zbytnio kłuć w oczy?

Czy zatem feministyczna sugestia, że kobiety zrobią wszystko, żeby dokonać aborcji jest prawdziwa? Tego nie jestem pewna. Wygląda na to, że feministki prawdopodobnie tak. Czy nic ich nie zatrzyma?

Natalia Dueholm
Artykuł ukazał się na portalu http://www.fronda.pl
Zamieszczamy za zgodą red. Naczelnego.

Aborter z horroru i sprawa polska

Szokująca sprawa „abortera z horroru”, Kermita Gosnella, skazanego na dożywocie za dzieciobójstwo i zabójstwo kobiety, poprzez różne organizacje prowadzi nas do Polski. Każe również postawić pytanie: czy gdyby działał w polskich szpitalach, nie byłby przypadkiem zupełnie nietykalny?

W procesie Gosnellowi postawiono 300 zarzutów, w tym morderstwa i zabójstwa, zapisanych na 14 stronach. 72-letni „lekarz” zabijał dzieci nienarodzone i już urodzone. Gdy do jego śmierdzącej i brudnej „kliniki” weszła policja, znaleźli w niej dzieci upchnięte w lodówkach. W słoikach trzymał osobno dziecięce stopki. Policjanci trafili do niego nie dlatego, że walczyli z aborcją, lub mieli podejrzenia, że łamie prawo aborcyjne. Ich najazd wiązał się z handlem silnymi lekami, który Gosnell prowadził niejako na boku.

Specjalista od ścinania dziecięcych głów
Znany był jednak najbardziej z przeprowadzania aborcji i do niego kierowały kobiety różne centra planowania rodziny z całego kraju. Gosnell opracował swoją własną metodę na zabijanie. Nazwał ją „snipping” (ścinanie), którego efektem było odcięcie głowy dziecka poprzez wycięcie nożycami rdzenia kręgowego. Zeznający w procesie lekarz zaświadczał, że dzieci te umierały w strasznych męczarniach. Aborterzy specjalizujący się w tzw. późnych aborcjach mają opracowane swoje sposoby „terminacji”. Niektórzy dobijają żywo urodzone dzieci duszeniem, inni topią lub skręcają im karki. A jeszcze inni zostawiają je, aby umarły z zimna i głodu.

Dzieciobójca Gosnell i jego koledzy
„Ścinanie” to nie jedyna metoda, którą w czasie swojej praktyki stosował Gosnell. W 1972 r., w Dzień Matki wraz ze skazanym wcześniej za zabójstwo kobiety, Harveyem Karmanem, dokonał eksperymentalnych, późnych aborcji na biednych Murzynkach. Karman był „ekspertem” zatrudnionym przez International Planned Parenthood Federation (do przeprowadzania aborcji w Bangladeszu) i USAID. Obecnie wynalezione przez niego plastikowe aspiratory do aborcji sprzedaje Ipas. Wspominam te organizacje, ponieważ wszystkie one finansowały działalność Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Co więcej, Murzynki dowiozła do Pensylwanii z Chicago Marle Goldberg z International Women’s Health Coalition (wtedy National Women’s Health Coalition)- grupy, która również finansowała działalność Wandy Nowickiej i Federy.

Podczas późnych aborcji w Dzień Matki Gosnell z Karmanem nie zastosował aspiratorów, ale zwinięte, plastikowe śruby, które miały się rozwinąć w łonie kobiety i posiekać dziecko jak żyletki. Dziecko miało być potem częściowo wydalone, a częściowo wyszarpane przy pomocy kleszczy. Metoda została nazwana „super coil abortion”, a jej ofiarami padło 13 kobiet i ich dzieci. 9 matek miało po niej mniej lub bardziej poważne komplikacje. Wszystkie ich dzieci zostały uśmiercone w sposób eksperymentalny. Karman zapewniał, iż metoda nie wiązała się z żadnymi znaczącymi komplikacjami, więc mógł nią posługiwać się personel paramedyczny.

