Prawda o aborcji

Dziennikarze za prawdą o aborcji

Miliony euro na aborcje

Miliony euro na aborcje
W raporcie „Finansowanie aborcji w ramach unijnej pomocy dla rozwoju” z 2012 r. organizacja European Dignity Watch (EDW) ujawniła, że dwóch największych wykonawców aborcji na świecie otrzymuje finansowanie z Unii Europejskiej (UE). Powodów, dlaczego tak nie powinno być, jest wiele.

Odbiorcami tych funduszy są International Planned Parenthood Federation (IPPF) i Marie Stopes International (MSI), zarejestrowane w Wielkiej Brytanii jako organizacje charytatywne ze statusem non-profit.

Dla kogo miliony?
To im Komisja Europejska przyznała fundusze na projekty m.in. w Kambodży, RPA, Bangladeszu czy Papui-Nowej Gwinei. Warto zaznaczyć, że w tych dwóch ostatnich krajach aborcja jest legalna tylko w przypadku ratowania życia matki. Z danych raportu EDW wynika, że w latach 2005-2010 MSI otrzymała z funduszu unijnego prawie 16 mln funtów (ponad 18 mln euro). Rozmiar dotacji przyznanych IPPF nie jest możliwy do wyodrębnienia na podstawie dokumentów ujawnionych przez UE. Wiadomo jednak, że chodzi o wielomilionowe sumy.

Z pieniędzy tych skorzystały filie MSI i IPPF w poszczególnych krajach. Sama IPPF ma ich wszystkich ponad 150 na świecie. Polskim jej odpowiednikiem jest Towarzystwo Rozwoju Rodziny, będące członkiem Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Niektóre z organizacji członkowskich IPPF prowadzą kliniki aborcyjne, czy specjalizują się w sprzedaży antykoncepcji własnej marki (np. organizacja Profamilia w Republice Dominikańskiej). Zaś do IPPF należy prywatna spółka handlowa International Contraceptive & Srh Marketing Ltd (ICON), która wyposaża kliniki na całym świecie w antykoncepcję, prezerwatywy i inne towary związane ze „zdrowiem reprodukcyjnym”. Zajmuje się też rozwijaniem własnych produktów, m.in. antykoncepcją postkoitalną. Działa również w sektorze komercyjnym, dostarczając towarów aptekom i innym sprzedawcom w sprzedaży detalicznej. Pozostaje więc zadać pytanie, dlaczego Komisja Europejska miałaby wspierać pieniędzmi podatników tego typu organizacje? Można też pójść dalej i zastanowić się, dlaczego jakakolwiek organizacja promująca aborcję, a nieposiadająca prywatnej firmy, miałaby być odbiorcą grantów z funduszy publicznych UE?

Brak podstaw prawnych
Po pierwsze, przeznaczanie przez unijne organy takich dotacji nie ma podstaw prawnych. Prawo do aborcji nie jest zawarte w żadnym traktacie międzynarodowym powstałym na forum ONZ. Nie można jej również znaleźć w definicji zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego UE, które w sposób jasny ją z nich wyłączają (aborcja nie może być uznana za metodę planowania rodziny). Eksperci m.in. z zakresu prawa, zdrowia publicznego, organizacji pozarządowych potwierdzili w Artykułach z San José, że międzynarodowe prawo do aborcji nie istnieje. Wygląda więc na to, że jest ono fabrykowane przez środowisko lobbystów, które wymusza interpretację dokumentów międzynarodowych wedle swoich prywatnych preferencji. Takie sugestie, proponowane przez utworzone przez nich komitety, nie mają jednak ani żadnej podstawy prawnej ani znaczenia z punktu widzenia tworzenia prawa.

Po drugie, warto również przypomnieć, że w UE aborcja jest w niektórych krajach prawie całkowicie nielegalna (Malta, Irlandia, Irlandia Północna, Polska, Andora) i karalna, a w innych regulowana (ograniczenia ze względu na długość ciąży). Oznacza to, że w UE nie można mówić o uznaniu jej za zwykłą procedurę medyczną. Podobnie jest w wielu krajach Afryki, a także Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej czy Azji, gdzie jej zakaz należy rozumieć jako dość typowy.

Po trzecie, regulowanie aborcji nie leży w gestii organów unijnych, a organów ustawodawczych poszczególnych krajów. Wydaje się więc rozsądne, aby UE nie angażowała się finansowo w realizowanie czynności, które pozostają poza jej kompetencjami, w szczególności zakazanych, karalnych i silnie regulowanych (a do tego nieakceptowanych społecznie), tym bardziej, że nie wypracowała mechanizmów weryfikacyjnych, gwarantujących przebieg ich realizacji zgodnie z prawem w tak odległych krajach.

Prawdziwe potrzeby
Po czwarte, w sytuacji braku wody i środków pierwszej pomocy w wielu krajach afrykańskich, finansowanie sprzętu aborcyjnego, w tym zamawianie do tego celu aspiratorów ręcznych, wydaje się, jeśli nie niezgodne z prawem, to – co najmniej niestosowne. Co więcej, trudno wyjaśnić je troską o życie i zdrowie lokalnej ludności. W jaki sposób miałoby to pomóc kobietom niedożywionym i cierpiącym na anemię? Zamiast tworzenia oddziałów ginekologicznych, gdzie kobiety mogłyby bezpiecznie rodzić, finansowana jest aborcja pod pozorem zwalczania śmiertelności okołoporodowej matek. Jak pokazują statystyki, kraje z nielegalną aborcją (Irlandia, Polska, Malta) mają pod tym względem jedne z najlepszych (czyli najniższych) wyników na świecie.

Jak podaje CIA World FactBook w przypadku Malty odnotowuje się na 100 tys. żywych urodzeń 8 przypadków śmiertelnych kobiet, Polski – 5, Irlandii – 6. Dla porównania, kraje wysokorozwinięte z aborcją na żądanie, jak na przykład Wielka Brytania, ma ich 12, USA – 21. W RPA z legalną aborcją i do tego dotowaną przez UE ten wskaźnik wynosi – 300 (wszystkie dane z 2010 r.). Nie ma więc dowodów uzasadniających potrzebę dostępu do aborcji w ramach troski o zdrowie kobiet ciężarnych.