Nikogo nic nie obchodzi
Po tym „eksperymencie”, ani Gosnell ani Karman nie trafili do więzienia. Rada lekarska nie odebrała im prawa wykonywania zawodu (Karman miał tylko podejrzany dyplom psychologii). Eksperymentalnej masakry broniły nawet feministki. Podobnie było 40 lat później, kiedy odkryto jego klinikę z horroru. Nikt nie reagował na informacje, że kobiety, które były w jego klinice, zarażane są chorobami wenerycznymi. StanoweRada Lekarska i Departament Zdrowia nie zareagowały nawet po śmierci kobiety. Kolejni gubernatorzy Pensylwanii, zarówno z Partii Demokratów, jak i Republikanów, realizowali politykę niekontrolowania aborcyjnych centrów planowania rodziny. Nie można przecież utrudniać kobietom dostępu do aborcji- taka była ich polityka. I podobna przyświeca decydentom w Polsce.

Polski Gosnell z Warszawy Próbę wymierzenia sprawiedliwości polskiemu Gosnellowi już przeszliśmy. W „Życiu Warszawy” (2006 r.) pojawił się tekst „Noworodki bez ratunku” na podstawie relacji położnej, która w 1997 r. była świadkiem pozostawiania na śmierć dzieci z terminacji ciąży oraz zmieniania dokumentacji medycznej w sprawie noworodków, które przeżyły sztucznie wywołany poród w stołecznym szpitalu. Dzieci 22-25 tygodniowe, „wyrwane siłą z macicy” miały być odkładane na zimną miskę (nerkę na odpadki), zawinięte w serwetę i odstawiane na szafkę, aby tam zmarły. Według Fundacji Nazaret, z relacji ludzi wynikało, że przypadki pozostawienia noworodków na śmierć miały miejsce w całej Polsce. Prokuratura Okręgowa w Warszawie miała zająć się śledztwem. Jej rzecznik jednak dość szybko zapewnił, że „nie mowy o zabójstwie”, ale raczej o „urzędniczym zaniechaniu”, a potem o znieważeniu zwłok. Wygląda na to, że sprawa nie mogła mieć żadnego pozytywnego ciągu. Została umorzona.

Prawda zbyt straszna?
Wygląda na to, że polskie organy zachowały się tak, jak w przypadku Gosnella. Obecna ustawa aborcyjna zezwala na aborcję eugeniczną do momentu osiągnięcia dojrzałości wystarczającej do życia poza organizmem matki. Za ten „moment” przyjmuje się 23-24 tydzień ciąży (choć wiele zależy nie tyle od wieku dziecka, a od wagi,), czyli szósty miesiąc. W przypadku ratowania życia i zdrowia matki nie ma żadnej ustawowej granicy czasowej. „Dla zdrowia matki” legalnie można więc zabić 9-miesięczne dziecko, byle wszystko zgadzało sie w papierach. Kiedy dowiemy się, jakie metody stosują polscy aborterzy w publicznych szpitalach? Czy w przypadku sygnałów o łamaniu ustawy aborcyjnej możemy liczyć na instytucje odpowiedzialne: NFZ, Ministerstwo Zdrowia, Sprawiedliwości, rozmaitych Rzeczników, Prokuraturę?

Skazany na dzieciobójstwo Gosnell spędzi resztę życia w więzieniu. Tam nie będzie mógł się cieszyć swoim bogactwem: motorówką, samochodami czy 17 nieruchomościami. Ale być może będzie mógł sobie wygrywać na pianinie Szopena, tak jak we własnym domu. Będzie miał spokój i dużo czasu do zastanowienia. Tymczasem polski Gosnell i jego „koledzy po fachu” czekają na uczciwy sąd i na tych, którzy zgodzą się przeciw nim zeznawać.

Natalia Dueholm

Artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

Miliony euro na aborcje

Miliony euro na aborcje
W raporcie „Finansowanie aborcji w ramach unijnej pomocy dla rozwoju” z 2012 r. organizacja European Dignity Watch (EDW) ujawniła, że dwóch największych wykonawców aborcji na świecie otrzymuje finansowanie z Unii Europejskiej (UE). Powodów, dlaczego tak nie powinno być, jest wiele.

Odbiorcami tych funduszy są International Planned Parenthood Federation (IPPF) i Marie Stopes International (MSI), zarejestrowane w Wielkiej Brytanii jako organizacje charytatywne ze statusem non-profit.