Pogwałcenie praw człowieka
Po piąte, nie można ignorować faktu, że w wielu krajach aborcja została zalegalizowana dla celów kontroli liczby ludności (np. Indie, Japonia) z pogwałceniem praw człowieka. Najbardziej jaskrawymi przykładami są tu przymusowe aborcje i sterylizacje, jak również dystrybucja antykoncepcji bez poszanowania prawa nabywcy do informacji o produktach i ich skutkach ubocznych. Nie bez przyczyny Rozporządzenie Rady i Parlamentu Europejskiego w sprawie pomocy w odniesieniu do polityk oraz działań i praw dotyczących zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego w krajach rozwijających się z 2003 mówi, że: „Na podstawie niniejszego rozporządzenia, nie przewiduje się popierania jakichkolwiek zachęt do przeprowadzania sterylizacji lub aborcji lub do niewłaściwego testowania metod antykoncepcyjnych w krajach rozwijających się”. Zapis ten pojawił się jednak, ponieważ liczne takie przypadki miały miejsce i dyskutowano o nich na konferencjach międzynarodowych (m.in. w Kairze w 1995 r.). Należałoby się zastanowić, czy dotowanie (sponsorowanie?) aborcji przez organy unijne nie mogłoby być uznane za niebezpośrednią formę „zachęty” do jej przeprowadzania czy korzystania z niej.
Nie można również zapomnieć o tym, że nie tylko rządy niektórych państw, ale wiele organizacji proaborcyjnych brało bezpośredni lub pośredni udział w nadużyciach związanych z realizacją tzw. polityki planowania rodziny i „niewłaściwym testowaniu metod antykoncepcyjnych”. Jak wyjawiła w „Reproductive Rights and Wrongs” prof. Betsy Hartmann o poglądach pro-choice, pomimo, że IPPF z zasady była przeciwna stosowaniu zachęt i nagród motywacyjnych, w praktyce często współpracowała z władzami krajów, które je stosowały w programach planowania rodziny. Promowała również dystrybucję pigułki antykoncepcyjnej i jej sprzedaż detaliczną bez recepty, czyli bez żadnego uprzedniego badania i kontroli, ignorującą wszelakie ryzyko zdrowotne. W „The War Against Population” ekonomistka Jacqueline Kasun podaje też, że IPPF przekazywała fundusze Chinom na ich intensywną politykę populacyjną, obejmującą także przymusowe aborcje.

Kontrola liczby ludności
Co więcej, jak pisze w „Woman’s Body, Woman’s Right” prof. Linda Gordon o poglądach pro- choice, krótko po założeniu IPPF jej praca skoncentrowała się na kontroli liczby ludności, zaś ze strony internetowej jej firmy ICON nadal można wyczytać zatroskanie wzrostem populacji. Choć mity związane z przeludnieniem zostały dawno obalone, zdają się być wciąż propagowane przez organizacje, które dzięki nim mają rację bytu. Jacqueline Kasun, krytykująca je jako rodzaj centralnego planowania, pokazuje jasno, że ograniczanie liczby ludności pociąga za sobą zarówno zawężenie puli konsumentów, jak i producentów, co oczywiście przynosi negatywne skutki ekonomiczne. W obliczu załamania gospodarczego i związanego z nim zagrożeń spowodowanych depopulacją w wielu krajach Europy, UE powinna uznać przyrost demograficzny za co najmniej neutralny, jeśli nie potrzebny i korzystny dla rozwoju danego kraju.

Ingerencja w sprawy wewnętrzne
Ostatnim, lecz nie mniej ważnym powodem jest fakt, że finansowanie aborcji w krajach afrykańskich postrzegane jest jako ingerencja w ich wewnętrzne sprawy i brak poszanowania krajowych obyczajów, religii i systemu moralnego. Jest próbą narzucania pewnego modelu rodziny z pogwałceniem prawa do rodziny wielodzietnej, będącego odzwierciedleniem osobistych i rodzinnych potrzeb, a czasem również i symbolem wysokiego statusu (szczególnie w Nigerii). Ten rodzaj ingerencji odbierany jest jako przykład nowego imperializmu i neokolonializmu europejskiego. Sytuacja ta jest zrozumiała szczególnie z punktu widzenia tych społeczeństw, które już spotkały nadużycia w ramach sponsorowanych programów zdrowotnych (m.in. Bangladesz, RPA), czy tych rejonów afrykańskich, gdzie jednym ze skutków ich forsowania jest 40% niepłodność wśród kobiet. Finansowe wspieranie organizacji aborcyjnych z długą tradycją działań antynatalistycznych trudno więc uznać za rozsądną formę polityki zagranicznej, mającą przynieść dobre relacje i korzyści ekonomiczne państwom UE.

Wycofać dotacje
Z powyższych względów UE powinna się więc nie tylko wycofać z przyznawania dotacji organizacjom proaborcyjnym, ale też wprowadzić na tym polu odpowiedni zakaz. Jako przykład może posłużyć regulacja, wprowadzona w 1984 r. przez Stany Zjednoczone pod nazwą Mexico City Policy, zabraniająca przekazywania funduszy tego typu organizacjom. Prawo to obowiązywało od 1984 do 1993 r., potem zostało zniesione przez proaborcyjnego prezydenta Billa Clintona, na nowo wprowadzone w życie przez George’a Busha w 2001 r. i ponownie zniesione przez prezydenta Obamę w 2009 r.

Jeden z nas”
Bezprecedensowa inicjatywa obywatelska „Jeden z Nas” http://www.jedenznas.eu wychodzi właśnie temu naprzeciw. Ma ona na celu zebranie miliona podpisów pod projektem prawa zabraniającego finansowania organizacji zajmujących się szerzeniem aborcji lub eksperymentowaniem z embrionalnymi komórkami macierzystymi, a co za tym idzie ich niszczeniem.

Podstawą jej powstania jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS, nie mylić z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu) „Brüstle przeciwko Greenpeace” z 2011 r. w sprawie dotyczącej możliwości uczynienia przedmiotem patentu technologii lub produktów, których powstanie wiąże się z niszczeniem embrionów ludzkich. Strona skarżąca (naukowiec Oliver Brüstle) domagała się uznania możliwości uzyskania patentu dla własnego wynalazku, który wiązał się z niszczeniem embrionów. ETS uznał, że na gruncie prawa europejskiego nie jest to możliwe, bowiem prawo to nie dopuszcza możliwości patentowania wynalazków wytworzonych z człowieka, zaś embrion ludzki, niezależnie od tego, w jaki sposób został powołany do bytu, należy traktować jako człowieka właśnie. Jak wyjaśnił dr hab. Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, wynika z niego, że „ochrona prawna, przysługująca człowiekowi na gruncie europejskiego prawa patentowego, musi dotyczyć wszystkich jego faz rozwojowych i obejmować również życie w fazie embrionalnej, począwszy od momentu zapłodnienia”. Decyzja ta chroni godność ludzką w prawie patentowym i powinna stanowić zasadniczą przeszkodę dla komercyjnych zapędów twórców wynalazków biotechnologicznych eksploatujących i niszczących ludzkie embriony. ETS dokonał oficjalnej wykładni prawa europejskiego, fakt ten powinien mieć zatem znaczenie dla funkcjonowania wszystkich organów Unii. Dlatego więc należy zadać pytanie o zasadność finansowania przez Komisję Europejską aborcyjnych procedur niszczenia embrionów, których dokonuje się w klinikach należących do MSI czy IPPF. Czyżby ochrona ludzkiej godności miała dotyczyć jedynie mieszkańców Unii Europejskiej, a już nie mieszkańców Bangladeszu lub Papui-Nowej Gwinei?

Jeśli UE nie potraktuje akcji „Jeden z Nas” poważnie, będzie to podstawą do uzasadnienia stwierdzenia, że jednym z głównych sposobów prowadzenia polityki zdrowotnej i promowania rozwoju ekonomicznego jest restrykcyjna polityka populacyjna, nie licząca się z godnością ludzi, którym przyszło począć się poza Europą. Trudno nie zauważyć, że UE czyni z niej zarazem nader lukratywny proceder dla organizacji bezpośrednio weń zaangażowanych. Czyżby Komisja Europejska afirmowała poglądy firmy IPPF, ICON, która na swojej stronie internetowej pisze: „Biorąc pod uwagę szybkość, z jaką wzrasta ludzka populacja, obciążenie, które wywiera na środowisko jest powodem do niepokoju”?

Natalia Dueholm

Tekst ukazał się w piśmie „Głos dla Życia”.

Aborcyjni lobbyści z Wall Street

Rząd Polski nie odwołał się od decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w tzw. sprawie „Agaty” (P&S przeciwko Polsce). Lobby prawników z Center for Reproductive Rights, które po raz kolejny zaskarżyło Polskę, zapewne to bardzo ucieszy. Wszystko przebiega zgodnie z planem wprowadzenia na całym świecie niczym nieograniczonego prawa do aborcji dla dziewczynek i kobiet na koszt podatników.

Można się domyślać, że odmowa odwołania się od tego wyroku to swego rodzaju złośliwość pod adresem ministra Gowina, który według premiera Tuska zachował się niepoprawnie w kwestii głosowania nad związkami partnerskimi dla homoseksualistów. Niestety to chyba również dowód na to, że zgodność polskiego prawa z Konstytucją nie interesuje zbytnio premiera Tuska, podobnie jak jego obrona w Europejskim Trybunale. Sprawa odwołania w sprawie P&S miała przecież ogromne szanse powodzenia, jak wyjaśniła to w swojej analizie dr Joanna Banasiuk z Centrum Prawnego Ordo Iuris:http://www.ordoiuris.pl/zasadnicze-watpliwosci-prawne-co-do-tresci-wyroku-etpcz-w-sprawie-p-s-przeciwko-polsce,3202,analiza-prawna.html

A może są jeszcze inne sprawy zakulisowe, pokazujące dlaczego w Polsce gra się kartami wykładanymi przez prawników z jednego z biur organizacji Center for Reproductive Rights (CRR), zlokalizowanego na stałe na Wall Street?

Skąd mamy wiedzieć, że korzystne dla aborcyjnego lobby zaniechanie wynika tylko z politycznej gry lub politycznej nieudolności i nie ma podtekstu, czy raczej powiązań finansowych? W Polsce milczy się na ten temat, być może dlatego, że szefowa polskiej organizacji reprezentującej interesy CRR zajmuje eksponowane stanowisko polityczne. Tak długo, jak nie zacznie się temu zagadnieniu poświęcać baczniejszej uwagi w Polsce, możemy się tylko domyślać.

W USA jednak metody działania takich lobbystów znane są dość dobrze.
Ich strategię i taktyki poznała lepiej amerykańska opinia publiczna i Kongres niecałe 10 lat temu. Podczas sesji Izby Reprezentantów kongresman Christopher Smith ujawnił tajne zapisy sesji strategicznej CRR ukazującej „zwodnicze praktyki („deceptive practices”) lobby aborcyjnego” w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Jak powiedział, są one ważne dla opinii publicznej, dlatego celowo umieścił je w archiwum Kongresu do publicznego wglądu:
http://www.gpo.gov/fdsys/pkg/CREC-2003-12-09/pdf/CREC-2003-12-09-pt1-PgE2534-2.pdf

Autentyczności tych dokumentów CRR nigdy nie zaprzeczył. Domagał się za to ich zwrotu w stanie nieużywanym i groził osobie, do której je anonimowo wysłano, wejściem na drogę sądową tłumacząc, że ich upublicznienie wyrządziło i wyrządzi CRR „szkody nie do naprawienia”. Jak wyjawił kongresman, podczas tych sesji strategicznych jeden z członków zarządu CRR powiedział, że “musimy walczyć bardziej twardo i być trochę bardziej brudni” („We have to fight harder, be a little dirtier”). Czy to były tylko puste słowa?