Dla kogo miliony?
To im Komisja Europejska przyznała fundusze na projekty m.in. w Kambodży, RPA, Bangladeszu czy Papui-Nowej Gwinei. Warto zaznaczyć, że w tych dwóch ostatnich krajach aborcja jest legalna tylko w przypadku ratowania życia matki. Z danych raportu EDW wynika, że w latach 2005-2010 MSI otrzymała z funduszu unijnego prawie 16 mln funtów (ponad 18 mln euro). Rozmiar dotacji przyznanych IPPF nie jest możliwy do wyodrębnienia na podstawie dokumentów ujawnionych przez UE. Wiadomo jednak, że chodzi o wielomilionowe sumy.

Z pieniędzy tych skorzystały filie MSI i IPPF w poszczególnych krajach. Sama IPPF ma ich wszystkich ponad 150 na świecie. Polskim jej odpowiednikiem jest Towarzystwo Rozwoju Rodziny, będące członkiem Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Niektóre z organizacji członkowskich IPPF prowadzą kliniki aborcyjne, czy specjalizują się w sprzedaży antykoncepcji własnej marki (np. organizacja Profamilia w Republice Dominikańskiej). Zaś do IPPF należy prywatna spółka handlowa International Contraceptive & Srh Marketing Ltd (ICON), która wyposaża kliniki na całym świecie w antykoncepcję, prezerwatywy i inne towary związane ze „zdrowiem reprodukcyjnym”. Zajmuje się też rozwijaniem własnych produktów, m.in. antykoncepcją postkoitalną. Działa również w sektorze komercyjnym, dostarczając towarów aptekom i innym sprzedawcom w sprzedaży detalicznej. Pozostaje więc zadać pytanie, dlaczego Komisja Europejska miałaby wspierać pieniędzmi podatników tego typu organizacje? Można też pójść dalej i zastanowić się, dlaczego jakakolwiek organizacja promująca aborcję, a nieposiadająca prywatnej firmy, miałaby być odbiorcą grantów z funduszy publicznych UE?

Brak podstaw prawnych
Po pierwsze, przeznaczanie przez unijne organy takich dotacji nie ma podstaw prawnych. Prawo do aborcji nie jest zawarte w żadnym traktacie międzynarodowym powstałym na forum ONZ. Nie można jej również znaleźć w definicji zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego UE, które w sposób jasny ją z nich wyłączają (aborcja nie może być uznana za metodę planowania rodziny). Eksperci m.in. z zakresu prawa, zdrowia publicznego, organizacji pozarządowych potwierdzili w Artykułach z San José, że międzynarodowe prawo do aborcji nie istnieje. Wygląda więc na to, że jest ono fabrykowane przez środowisko lobbystów, które wymusza interpretację dokumentów międzynarodowych wedle swoich prywatnych preferencji. Takie sugestie, proponowane przez utworzone przez nich komitety, nie mają jednak ani żadnej podstawy prawnej ani znaczenia z punktu widzenia tworzenia prawa.

Po drugie, warto również przypomnieć, że w UE aborcja jest w niektórych krajach prawie całkowicie nielegalna (Malta, Irlandia, Irlandia Północna, Polska, Andora) i karalna, a w innych regulowana (ograniczenia ze względu na długość ciąży). Oznacza to, że w UE nie można mówić o uznaniu jej za zwykłą procedurę medyczną. Podobnie jest w wielu krajach Afryki, a także Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej czy Azji, gdzie jej zakaz należy rozumieć jako dość typowy.

Po trzecie, regulowanie aborcji nie leży w gestii organów unijnych, a organów ustawodawczych poszczególnych krajów. Wydaje się więc rozsądne, aby UE nie angażowała się finansowo w realizowanie czynności, które pozostają poza jej kompetencjami, w szczególności zakazanych, karalnych i silnie regulowanych (a do tego nieakceptowanych społecznie), tym bardziej, że nie wypracowała mechanizmów weryfikacyjnych, gwarantujących przebieg ich realizacji zgodnie z prawem w tak odległych krajach.

Prawdziwe potrzeby
Po czwarte, w sytuacji braku wody i środków pierwszej pomocy w wielu krajach afrykańskich, finansowanie sprzętu aborcyjnego, w tym zamawianie do tego celu aspiratorów ręcznych, wydaje się, jeśli nie niezgodne z prawem, to – co najmniej niestosowne. Co więcej, trudno wyjaśnić je troską o życie i zdrowie lokalnej ludności. W jaki sposób miałoby to pomóc kobietom niedożywionym i cierpiącym na anemię? Zamiast tworzenia oddziałów ginekologicznych, gdzie kobiety mogłyby bezpiecznie rodzić, finansowana jest aborcja pod pozorem zwalczania śmiertelności okołoporodowej matek. Jak pokazują statystyki, kraje z nielegalną aborcją (Irlandia, Polska, Malta) mają pod tym względem jedne z najlepszych (czyli najniższych) wyników na świecie.

Jak podaje CIA World FactBook w przypadku Malty odnotowuje się na 100 tys. żywych urodzeń 8 przypadków śmiertelnych kobiet, Polski – 5, Irlandii – 6. Dla porównania, kraje wysokorozwinięte z aborcją na żądanie, jak na przykład Wielka Brytania, ma ich 12, USA – 21. W RPA z legalną aborcją i do tego dotowaną przez UE ten wskaźnik wynosi – 300 (wszystkie dane z 2010 r.). Nie ma więc dowodów uzasadniających potrzebę dostępu do aborcji w ramach troski o zdrowie kobiet ciężarnych.

Pogwałcenie praw człowieka
Po piąte, nie można ignorować faktu, że w wielu krajach aborcja została zalegalizowana dla celów kontroli liczby ludności (np. Indie, Japonia) z pogwałceniem praw człowieka. Najbardziej jaskrawymi przykładami są tu przymusowe aborcje i sterylizacje, jak również dystrybucja antykoncepcji bez poszanowania prawa nabywcy do informacji o produktach i ich skutkach ubocznych. Nie bez przyczyny Rozporządzenie Rady i Parlamentu Europejskiego w sprawie pomocy w odniesieniu do polityk oraz działań i praw dotyczących zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego w krajach rozwijających się z 2003 mówi, że: „Na podstawie niniejszego rozporządzenia, nie przewiduje się popierania jakichkolwiek zachęt do przeprowadzania sterylizacji lub aborcji lub do niewłaściwego testowania metod antykoncepcyjnych w krajach rozwijających się”. Zapis ten pojawił się jednak, ponieważ liczne takie przypadki miały miejsce i dyskutowano o nich na konferencjach międzynarodowych (m.in. w Kairze w 1995 r.). Należałoby się zastanowić, czy dotowanie (sponsorowanie?) aborcji przez organy unijne nie mogłoby być uznane za niebezpośrednią formę „zachęty” do jej przeprowadzania czy korzystania z niej.
Nie można również zapomnieć o tym, że nie tylko rządy niektórych państw, ale wiele organizacji proaborcyjnych brało bezpośredni lub pośredni udział w nadużyciach związanych z realizacją tzw. polityki planowania rodziny i „niewłaściwym testowaniu metod antykoncepcyjnych”. Jak wyjawiła w „Reproductive Rights and Wrongs” prof. Betsy Hartmann o poglądach pro-choice, pomimo, że IPPF z zasady była przeciwna stosowaniu zachęt i nagród motywacyjnych, w praktyce często współpracowała z władzami krajów, które je stosowały w programach planowania rodziny. Promowała również dystrybucję pigułki antykoncepcyjnej i jej sprzedaż detaliczną bez recepty, czyli bez żadnego uprzedniego badania i kontroli, ignorującą wszelakie ryzyko zdrowotne. W „The War Against Population” ekonomistka Jacqueline Kasun podaje też, że IPPF przekazywała fundusze Chinom na ich intensywną politykę populacyjną, obejmującą także przymusowe aborcje.