Z analizy działań CRR dziś wiemy już, że głównym celem organizacji jest wprowadzenie światowego prawa do aborcji dla każdej dziewczynki i kobiety na koszt podatników bez czyjejkolwiek ingerencji. Kongresman wyjaśnił, że naciskanie na aborcję miało być osiągnięte poprzez “przekręcanie słów i definicji” („twisting words and definitions”). CRR nie interesuje bowiem żaden demokratyczny proces, w którym obywatele danych państw pytani są, co o tym myślą. W jaki konkretny sposób prawnicy planowali go więc osiągnąć? Na czym polegać ma to „przekręcanie definicji”? Czy nie z tą taktyką mieliśmy do czynienia w sprawie „Agaty”, gdy wyjątek aborcyjny, który – jak informowano niegdyś opinię publiczną – miał dotyczyć sytuacji popełnienia gwałtu na kobiecie, okazał się mieć zastosowanie w przypadku ciąży będącej wynikiem współżycia czternastolatków?

W tekście “No Abortion Left Behind” (2004) redaktor “The Weekly Standard” Joseph Bottum http://www.weeklystandard.com/Content/Public/Articles/000/000/003/645rcjyc.asp?page=1

tłumaczy, że strategia aborcyjnych aktywistów polega na umieszczaniu niejasnych fragmentów tekstu w jak największej ilości międzynarodowych traktatów, raportów czy rezolucji, a potem na ich interpretowaniu przez różne podmioty (m.in. przez Europejski Trybunał Praw Człowieka), tak, aby oznaczały ustanowienie uniwersalnego prawa do aborcji. Do tego celu został stworzony termin „praw reprodukcyjnych”, wszechobecny w dokumentach ONZ, a których sensownej definicji nie ma w żadnej rezolucji ONZ. Co więcej, Bottum podaje również, że w swoich opracowaniach CRR posługuje się zdaniami, które sam opracował np. w ramach dyrektyw ONZ czy decyzji międzynarodowych trybunałów. Wygląda więc na to, że prawo wielu krajów tworzy de facto grupka amerykańskich prawników- aborcyjnych lobbystów cytujących samych siebie.

Z kilku orzeczeń Europejskiego Trybunału wynika niestety, że CRR jest dla niego nie tylko partnerem do dyskusji, a raczej instrumentem, na którym można zwyczajnie improwizować. Jeśli zaś chodzi o Polskę, czy rząd naprawdę myśli, że amerykańscy prawnicy walczą tylko o to, aby obecne prawo było przestrzegane na terytorium naszego kraju? Organizacja wyjaśnia w jednym ze swoich raportów, że każdy z procesów ma coraz bardziej rozmontować represywne wysiłki Polski zmierzające do odmowy kobietom ich legalnej opieki zdrowotnej („each one aimed at dismantling more and more of Poland’s repressive efforts to deny women their legal health care): http://reproductiverights.org/sites/crr.civicactions.net/files/documents/crr_Annual_Report_11_12.pdf (s.42) Czy ktoś ma wątpliwości o co tu chodzi?

Z ujawnionych przez kongresmana Smitha dokumentów CRR wynika, że organizacja cieszyła się nawet, iż krok po kroku udaje jej się osiągnąć swoje cele i pozostać poza radarem opozycji. Teraz jednak nie uda jej się już działać całkowicie za plecami opinii publicznej. Ci, którzy jeszcze sądzą, że przez nikogo niekwestionowane i niekontrolowane prawo do aborcji jest w interesie kobiet, powinni zapoznać się z informacjami, jakie podmioty wspierały tę prawniczą organizację.

Jak napisał Brian Clowes z Human Life International w jednym ze swoich raportów (2010), były to fundacje, których praca nie koncentruje się głównie na wspieraniu autentycznego rozwoju ekonomicznego, ale na kontroli liczby ludności. Wśród nich wymienił: the Hewlett Foundation, the Packard Foundation, the Ford Foundation, the MacArthur Foundation, the Open Society Institute i Fundusz Ludnościowy ONZ.

Jak wynika z rocznych raportów CRR, znalazły się tam również amerykańska firma farmaceutyczna (produkujące m.in. środki antykoncepcyjne) Brystol-Myers Squibb i fundacja Pfizer. Był tam również John Merck Fund, założony przez Serenę Merck, wdowę po George’u W. Mercku, prezesie firmy farmaceutycznej, która nosi jego nazwisko. Ponadto, na jej działalność łożyły także amerykańskie kliniki aborcyjne, w których sprzedaje się środki antykoncepcyjne oraz dokonuje się m.in tzw. późnych aborcji. Wśród nich wymieniono Presidential Women’s Center, Atlanta Women’s Medical Center, czy Cherry Hill Women’s Center i inne.

Co więcej, z CRR związana była Nicki Gamble, była szefowa klinik Planned Parenthood w Massachusetts, która pracowała również dla Ipas (producent sprzętu aborcyjnego, znany już w Polsce ze sprawy sądowej Wandy Nowickiej, który przekazał pieniądze Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny). Obecnie udziela się w WomanCare Global, założonej przez Ipas m.in. do dystrybucji tabletki poronnej i aspiratorów. Barbara Grossman, kolejny człowiek CRR, również była związana z największym providerem aborcji w USA (Planned Parenthood). A to oczywiście tylko pewien wycinek powiązań tej prawniczej organizacji z tym właśnie przemysłem.

Analizując różne jej raporty można się domyślić dlaczego zależy jej na poszerzeniu grona dostępnych providerów aborcji. W przypadku Polski chodziłoby zapewne o przeniesienie jej z publicznych szpitali do prywatnych „klinik”, np. w ramach usług zakontraktowanych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Fakt, że lobbyści uważają, iż takie procedury z powodzeniem może wykonywać personel paramedyczny daje możliwości IPAS, jej organizacji partnerskiej. To ona mogłaby go przeszkolić i wyposażyć w sprzęt i odpowiednie środki farmakologiczne. Trudno nie podejrzewać, że amerykańskie firmy nie są zainteresowane nowym, polskim rynkiem klientek.