Kontrola liczby ludności
Co więcej, jak pisze w „Woman’s Body, Woman’s Right” prof. Linda Gordon o poglądach pro- choice, krótko po założeniu IPPF jej praca skoncentrowała się na kontroli liczby ludności, zaś ze strony internetowej jej firmy ICON nadal można wyczytać zatroskanie wzrostem populacji. Choć mity związane z przeludnieniem zostały dawno obalone, zdają się być wciąż propagowane przez organizacje, które dzięki nim mają rację bytu. Jacqueline Kasun, krytykująca je jako rodzaj centralnego planowania, pokazuje jasno, że ograniczanie liczby ludności pociąga za sobą zarówno zawężenie puli konsumentów, jak i producentów, co oczywiście przynosi negatywne skutki ekonomiczne. W obliczu załamania gospodarczego i związanego z nim zagrożeń spowodowanych depopulacją w wielu krajach Europy, UE powinna uznać przyrost demograficzny za co najmniej neutralny, jeśli nie potrzebny i korzystny dla rozwoju danego kraju.

Ingerencja w sprawy wewnętrzne
Ostatnim, lecz nie mniej ważnym powodem jest fakt, że finansowanie aborcji w krajach afrykańskich postrzegane jest jako ingerencja w ich wewnętrzne sprawy i brak poszanowania krajowych obyczajów, religii i systemu moralnego. Jest próbą narzucania pewnego modelu rodziny z pogwałceniem prawa do rodziny wielodzietnej, będącego odzwierciedleniem osobistych i rodzinnych potrzeb, a czasem również i symbolem wysokiego statusu (szczególnie w Nigerii). Ten rodzaj ingerencji odbierany jest jako przykład nowego imperializmu i neokolonializmu europejskiego. Sytuacja ta jest zrozumiała szczególnie z punktu widzenia tych społeczeństw, które już spotkały nadużycia w ramach sponsorowanych programów zdrowotnych (m.in. Bangladesz, RPA), czy tych rejonów afrykańskich, gdzie jednym ze skutków ich forsowania jest 40% niepłodność wśród kobiet. Finansowe wspieranie organizacji aborcyjnych z długą tradycją działań antynatalistycznych trudno więc uznać za rozsądną formę polityki zagranicznej, mającą przynieść dobre relacje i korzyści ekonomiczne państwom UE.

Wycofać dotacje
Z powyższych względów UE powinna się więc nie tylko wycofać z przyznawania dotacji organizacjom proaborcyjnym, ale też wprowadzić na tym polu odpowiedni zakaz. Jako przykład może posłużyć regulacja, wprowadzona w 1984 r. przez Stany Zjednoczone pod nazwą Mexico City Policy, zabraniająca przekazywania funduszy tego typu organizacjom. Prawo to obowiązywało od 1984 do 1993 r., potem zostało zniesione przez proaborcyjnego prezydenta Billa Clintona, na nowo wprowadzone w życie przez George’a Busha w 2001 r. i ponownie zniesione przez prezydenta Obamę w 2009 r.

Jeden z nas”
Bezprecedensowa inicjatywa obywatelska „Jeden z Nas” http://www.jedenznas.eu wychodzi właśnie temu naprzeciw. Ma ona na celu zebranie miliona podpisów pod projektem prawa zabraniającego finansowania organizacji zajmujących się szerzeniem aborcji lub eksperymentowaniem z embrionalnymi komórkami macierzystymi, a co za tym idzie ich niszczeniem.

Podstawą jej powstania jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS, nie mylić z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu) „Brüstle przeciwko Greenpeace” z 2011 r. w sprawie dotyczącej możliwości uczynienia przedmiotem patentu technologii lub produktów, których powstanie wiąże się z niszczeniem embrionów ludzkich. Strona skarżąca (naukowiec Oliver Brüstle) domagała się uznania możliwości uzyskania patentu dla własnego wynalazku, który wiązał się z niszczeniem embrionów. ETS uznał, że na gruncie prawa europejskiego nie jest to możliwe, bowiem prawo to nie dopuszcza możliwości patentowania wynalazków wytworzonych z człowieka, zaś embrion ludzki, niezależnie od tego, w jaki sposób został powołany do bytu, należy traktować jako człowieka właśnie. Jak wyjaśnił dr hab. Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, wynika z niego, że „ochrona prawna, przysługująca człowiekowi na gruncie europejskiego prawa patentowego, musi dotyczyć wszystkich jego faz rozwojowych i obejmować również życie w fazie embrionalnej, począwszy od momentu zapłodnienia”. Decyzja ta chroni godność ludzką w prawie patentowym i powinna stanowić zasadniczą przeszkodę dla komercyjnych zapędów twórców wynalazków biotechnologicznych eksploatujących i niszczących ludzkie embriony. ETS dokonał oficjalnej wykładni prawa europejskiego, fakt ten powinien mieć zatem znaczenie dla funkcjonowania wszystkich organów Unii. Dlatego więc należy zadać pytanie o zasadność finansowania przez Komisję Europejską aborcyjnych procedur niszczenia embrionów, których dokonuje się w klinikach należących do MSI czy IPPF. Czyżby ochrona ludzkiej godności miała dotyczyć jedynie mieszkańców Unii Europejskiej, a już nie mieszkańców Bangladeszu lub Papui-Nowej Gwinei?

Jeśli UE nie potraktuje akcji „Jeden z Nas” poważnie, będzie to podstawą do uzasadnienia stwierdzenia, że jednym z głównych sposobów prowadzenia polityki zdrowotnej i promowania rozwoju ekonomicznego jest restrykcyjna polityka populacyjna, nie licząca się z godnością ludzi, którym przyszło począć się poza Europą. Trudno nie zauważyć, że UE czyni z niej zarazem nader lukratywny proceder dla organizacji bezpośrednio weń zaangażowanych. Czyżby Komisja Europejska afirmowała poglądy firmy IPPF, ICON, która na swojej stronie internetowej pisze: „Biorąc pod uwagę szybkość, z jaką wzrasta ludzka populacja, obciążenie, które wywiera na środowisko jest powodem do niepokoju”?

Natalia Dueholm

Tekst ukazał się w piśmie „Głos dla Życia”.

Zero tolerancji dla okaleczania kobiet

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) domaga się wyeliminowania bolesnej i krwawej procedury, z którą łączą się różne typy ryzyka dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Od lat poświęca temu przedsięwzięciu specjalny dzień: Zero Tolerancji dla….- niestety nie chodzi o aborcję, a o kobiece obrzezanie.

Dla wywołania bardziej negatywnego efektu ONZ nie posługuje się nawet terminem obrzezanie, a okaleczenie (Female genital mutilation: FGM) i jemu poświęca 6 lutego specjalny dzień: Zero Tolerancji dla FGM. Walka przeciwko tej procedurze pokazuje ogrom hipokryzji środowiska tzw. praw kobiet, czyli de facto lobby aborcyjnego.

Zabieg obrzezania (zwany czasem klitoridektomią) polegający na częściowym lub całkowitym usunięciu zewnętrznych żeńskich organów rodnych, praktykowany jest w częściach Afryki, Azji i na Bliskim Wschodzie, jak również wśród emigrantek w Europie czy USA. Choć nie jest związany z religią, w różnej formie stosowany jest on przez muzułmanów i chrześcijan. Jak pisze w „Means of Reproduction” Michelle Goldberg, klitoridektomia była nawet praktykowana w Europie w XIX w. w czasach wiktoriańskich i zachwalana przez prezesa Londyńskiego Stowarzyszenia Medycznego. Obecnie szacuje się, że przeszło go od 100 do 140 milionów kobiet na świecie. Każdego roku poddawanych jest temu zabiegowi około 3 milionów dziewczynek (połowa tego w Egipcie i Etiopii).

Przyjęta rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 2012 r. nawołuje do wprowadzenia globalnego zakazu FGM http://www.unwomen.org/2012/12/united-nations-bans-female-genital-mutilation/. Wcześniej apel w tym celu podpisała min. spraw zagranicznych Unii Europejskiej Catherine Ashton, komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, czy John Dalli- były komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów. Zaskakujące jednak, że ONZ domaga się zakazu i w tym wypadku jakoś nie martwi się (tak, jak w przypadku aborcji), że doprowadzi on do zejścia tego procederu do podziemia, a tym samym zaskutkuje śmiercią wielu kobiet. Co ciekawe, popiera zakaz w sytuacji, gdy jest on nieakceptowany przez ludność lokalną. Jak napisał w 2003 r. antropolog Richard Shweder: „ (…) w co najmniej siedmiu krajach afrykańskich 80-90 % (SIC!) ludności zagłosowałoby w głosowaniu powszechnym przeciwko jakiejkolwiek polityce czy prawu kryminalizującemu praktyki obrzezania zarówno chłopców, jak i dziewczynek”.