Wygląda na to, że wśród niektórych ludzi w Polsce znajduje to pewne zrozumienie. Czy wynika to z troski o kobiety, ignorancji, czy ma raczej związek z marzeniami o zostaniu lobbystą, ekspertem, doradcą, czy konsultantem (prawnym, farmaceutycznym, medycznym,) lobby aborcyjnego? Chyba bez zbytniej przesady można założyć, że w Polsce znajdzie się chętny na prezesa sieci klinik aborcyjnych. W nowomowie oficjalnego przedstawiciela tego przemysłu będzie to oczywiście kandydat na największego obrońcę praw kobiet.
Natalia Dueholm, artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

Written by prawdaoaborcji

Marzec 15, 2013 at 2:57 pm

Zero tolerancji dla okaleczania kobiet

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) domaga się wyeliminowania bolesnej i krwawej procedury, z którą łączą się różne typy ryzyka dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Od lat poświęca temu przedsięwzięciu specjalny dzień: Zero Tolerancji dla….- niestety nie chodzi o aborcję, a o kobiece obrzezanie.

Dla wywołania bardziej negatywnego efektu ONZ nie posługuje się nawet terminem obrzezanie, a okaleczenie (Female genital mutilation: FGM) i jemu poświęca 6 lutego specjalny dzień: Zero Tolerancji dla FGM. Walka przeciwko tej procedurze pokazuje ogrom hipokryzji środowiska tzw. praw kobiet, czyli de facto lobby aborcyjnego.

Zabieg obrzezania (zwany czasem klitoridektomią) polegający na częściowym lub całkowitym usunięciu zewnętrznych żeńskich organów rodnych, praktykowany jest w częściach Afryki, Azji i na Bliskim Wschodzie, jak również wśród emigrantek w Europie czy USA. Choć nie jest związany z religią, w różnej formie stosowany jest on przez muzułmanów i chrześcijan. Jak pisze w „Means of Reproduction” Michelle Goldberg, klitoridektomia była nawet praktykowana w Europie w XIX w. w czasach wiktoriańskich i zachwalana przez prezesa Londyńskiego Stowarzyszenia Medycznego. Obecnie szacuje się, że przeszło go od 100 do 140 milionów kobiet na świecie. Każdego roku poddawanych jest temu zabiegowi około 3 milionów dziewczynek (połowa tego w Egipcie i Etiopii).

Przyjęta rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 2012 r. nawołuje do wprowadzenia globalnego zakazu FGM http://www.unwomen.org/2012/12/united-nations-bans-female-genital-mutilation/. Wcześniej apel w tym celu podpisała min. spraw zagranicznych Unii Europejskiej Catherine Ashton, komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, czy John Dalli- były komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów. Zaskakujące jednak, że ONZ domaga się zakazu i w tym wypadku jakoś nie martwi się (tak, jak w przypadku aborcji), że doprowadzi on do zejścia tego procederu do podziemia, a tym samym zaskutkuje śmiercią wielu kobiet. Co ciekawe, popiera zakaz w sytuacji, gdy jest on nieakceptowany przez ludność lokalną. Jak napisał w 2003 r. antropolog Richard Shweder: „ (…) w co najmniej siedmiu krajach afrykańskich 80-90 % (SIC!) ludności zagłosowałoby w głosowaniu powszechnym przeciwko jakiejkolwiek polityce czy prawu kryminalizującemu praktyki obrzezania zarówno chłopców, jak i dziewczynek”.

ONZ również nie sugeruje, że z zakazem będzie wiązała się turystyka obrzezania (znowu tak jak w przypadku aborcji), co wcale nie jest kwestią czysto teoretyczną. Goldberg, która w swojej książce poświęciła tej praktyce cały rozdział, wskazała na jej znaczenie dla tradycji i kulturalnego autentyzmu. Opisuje w niej przypadek Amerykanki, Fuambai Ahmadu, studentki Georgetown University z doktoratem z London School of Economics, która pojechała celowo i z własnej woli do Sierra Leone (stamtąd pochodziła jej rodzina), aby się obrzezać.

To „tylko” tkanka?

Według ONZ każdy rodzaj obrzezania kobiet uznany jest za szkodliwy i jest łamaniem praw człowieka. Warto dodać, że ONZ uważa nawet za niepokojący fakt, że zabieg ten wykonywany jest coraz częściej przez personel medyczny (lekarzy i pielęgniarki), co tym samym go legitymizuje. Wynika z tego, że sam fakt wykonywania w lepszych, czyli bezpieczniejszych warunkach (zamiast przy użyciu noży, nożyczek czy żyletek) i pod znieczuleniem wydaje się nie mieć tu żadnego znaczenia. Szkoda, że nie stosuje tej samej miary w przypadku aborcji. Zabijanie nienarodzonego dziecka ma być dla lobby aborcyjnego usuwaniem tkanki. A czymże jest obrzezanie kobiet? Czy to nie „tylko” tkanka?

Dziś w USA można uzyskać azyl polityczny powołując się na zmuszanie do obrzezania jako formy prześladowania. Obecnie walka z FGM jest częścią amerykańskiej polityki zagranicznej. Wymóg wprowadzenia zakazu stosuje się w stosunku do krajów, które otrzymują od USA fundusze pomocowe. Podobnie taka forma nacisku wykorzystywana była, aby wymóc wprowadzenie legalizacji aborcji. W USA FGM jest zakazane, aborcja za to dozwolona do 9 miesiąca (z pewnymi ograniczeniami). Grupy ją promujące jednocześnie zwalczają FGM (Population Council, czy Center for Reproductive Rights). Czy to nie jest jakieś rozdwojenie jaźni?

Jak czytamy na swojej stronie internetowej WHO, nie są znane żadne zdrowotne korzyści FGM. Wiąże się ono za to z serią ryzyka krótko i długoterminowego dla zdrowia fizycznego, psychicznego, duchowego, seksualnego i dobrego samopoczucia. Wśród powikłań wymieniane są m.in.: ból, infekcje, krwawienia, niepłodność, uraz psychiczny, ryzyko ciążowe, a nawet śmierć. Prawie to samo można powiedzieć o aborcji, która w większości przypadków bynajmniej również nie jest dokonywana z powodów zdrowotnych.

Co więcej, przeciwnicy FGM używają wszelkich środków, aby go napiętnować. Nie wahają się w tym przypadku pokazywać go na ilustracjach. W książce „Female Genital Mutilation” znajduje się zdjęcie przedstawiające ogromną torbiel – jedno z zagrożeń procedury. Z pewnością Facebook nie miałby nic przeciwko, aby je zamieszczać. A co ze zdjęciami aborcji? Może media głównego nurtu pokażą kiedyś, co dokładnie wyrzucają szpitale i kliniki aborcyjne w ramach odpadów medycznych?