ONZ również nie sugeruje, że z zakazem będzie wiązała się turystyka obrzezania (znowu tak jak w przypadku aborcji), co wcale nie jest kwestią czysto teoretyczną. Goldberg, która w swojej książce poświęciła tej praktyce cały rozdział, wskazała na jej znaczenie dla tradycji i kulturalnego autentyzmu. Opisuje w niej przypadek Amerykanki, Fuambai Ahmadu, studentki Georgetown University z doktoratem z London School of Economics, która pojechała celowo i z własnej woli do Sierra Leone (stamtąd pochodziła jej rodzina), aby się obrzezać.

To „tylko” tkanka?

Według ONZ każdy rodzaj obrzezania kobiet uznany jest za szkodliwy i jest łamaniem praw człowieka. Warto dodać, że ONZ uważa nawet za niepokojący fakt, że zabieg ten wykonywany jest coraz częściej przez personel medyczny (lekarzy i pielęgniarki), co tym samym go legitymizuje. Wynika z tego, że sam fakt wykonywania w lepszych, czyli bezpieczniejszych warunkach (zamiast przy użyciu noży, nożyczek czy żyletek) i pod znieczuleniem wydaje się nie mieć tu żadnego znaczenia. Szkoda, że nie stosuje tej samej miary w przypadku aborcji. Zabijanie nienarodzonego dziecka ma być dla lobby aborcyjnego usuwaniem tkanki. A czymże jest obrzezanie kobiet? Czy to nie „tylko” tkanka?

Dziś w USA można uzyskać azyl polityczny powołując się na zmuszanie do obrzezania jako formy prześladowania. Obecnie walka z FGM jest częścią amerykańskiej polityki zagranicznej. Wymóg wprowadzenia zakazu stosuje się w stosunku do krajów, które otrzymują od USA fundusze pomocowe. Podobnie taka forma nacisku wykorzystywana była, aby wymóc wprowadzenie legalizacji aborcji. W USA FGM jest zakazane, aborcja za to dozwolona do 9 miesiąca (z pewnymi ograniczeniami). Grupy ją promujące jednocześnie zwalczają FGM (Population Council, czy Center for Reproductive Rights). Czy to nie jest jakieś rozdwojenie jaźni?

Jak czytamy na swojej stronie internetowej WHO, nie są znane żadne zdrowotne korzyści FGM. Wiąże się ono za to z serią ryzyka krótko i długoterminowego dla zdrowia fizycznego, psychicznego, duchowego, seksualnego i dobrego samopoczucia. Wśród powikłań wymieniane są m.in.: ból, infekcje, krwawienia, niepłodność, uraz psychiczny, ryzyko ciążowe, a nawet śmierć. Prawie to samo można powiedzieć o aborcji, która w większości przypadków bynajmniej również nie jest dokonywana z powodów zdrowotnych.

Co więcej, przeciwnicy FGM używają wszelkich środków, aby go napiętnować. Nie wahają się w tym przypadku pokazywać go na ilustracjach. W książce „Female Genital Mutilation” znajduje się zdjęcie przedstawiające ogromną torbiel – jedno z zagrożeń procedury. Z pewnością Facebook nie miałby nic przeciwko, aby je zamieszczać. A co ze zdjęciami aborcji? Może media głównego nurtu pokażą kiedyś, co dokładnie wyrzucają szpitale i kliniki aborcyjne w ramach odpadów medycznych?

Zdjęcia to zresztą nie wszystko. Jakiś czas temu telewizja CNN pokazała klitoridektomię w egipskim slamsie, dokonaną przez ojca 10-letniego dziecka. Na filmie cierpiąca dziewczynka wykrzyczała po procedurze do członków swojej rodziny: „Spada za to na was grzech!”. Jak pisze Goldberg, film otworzył oczy Zachodowi. Ludzie byli zszokowani, bo nie mieli pojęcia, jak wygląda klitoridektomia. Amerykańska delegacja spotkała się w tej sprawie z prezydentem Mubarakiem. Maszyna zwalczająca FGM ruszyła w latach 90. XX w., wcześniej niewielu było nią zainteresowanych. Czy jest szansa, że kiedyś CNN pokaże aborcję, aby otworzyć ludziom oczy?