Zdjęcia to zresztą nie wszystko. Jakiś czas temu telewizja CNN pokazała klitoridektomię w egipskim slamsie, dokonaną przez ojca 10-letniego dziecka. Na filmie cierpiąca dziewczynka wykrzyczała po procedurze do członków swojej rodziny: „Spada za to na was grzech!”. Jak pisze Goldberg, film otworzył oczy Zachodowi. Ludzie byli zszokowani, bo nie mieli pojęcia, jak wygląda klitoridektomia. Amerykańska delegacja spotkała się w tej sprawie z prezydentem Mubarakiem. Maszyna zwalczająca FGM ruszyła w latach 90. XX w., wcześniej niewielu było nią zainteresowanych. Czy jest szansa, że kiedyś CNN pokaże aborcję, aby otworzyć ludziom oczy?

Według ONZ, wiele krajów wprowadziło zakaz klitoridektomii. I tam, gdzie istnieją również akcje edukacyjne i kampanie społeczne, jej praktykowanie spadło. Czekamy na podobne podejście do zwalczania aborcji, która jest skrajną i traumatyczną formą przemocy i łamaniem praw człowieka. Z nią będzie się walczyło dużo łatwiej, bo nie jest wspierana 90% poparciem. Skoro FGM może niszczyć kobiety i ich życie, a nawet je zabijać, co dopiero powiedzieć o aborcji, która zawsze uśmierca życie nienarodzonego człowieka. Jest również okaleczaniem kobiet. Aborcja Boli. Okalecza Rodzinę Całą. Jest Antyludzka.

Natalia Dueholm
http://www.planetaludzi.salon24.pl
http://www.prawdaoaborcji.wordpress.com
http://www.za-zyciem.pl
http://www.edukacjadomowa.piasta.pl

Liberalizacja kradzieży i zabijania? Legal fiction

W 20. rocznicę uchwalenia Ustawy o ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży

Niektórzy mówią, że polskie prawo jest zbyt restrykcyjne. Powinno być zliberalizowane. To podobno bardzo europejskie i nowoczesne. Zobaczmy, do czego to prowadzi.

Wyobraźmy sobie, że Sejm przyjął 20 lat temu Ustawę o ochronie mienia prywatnego i warunkach dopuszczalności zawłaszczania mienia prywatnego, która wprowadziła trzy wyjątki od takiej ochrony. Prawo to mówi, że:
– zawłaszczenie czyjegoś mienia jest dopuszczalne w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia,
– można zawłaszczyć mienie osoby, która weszła w jego posiadanie w wyniku czynu zabronionego,
– można zawłaszczyć dane mienie, gdy istnieją przesłanki, że ma ono jakiś defekt lub uszkodzenia.

Teraz wyobraźmy sobie, że przeciwnicy tej ustawy domagają się wykreślenia trzeciego wyjątku i argumentują:

1. Ustawa legalizuje kradzież (choć mowa o „zawłaszczeniu mienia”).
2. Ustawa jest sprzeczna z innymi aktami prawnymi. Prawo jest przez to niespójne, więc należy je zmienić.
3. Prawo jest niesprawiedliwe i dyskryminujące.
4. Legalizowanie kradzieży jest nieetyczne i niemoralne.
5. Intencją wprowadzania danego prawa jest wpływanie na moralność społeczeństwa.
6. Złe prawo wpływa na jego erozję.
7. Mienie, które ma defekt lub uszkodzenie wcale nie musi być gorsze. Wartość mienia nie zależy od jego stanu idealnego. Dla kolekcjonera sztuki uszkodzony obraz może mieć ogromną wartość. Dla innego człowieka podrobiony produkt może nadal dawać satysfakcję z jego nabycia.
8. Różne sondaże pokazują, że Polacy są za ochroną własności prywatnej. Nie popierają kradzieży, szczególnie w przypadku rzeczy uszkodzonych lub mających defekt.
9. Wprowadzenie pełnej ochrony mienia jest w interesie społeczeństwa.
10. Jan Paweł II powtarzał, że ludziom nie wolno kraść.

Zwolennicy utrzymania tej ustawy argumentują za to (przy ogromnym wsparciu mediów z tzw. lewicową wrażliwością, prezydenta i premiera) mówiąc:

1. Przeciwnicy ustawy robią to dla przypodobania się klechom. Co nas obchodzi „Nie kradnij” z dekalogu?
2. Wiadomo, że ludzie kradli zawsze i będą to robić. Lepiej to zalegalizować i mieć na to oko, dzięki czemu ludzie nie będą narażać życia kradnąc nocą i skradając się do czyjegoś domu.
3. Ludzie będą wyjeżdżać i kraść za granicą. Wzrośnie „turystyka kradzieżowa” .
4. Wiadomo, że bogatych stać na wszystko a biednych nie. Państwo powinno umożliwić wyrównanie szans tym ostatnim.
5. Za czasów PRL kradzież była masowa. Ludzie wynosili z fabryk różne rzeczy. W wielu krajach sowieckich taka była rzeczywistość. W nowoczesnych demokracjach zawłaszczanie mienia jest normą.
6. Walka o zmianę tego prawa wywoła wojnę, która nie jest Polsce potrzebna.
7. Za jakiś czas może dojść do efektu wahadła i zostanie zalegalizowana kradzież na żądanie.
8. Kościół wynegocjował tę ustawę i stoimy na straży tego kompromisu.
9. Nie można od ludzi oczekiwać heroizmu, od osób, które zostały zwolnione z pracy i nie mają pieniędzy na życie. Bez środków finansowych ludzie umierają z głodu.
10. Ustawa nikogo nie zmusza do robienia rzeczy niezgodnych z sumieniem.

A teraz zastanów się, Czytelniku, po której byłbyś stronie w trakcie debaty społecznej? Za wykreśleniem jednego wyjątku, może wszystkich trzech czy za ich zachowaniem, a może całkowitą legalizacją zawłaszczania mienia? A teraz pomyśl o porównaniu tej ustawy z Ustawą o ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, która została uchwalona w styczniu 1993 r, czyli 20 lat temu. Weź również pod uwagę fakt, że mienie można czasem oddać albo zapłacić jego równowartość. Zabijanie dziecka w aborcji jest nieodwracalne, a życia ludzkiego nie da się zmierzyć pieniędzmi. Co więc wymaga lepszej ochrony: własność prywatna czy życie człowieka?

Natalia Dueholm, artykuł ukazał się na http://www.pch24.pl

http://www.planetaludzi.salon24.pl
http://www.prawdaoaborcji.wordpress.com
http://www.za-zyciem.pl

Written by prawdaoaborcji

Styczeń 14, 2013 at 4:28 pm

Aborcyjne „ozdoby” choinkowe

Co może zrodzić proaborcyjny umysł? Wypuścić w grudniu na rynek aborcyjne „ozdoby” choinkowe zwane abornamentami.

Ten wstrząsający rodzaj „dekoracji” przedstawia ponad 20 zrobionych z gumy dzieci (opisywane są one słowem: baby) w fazie życia płodowego w różnych „przebraniach”. Wśród nich znajdują się:

– „dekoracja” o nazwie „Jezus martwo urodzony”, ukazująca malusieńkie dziecko w koronie cierniowej zwisające z filcowej waginy, przymocowane za pomocą różowej, cienkiej szczotki do czyszczenia fajki imitującej pępowinę (jak głosi opis- ma to być Jezus, który „zostanie reinkarnowany”)

– dzieciątko przywiązane do krzyża,

– pomalowane niebieską farbą dzieci, grające na złotych trąbkach (opisane jako „Baby Blues”),

– dzieci z pomalowanymi twarzami w stylu muzyków z zespołu Kiss z długimi, czarnymi włosami.

Wielu ludziom na usta cisną się komentarze: To koniec świata. To potwory, osoby chore umysłowo, opętane, chore na duszy… Wstrząs i oburzenie jest jak najbardziej słuszne. Wiemy jednak, że wcale nie jest to gorsze od samej aborcji (bez znaczenia na jej powód).

Jak można wyczytać na stronie „twórczyni”, która je sprzedawała, część zarobionych w ten sposób pieniędzy przeznaczyła na wsparcie największego providera aborcji w USA: Planned Parenthood (PP).

Lobby aborcyjne od lat wykorzystuje grudzień do zbierania funduszy na swoje cele. Przez lata PP sprzedawała w okresie świątecznym niebieskie kartki i koszulki z napisem „Choice on Earth” („Wybór na Ziemi”), kojarzącym się z biblijnym „Peace on Earth” („Pokój na Ziemi”).

A na co my jeszcze czekamy? Czy ktoś ma wątpliwości, że warto wspierać odważną i skuteczną Fundację PRO, która pokazuje na swoich wystawach zdjęcia z aborcji? Czy jednym z naszych grudniowych zadań nie powinna być pomoc w ratowaniu dzieci przed współczesnymi Herodami?

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/
Natalia Dueholm
http://www.planetaludzi.salon24.pl

Written by prawdaoaborcji

Styczeń 8, 2013 at 8:13 pm

Mamy obowiązek wobec dzieci

Rozmowa z Jeanną Desideri, dyrektorem Highland LifeCare Center, centrum pomocy dla kobiet w St. Paul (Minnesota)

Czy może Pani opisać swoją pracę w LifeCare Center?

Pracuję tutaj od ośmiu lat. Celowo przeprowadziliśmy się w to miejsce, aby być blisko kliniki aborcyjnej Planned Parenthood. Jesteśmy tu ze względu na kobiety, które myślą o aborcji lub są w tzw. ciąży kryzysowej. Oferujemy darmowe i anonimowe wsparcie dla osób znajdujących się w trudnej sytuacji. Można u nas zrobić darmowy test ciążowy, badanie USG, otrzymać poradę. Pomagamy również w materialny sposób m.in. rozdając ubrania, pieluchy, mleko dla dzieci. Pomoc ta jest przeznaczona również dla kobiet, które mają dzieci, obecnie nie rozważają aborcji. Zakładamy, że w przyszłości mogą spodziewać się narodzin dziecka i przyjdą do nas po pomoc, a nie do Planned Parenthood. W 2011 roku mieliśmy prawie 2 tysiące wizyt.

Co jest najważniejsze w pierwszym kontakcie z kobietą, która myśli o zabiciu swego dziecka?

Zaczynamy od tego, żeby uświadomić kobietom, że nie odsyłamy na aborcję, ponieważ nie chcemy zostać posądzeni o formę nacisku. Potem słuchamy ich, aby zrozumieć, co powoduje, że ma ona poczucie, że aborcja to jej jedyna opcja. Pomaga nam to zrozumieć, dlaczego czuje się samotna i odczuwa lęk.

Powiedziała Pani kiedyś, że odrzucenie dziecka oznacza odrzucenie kobiety. Czy może Pani to bliżej wyjaśnić?

Mówiąc ogólnie, jeśli ojciec dziecka je odrzuca, kobieta nawet nie zdaje sobie sprawy, że właśnie przez to ona sama również czuje się odrzucona. Kobiety mówią mi, że gdy dowiedziały się o poczęciu, czuły się szczęśliwe. Dopiero, gdy zdały sobie sprawę, że ojciec dziecka go nie chce, zaczęły odczuwać smutek i brak nadziei. To je dewastowało, obniżyło poczucie wartości. Wtedy zaczynały czuć, że bez męskiego wsparcia i afirmacji nie dadzą sobie rady.

Czy jest Pani w stanie opisać jak wiele kobiet czuje na sobie presję dokonania „aborcji” i kto za nią odpowiada?

Z kobiet, które przychodzą do nas, aby otrzymać darmowy test ciążowy odczuwa ją jakieś 50-60 procent. Presja pochodzi głównie od ojca dziecka, w przypadku młodych dziewcząt często od ich rodziców. Do aborcji namawiają również przyjaciele, znajomi z pracy. Czasami ktoś po prostu skomentuje: Zrobisz aborcję, prawda? Wszelakim naciskom poświęcona jest taka strona: http://www.unchoice.com/

A co z myśleniem: „mój brzuch, moja sprawa”?

Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety rozważające „aborcję” nie myślą: to moje ciało, chcę aborcji, to mój wybór, mam do tego prawo, itd. One mówią o tym, że nie mają wyboru, że są w pułapce. Czują się przymuszone albo pod presją.

W klinikach Planned Parenthood podobno ma miejsce tzw. counseling. Co Pani wie na ten temat?

Od kobiet, z którymi rozmawiałam najczęściej słyszałam, że czuły tam chłód i były źle informowane na temat rozwoju płodowego. Powtarza im się tam, że to nie jest człowiek, ale zlepek komórek. Nie pokazuje obrazu na USG, chyba że kobieta specjalnie nalega, aby go zobaczyć.

Czy może Pani opowiedzieć jakąś pozytywną historię dotyczącą ratowania życia dzieciom nienarodzonym w sytuacji, która początkowo wydawała się beznadziejna?

Dużo jest takich historii, ale opowiem o przypadku pewnej niezamężnej Etiopki. Miała ona już dwie córeczki i po namowie ich ojca zgodziła się na aborcję. Przyszła na umówioną wizytę w klinice aborcyjnej Planned Parenthood. Trafiła do nas, bo poczuła w sobie straszny ciężar i potworny chłód tego miejsca. Wyszła z kliniki, bo odczuła, że to jakiś znak. Kiedy do nas przyszła, była blada jak prześcieradło, cała się trzęsła. Była tak blisko dokonania aborcji. W trakcie rozmowy próbowałam zrozumieć jej sytuację. Cierpiała na poranne wymioty tak bardzo, że kilkakrotnie wylądowała z tego powodu w szpitalu. Nie radziła sobie z utrzymaniem domu. Nie mogła gotować dzieciom, bo zapach jedzenia wywoływał u niej odruch wymiotny. Czuła, że nie jest w stanie zająć się córkami. Dodatkowo było jej ciężko z powodu śmierci jej własnych rodziców. Ojciec dzieci jej nie wspierał. Były też problemy finansowe. Po rozeznaniu sytuacji przyjęliśmy plan działania. Od razu kupiłam mrożone jedzenie, aby można było je szybko przygotować. Załatwiliśmy jej domową pielęgniarkę do pomocy, a lokalna parafia włączyła się w sprzątanie jej domu i przynoszenie jej gotowych posiłków. Wszyscy ci ludzie byli wolontariuszami. Obiecaliśmy ojcu nieograniczoną ilość pieluch. Po urodzeniu syna, kobieta ta przyniosła nam go pokazać.

Czy zgłosiła się kiedyś do was kobieta z nienarodzonym dzieckiem, u którego zdiagnozowano syndrom Downa?

Był jeden taki przypadek.

Czy udało się Pani ją przekonać do urodzenia dziecka?

Cóż, miałam w tym pewną rolę. Ojciec stał się bardziej wspierający. To byli chrześcijanie. I skontaktowaliśmy ich z lokalną organizacją Prenatal Partners for Life http://www.prenatalpartnersforlife.org/, gdzie rodzice z dziećmi specjalnej troski, lekarzami, prawnikami i osobami duchownymi pomagają sobie nawzajem. Oni specjalizują się w pomocy w przypadku niepomyślnych diagnoz, np. syndromie Downa, i innych schorzeń genetycznych.

Niektórzy politycy mówią, że urodzenie dziecka chorego jest aktem heroizmu. Co Pani o tym myśli?

W pewnym sensie tak, bo wymaga to dużej odwagi w sytuacji, gdy jest taka duża presja żeby nie urodzić. Jednak każde dziecko zasługuje na życie. Mamy przecież obowiązek wobec nich.

Obrońcy życia słyszą czasem, że obchodzą ich tylko dzieci nienarodzone, że łatwo jest moralizować, że w Afryce dzieci umierają z głodu i tym podobne rzeczy. Co Pani na to odpowie?

Powiem najpierw, że życie zaczyna się od poczęcia. Osoba to osoba. Dziecko to dziecko. Moje poglądy na życie są konsekwentne. Potem powiem, że prawo do życia jest fundamentalnym prawem. Nie można go uszczuplać. Każda osoba zasługuje na życie. I w końcu, że w naszym centrum pomagamy kobietom oraz im dzieciom poczętym i narodzonym. Mówimy im, że po urodzeniu dziecka nadal będziemy do ich dyspozycji.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Natalia Dueholm, wywiad ukazał się na http://www.pch24.pl

Written by prawdaoaborcji

Styczeń 8, 2013 at 8:11 pm

Kryształowa działalność Nowickiej

Wanda Nowicka, była szefowa Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, pisze na swoim blogu, że ustanowiła nagrodę Kryształowego Świecznika za „wkład w budowę państwa świeckiego”.

Jak tłumaczy: „Do kapituły nagrody zaprosiłam następujące osoby: Magdalenę Środę (etyczkę, filozofkę), Jana Hartmana (filozofa, bioetyka), Bożenę Keff (publicystkę, poetkę, tłumaczkę), Birutę Przewłocką-Pachnik (prezeskę Diakonii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego), Stanisława Obireka (filozofa), Roberta Biedronia (posła na Sejm RP).

Wszystkie one są dość powszechnie znane z wyjątkiem Biruty Przewłockiej-Pachnik, zidentyfikowanej jako prezeska Diakonii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. Wygląda na to, że informacja ta jest niepełna. Jak czytamy w Krajowym Rejestrze Sadowym http://www.krs-online.com.pl/federacja-na-rzecz-kobiet-i-planowania-krs-89833.html – osoba o tym samym nazwisku jest również skarbnikiem proaborcyjnej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Warto odnotować, że reprezentantka pewnej grupy protestantów została nominowana do roli wybierania antykatolickich i antyreligijnych nagród (wśród 8 nominowanych na świeczniku stoją już 4 osoby za zwalczanie powieszonego krzyża w budynkach publicznych). Ciekawe, czy wpłynie to na relacje ekumeniczne z katolikami…

Inna ciekawostka: z wpisu na blogu nie wynika, jakie konkretnie nagrody czekają na szczęśliwie wyróżnionych i kto zapłaci za kryształowy świecznik.

Natalia Dueholm
http://www.planetaludzi.salon24.pl