Według ONZ, wiele krajów wprowadziło zakaz klitoridektomii. I tam, gdzie istnieją również akcje edukacyjne i kampanie społeczne, jej praktykowanie spadło. Czekamy na podobne podejście do zwalczania aborcji, która jest skrajną i traumatyczną formą przemocy i łamaniem praw człowieka. Z nią będzie się walczyło dużo łatwiej, bo nie jest wspierana 90% poparciem. Skoro FGM może niszczyć kobiety i ich życie, a nawet je zabijać, co dopiero powiedzieć o aborcji, która zawsze uśmierca życie nienarodzonego człowieka. Jest również okaleczaniem kobiet. Aborcja Boli. Okalecza Rodzinę Całą. Jest Antyludzka.

Natalia Dueholm
http://www.planetaludzi.salon24.pl
http://www.prawdaoaborcji.wordpress.com
http://www.za-zyciem.pl
http://www.edukacjadomowa.piasta.pl

Aborcyjne „ozdoby” choinkowe

Co może zrodzić proaborcyjny umysł? Wypuścić w grudniu na rynek aborcyjne „ozdoby” choinkowe zwane abornamentami.

Ten wstrząsający rodzaj „dekoracji” przedstawia ponad 20 zrobionych z gumy dzieci (opisywane są one słowem: baby) w fazie życia płodowego w różnych „przebraniach”. Wśród nich znajdują się:

– „dekoracja” o nazwie „Jezus martwo urodzony”, ukazująca malusieńkie dziecko w koronie cierniowej zwisające z filcowej waginy, przymocowane za pomocą różowej, cienkiej szczotki do czyszczenia fajki imitującej pępowinę (jak głosi opis- ma to być Jezus, który „zostanie reinkarnowany”)

– dzieciątko przywiązane do krzyża,

– pomalowane niebieską farbą dzieci, grające na złotych trąbkach (opisane jako „Baby Blues”),

– dzieci z pomalowanymi twarzami w stylu muzyków z zespołu Kiss z długimi, czarnymi włosami.

Wielu ludziom na usta cisną się komentarze: To koniec świata. To potwory, osoby chore umysłowo, opętane, chore na duszy… Wstrząs i oburzenie jest jak najbardziej słuszne. Wiemy jednak, że wcale nie jest to gorsze od samej aborcji (bez znaczenia na jej powód).

Jak można wyczytać na stronie „twórczyni”, która je sprzedawała, część zarobionych w ten sposób pieniędzy przeznaczyła na wsparcie największego providera aborcji w USA: Planned Parenthood (PP).

Lobby aborcyjne od lat wykorzystuje grudzień do zbierania funduszy na swoje cele. Przez lata PP sprzedawała w okresie świątecznym niebieskie kartki i koszulki z napisem „Choice on Earth” („Wybór na Ziemi”), kojarzącym się z biblijnym „Peace on Earth” („Pokój na Ziemi”).

A na co my jeszcze czekamy? Czy ktoś ma wątpliwości, że warto wspierać odważną i skuteczną Fundację PRO, która pokazuje na swoich wystawach zdjęcia z aborcji? Czy jednym z naszych grudniowych zadań nie powinna być pomoc w ratowaniu dzieci przed współczesnymi Herodami?

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/
Natalia Dueholm
http://www.planetaludzi.salon24.pl

Written by prawdaoaborcji

Styczeń 8, 2013 at 8:13 pm

Szpitalne dzieciobójstwo

Fundacja Pro- Prawo do życia od dłuższego czasu próbuje dowiedzieć się, w jaki sposób zabijane są dzieci nienarodzone, czy zdarzyło się, że przeżyły aborcję, a jeśli tak, czy szpital ma wdrożone procedury ich ratowania. Fundacja wie, że warto o to pytać, bo takie rzeczy mają miejsce w wielu krajach, i to częściej niż się wielu wydaje. Czytaj resztę wpisu »

Written by prawdaoaborcji

Wrzesień 27, 2012 at 2:51 pm